Październik ‘09 – podsumowanie.

Listopad 16th, 2009 9 comments

W końcu, prawie w połowie miesiąca przyszedł czas na podsumowanie poprzedniego. Miesiąc październik był wyjątkowy zwłaszcza z jednego względu. Wystartowałem ze swoim biznesem, który powoli rozkręcam. Szczerze, pomimo znajomości tematu nie spodziewałem się takiego nagłego natłoku spraw i dynamiki rozwoju. Dopiero co minął miesiąc od oficjalnego startu, a już wszystko nabiera bardzo szybkiego tempa. Aktualnie moim zadaniem jest, aby ta dynamika rozwoju nie zmalała, żeby przy coraz większej szybkości nie popełnić błędów a właściwie, aby wszystko przewidywać na tyle na ile jest to możliwe z wyprzedzeniem.

Cieszę się, że mogę pisać o tym biznesie do ludzi, którzy mi kibicują, którzy ze mną współpracują lub będą.

Przechodząc do tradycyjnego podsumowania. W zeszłym miesiącu napisałem cztery wpisy:

  1. Wrzesień ‘09 – podsumowanie – koniec wakacji!
  2. Historia mojego hobby.
  3. It’s business.
  4. Życie proste jak gra komputerowa.

do których przeczytania wszystkich nowych czytelników zapraszam!

W tym miesiącu zrozumiałem jak ważne jest przygotowanie sobie jak najwygodniejszej drogi do osiągnięcia celu. Jeśli chodzi o cel związany z napisaniem podsumowania, zrobiłem dokładnie odwrotnie. W zeszłym miesiącu zamieniłem walutę w której rozliczane są reklamy z dolarów na euro. Uświadomienie sobie po fakcie ile będzie teraz zabawy z wykresami comiesięcznymi doprowadziło do odkładania na później tego wpisu. Dzisiaj, w dzień w którym rzucam wszystkie swoje obowiązki i zajmuje się tylko relaksem – w końcu się do tego zabrałem.

Otworzenie działalności wiąże się z dużymi opłatami. W momencie w którym zrozumiałem, że idąc tą drogą jestem w stanie osiągnąć dużo więcej niż spekulując na giełdzie czy na forexie, skupiłem się w maksymalnym stopniu na mojej firmie. Aby rozwiać wszelkie wątpliwości – nie oznacza to, że przestaję się interesować szeroko pojętą giełdą i do tego nie wrócę – wręcz przeciwnie, wydaję mi się, że po rozkręceniu swojej działalności do poziomu, który będzie mnie zadowalał, będę miał dużo więcej czasu na powrócenie do “nauki pomnażania swoich oszczędności”. Póki co oszczędności te skierowałem na inwestycje/koszta związane z firmą.

W zeszłym miesiącu stworzyłem dodatkowy wykres “inwestycje alternatywne”. Jeszcze nie do końca wiem, czy tak to powinno się nazywać. Wrzucam do tego funduszu wszystkie inwestycje, które pakuję w firmę. Wrzucam w nie koszta, które stricte dotyczą moich przyszłych projektów strategicznych, z którymi będę starał się wystartować. Moim głównym utrapieniem w tym momencie jest utrzymanie pewnego “buforu oszczędności”, który pozwoli mi podejmować wszystkie niezbędne decyzje i nie zwiąże mi rąk. Póki co postawiłem na agresywną taktykę i dosyć sporo w tym miesiącu zainwestowałem (co zaraz zobaczycie w poniższym wykresie). Wierzę, że w najbliższych max 2 miesiącach uda mi się nie tylko podreperować ten “bufor” – czyli oszczędności, które mi zostały, a także pozwolę sobie na powolne tworzenie funduszu awaryjnego, którego teraz w tym momencie naprawdę mi brak.

Reklamy – z powodu przewalutowania, od dnia dzisiejszego nie będę przedstawiał wykresów poszczególnych zarobków z reklam. Będzie jeden wykres, sumarycznych zarobków wyrażany w złotówkach, który przedstawiam poniżej.

sum doch rekl Październik 09   podsumowanie.

