Sprawy zaległe.
Jestem pewny, że nie tylko ja ale i każdy z czytelników tego bloga ma kilka różnych zajęć, które absorbują cenny wolny czas. Ja np. mam parę zaległości z uczelni, moje projekty są nie w tym miejscu w którym zakładałem, że będą w danych terminach…
Przez długi czas szukałem sposobów na pozbycie się spraw zaległych, które często zajmują zasoby naszego umysłu. Chyba nikt nie lubi kiedy w momencie maksymalnej koncentracji niczym samoloty nad głową przelatują myśli “zadzwoń do Franii”, “zapłać rachunki”, “odpisz na maile” i wiele wiele innych…
Jak sobie poradzić z latającymi myślami, które skutecznie nas rozpraszają i nie pozwalają skoncentrować się na aktualnie wykonywanej czynności? Oto kilka moich sposobów:
- jeśli zrobienie czegoś potrwa mniej niż 2 minuty, robię to od razu (metoda zaczerpnięta ze “Sztuki efektywności” o której pisałem parę postów wcześniej)
- wszystkie pomysły które przychodzą mi do głowy staram się przelać na papier (do mojego Moleskine’a). Dzięki temu oczyszczam swoją głowę z pomysłów i lepszych i gorszych, a kiedy przychodzi na nie czas, wtedy się na nich koncentruję.
- planowanie krok po kroku co zamierzam zrobić jutrzejszego dnia/w przyszłości.
- zamknięcie laptopa, wyłączenie i odłączenie go od zasilania. Pomimo tego, że laptop to moje narzędzie pracy i nauki, Internet potrafi wciągnąć jak żaden inny nałóg. Chyba nikt z nas nie lubi kłaść się z poczuciem żalu, że duży % wolnego czasu straciliśmy na zajęcia kompletnie nieprzydatne.
Często się dzieje tak, że mamy na tyle dużo zaległych rzeczy do zrobienia/projektów, że nie wiemy od czego zacząć. Zauważyłem u siebie, że w takich sytuacjach najgorsze co może wystąpić, to zniechęcenie spowodowane ogromem pracy, którą lepiej prędzej niż później wykonać. Jeśli tego nie zrobimy, wpędzamy się w spiralę strachu, która cały czas przypomina nam o rosnącej górce spraw zaległych, jeszcze mocniej demotywując się do działania.
Jak zapobiegać takim przypadkom? Zauważyłem, że góra zaległości tworzy się najczęściej wtedy, kiedy nie jestem wystarczająco wypoczęty, mam nastrój lenia i górę obowiązków na głowie. Niestety samego siebie nie da się oszukać i lepiej jest zrobić sobie jeden dzień przerwy, totalnego lenistwa/spędzania czasu wg swojego widzimisię, niż starać się “odpoczywać na raty”.
Tak się składa, że w ostatnich dniach miałem ogrom kolokwiów, zadań czy spraw. Nie wszystko udało mi się zakończyć z sukcesem. Duża część z nich czeka sobie w moleskinie na lepszy dzień. Ustaliłem już, jak wykonam swoje zaległe zadania to-do.
Krótka lista wspomagająca:
- porządnie się wyśpię
- ustalę liczbę zadań które mam wykonać danego dnia (listę którą będę w stanie wykonać)
- ustalę szacunkowy czas operacyjny (
) każdego zadania - ustalę priorytety zadań oraz kolejność ich wykonywania
- przygotuję sobie miejsce pracy/nauki
- dokładnie się skupię na wykonywaniu danych zadań
Tak będzie wyglądał mój piątek. Jeśli macie jakieś pomysły jak zwiększyć efektywność swojej pracy i jak się zmobilizować do działania to zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach.
Dobrej nocy!