Jak widać w ciągu 8 miesięcy blog zarobił 241zł, co daje średnio 30zł na miesiąc. Nie jest źle, nie jest jakoś dobrze. Wiem, że aby dochód z reklam stał się większy musiałbym:

  1. zwiększyć ilość wpisów przynajmniej o 2-3 x
  2. zacząć pisać serię artykułów na zapas, które mógłbym systematycznie publikować
  3. skupić się na reklamie bloga

O ile wszystkie te trzy punkty są możliwe do osiągnięcia, o tyle jeśli będę miał się do nich dobrze przyłożyć, na pewno zrobię to nie wcześniej niż w grudniu, czyli w czasie rocznicy tego bloga. Wydaję mi się, że będzie to najlepszy moment na zrobienie kolejnego kroku.

Jeżeli chodzi o poziom finansów. Inwestycje alternatywne w tym miesiącu skoczyły o 850zł. Niestety, nadal nie mogę zdradzić o co chodzi. Z jednej strony są to najnormalniejsze koszta, które ponoszę aby firma istniała, z drugiej strony jest to inwestycja w kilka projektów strategicznych o których najwcześniej będę mógł powiedzieć na przełomie stycznia-lutego.

inwest alter suma Październik 09   podsumowanie.

I teraz ostatni wykres – oszczędności. Wykres ten mocno ucierpiał z powodu braku funduszu awaryjnego. Niestety byłem zmuszony skorzystać ze swoich oszczędności w celach prywatnych. Zawsze lepsze to, niż pożyczka na karcie kredytowej, czy normalny kredyt. Nie mniej jednak wiem już, że fundusz awaryjny jest tylko kwestią czasu. Liczę, że do lutego uda mi się go w miarę sensownie zaplanować i stworzyć. W oszczędnościach notujemy spadek na 1262zł, z czego jak wcześniej napisałem 850zł poszło na inwestycje w firmę. W takim razie 412zł zostało przeze mnie zabrane ze względu na brak funduszu awaryjnego. Plusem jest to, że otwieram działalność nie na kredyt a z własnej kasy. Liczę na to, że póki co nie będę potrzebował tego kredytu, a kiedy przyjdzie odpowiedni czas – uda mi się wstrzelić w jakąś dotację z unii, podczas przechodzenia na normalną działalność gospodarczą.

oszczednosci srodki finansowe Październik 09   podsumowanie.

Ostatnim wykresem jest suma majątku. Zadecydowałem do majątku doliczać kasę, którą mam uzbieraną w adSense, pomimo tego, że jeszcze miną przynajmniej dwa miesiące zanim zostanie ona zaksięgowana na moim koncie. Dzięki temu wykres mojego majątku będzie najprostszy do obliczenia: reklamy + inwestycje alternatywne + środki finansowe = stan majątku. Co prawda, do tego majątku nie mam wliczonego mojego projektu sklepu internetowego z kolczykami, aktualnie jestem w trakcie jego restrukturyzacji. W ciągu najbliższego miesiąca podejmę decyzję czy wliczam go do portfela czy nie.

Wykres majątku przedstawia się tak:

stan majatku Październik 09   podsumowanie.

Powyższy wykres nie przedstawia idealnie wartości wszystkich moim projektów etc. Do czasu rocznicy (czyli do 22 grudnia) nie będę zmieniał sposobu rozliczania swoich projektów, oszczędności etc.

Mam nadzieję, że czytelnicy wybaczą mi taką długą przerwę. Pomimo tego, że czuję się i jestem coraz bardziej zorganizowany, do ideału mi jeszcze daleko ;-)

Życie proste jak gra komputerowa.

Październik 31st, 2009 8 comments

karuzela Życie proste jak gra komputerowa.

Parę dni temu byłem u mojego przyjaciela, który jest fanem gier komputerowych. Moja przygoda związana z tą formą relaksu zakończyła się na dobre w okolicach początków liceum. Mimo tego, kiedy mam okazję zagrać w jakąś kultową grę (zwłaszcza wyścigówkę) nie odmawiam. Jak często bywa, nawet tego typu działanie wniosło do mojego życia kilka ciekawych przemyśleń, o których dzisiaj chciałbym się z Wami podzielić.

Przenieśmy się zatem w świat gier komputerowych. Podejrzewam, że większość z nas miała z nimi jakąś styczność więc łatwo będzie Wam powrócić do tych czasów, kiedy przechodziliście swoją ukochaną grę, pokonując jej kolejne etapy. Mój taki “ostatni raz” odbywał się przy grze Need for Speed Porsche, po której stałem się wielbicielem i maniakiem tej marki aut. Przeszedłem tę grę od początku do końca; po paru tygodniach grania znałem wszystkie modele aut, dane techniczne, lata produkcji itp. W ciągu tych kilku tygodni stałem się “Młodszym Specjalistą ds. marki Porsche”.

W ostatnich dniach, kiedy przyglądałem się osobom grającym, zauważyłem bardzo ciekawe zjawisko: wszelkie problemy, zagadki, zadania w grach, bez względu na poziom trudności są powtarzane, aż do osiągnięcia danego celu.

Co wpływa na to, że tak chętnie pokonujemy wszelkie przeciwności losu w wirtualnym świecie, a w rzeczywistym wręcz przeciwnie? Jakie wnioski możemy wyciągnąć z gier, aby poprawić swoje życie?

  1. W grach komputerowych najczęściej z góry mamy przedstawiony cel danej misji. Wybudować miasto, przejechać jakąś trasę, uciec policji, wybudować dom – ile gier, tyle zadań. Przedstawienie jasno określonego celu w grze pozwala nam skupić się na jego realizacji. Wiemy co chcemy osiągnąć. Co możemy w tej sytuacji zrobić w naszym życiu? Za sprawą magicznej sztuczki możemy zrealizować całkiem sporą część zadań, które będą milowym krokiem w osiągnięciu tego marzenia. Wystarczy tylko spisać marzenie do notesu i zamienić je w cel do osiągnięcia. Dlaczego jest to milowy krok? Przecież spisaliśmy tylko parę słów na kartkę papieru. Wielokrotnie pisałem na tym blogu, że wg różnych badań spisanie celu na kartkę zwiększa jego prawdopodobieństwo osiągnięcia o kilkadziesiąt procent. Skoro kosztuje nas to tylko kilka sekund, dlaczego nie mielibyśmy tego zrobić?
  2. Ogromnym atutem każdej gry jest to, że przez cały okres zabawy wiesz na czym stoisz. Znasz swój ekwipunek, swój sprzęt – mówiąc najprościej orientujesz się jakie zasoby masz lub będziesz mieć, które pomogą Ci w osiągnięciu tego celu. Dzięki temu, że najczęściej zasoby te są łatwo dostępne i prezentowane w interfejsie, pamiętasz o tym, że możesz z nich skorzystać i tak też robisz, kiedy sytuacja tego wymaga. Wniosek? Kolejny krok przybliżający nas do celu, jest wypisanie wszystkiego tego, co mamy  i co jest nam potrzebne do jego osiągnięcia. Jak pamiętacie, we wpisie Jak zmotywować i zorganizować się do sesji egzaminacyjnej? nie zapomniałem przy tworzeniu planu o napisaniu kupieniu takich drobnostek jak zeszyty, długopisy, ołówki etc.
  3. Trzecią zaletą często spotykaną w grach jest udostępnienie drzewa rozwoju umiejętności czy przebiegu gry. Dzięki niemu w każdym momencie wiesz, ile jeszcze zostało do nauczenia umiejętności na najwyższym poziomie, czy do realizacji danego zadania. Wniosek? Rozbij plan na etapy, tak zwane kroki milowe, które pozwolą Ci zorientować się na jakim etapie realizacji swoich marzeń jesteś. Dzięki niemu, krok po kroku będziesz rozwiązywał zadania w kolejności, która będzie dla Ciebie w danej sytuacji najbardziej efektywna.
  4. Możliwość zapisu i odtworzenia wcześniejszego stanu gry. Nie, tego nie zamierzamy zaimplementować w naszym życiu, niestety jest to nie możliwe. Mimo tego, jesteśmy w stanie dużo wynieść z tej opcji. Przypomnij sobie ile razy dochodząc do koszmarnie trudnego punktu w grze, ładowałeś i restartowałeś grę bez końca, aż udało Ci się przejść ten trudny etap. Pomimo braku możliwości restartowania naszego życia do wcześniej zapamiętanego poziomu, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wielokrotnie pomimo porażki nie poddawać się i dążyć do przezwyciężenia trudnych momentów na etapie naszej drogi do sukcesu.

Teraz zastanów się, skoro wszystkie najlepsze funkcjonalności, scenariusze, które możesz zobaczyć w grach jesteś w stanie zaimplementować w swoim życiu, to dlaczego z tego nie skorzystać? Jedno jest pewne, lepszej grafiki i dźwięku nie dostaniesz nigdzie indziej tylko w Twoim codziennym życiu!

Zatem, nie pozostaje Ci nic innego, jak zrobić pierwszy krok milowy na drodze do Twojego sukcesu. Weź kartkę i ołówek i pisz.

A następnym krokiem niech będzie napisanie komentarza pod tym tym tekstem ;-)

It’s business.

Październik 8th, 2009 12 comments

just blog Its business.

Krótko i zwięźle: startujemy!

Zapraszam do odwiedzania, do polecania, do współpracy oraz oczywiście do komentarzy!

Historia mojego hobby.

Październik 8th, 2009 6 comments

hobby1 Historia mojego hobby.

Wszystko zaczęło się tak naprawdę w wieku 14lat, kiedy to pożyczając od swojego wujka modem do internetu, pierwszy raz połączyłem się z siecią. Kiedy udało mi się nawiązać połączenie z pamiętnym numerem 0 202122, byłem podekscytowany świadomością połączenia się w ciągu paru sekund z całym światem informacji. Po opanowaniu tych emocji, otworzyłem przeglądarkę internetową i tak naprawdę nie wiedziałem co wpisać do formularza adresowego. Nie zapomnę do końca mojego życia konsternacji towarzyszącej mi w tej chwili. Po oczywistym sprawdzeniu domeny microsoft.pl oraz windows.pl, pobiegłem do swojego pokoju w poszukiwaniu magazynów o grach komputerowych, wertując jak najszybciej ich kartki w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego linka.

Pamiętam, że wtedy byłem tak pewny swojej wiedzy na temat internetu, że w ciemno powiedziałem rodzicom, o braku potrzeby rozłączania modemu. W moim mniemaniu wystarczyło wyłączyć przeglądarkę, aby impulsy za korzystanie z internetu nie były już naliczane. Jak się domyślacie, moja pierwsza przygoda z internetem, po przyjściu rachunku za telefon okazała się być bardzo drogą przygodą. Nie mniej jednak nie straciłem zapału do sieci, pomimo tak wielkiego kosztu w korzystaniu z tej usługi (musiałem opłacić ogromny jak na tamte czasy rachunek za internet, z własnego kieszonkowego).

Kiedy w Polsce pojawiły się pierwsze oferty zryczałtowanego internetu wybłagałem moich rodziców wmawiając im, że internet jest mi niezbędny do nauki i zamówienie 60 godzinnego ryczałtu z pewnością przełoży się na moje wyniki w szkole. Jak się zapewne domyślacie była to swego rodzaju kiełbasa wyborcza. W tamtych czasach pomimo braku znajomości wyrażenia “po trupach do celu” było to moje podświadome podejście.

Mając już pseudo-stały dostęp do internetu zacząłem interesować się projektowaniem stron internetowych. Na początku był to czysty html, edytowany przez wtedy popularny program Microsoft Front Page. W starym komputerze znajdującym się w piwnicy znajduje się dysk twardy, na którym byłą zapisana moja pierwsza w życiu zaprojektowana własnoręcznie strona internetowa. Pamiętam ją do dziś.

Layout był wysoce wysublimowany. Biała czcionka, czarne tło ze srebrną owieczką w prawym górnym rogu (kiedyś na pewno wyjaśnię, co to oznaczało). Pamiętam moją radość, a właściwie ekstazę towarzyszącą mi w tym momencie. Pobiegłem do moich rodziców by pochwalić się jej moim pierwszym arcydziełem. Oczywiście usłyszałem, że strona jest przecudna i że są Oni ze mnie bardzo dumni. Oczywiście, dopiero po parunastu miesiącach prac w tej dziedzinie zrozumiałem, że zasięganie opinii moich rodziców nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zrozumiały był fakt, że bez względu na to, co zaprojektuję i jak zaprojektuję, moja rodzina i tak będzie wniebowzięta podczas oglądania efektów moich prac. Poszedłem krok dalej.

Kiedy pod koniec gimnazjum miałem na swoim koncie kilkanaście stronek internetowych, wpadłem na pomysł: zaprojektujmy portal na miarę wp.pl. A co tam! Pobiegłem do swoich kumpli i przedstawiłem im swoją wizję. Oczywiście, błyskawicznie zostałem ściągnięty na ziemię. Mimo tego, że mój pomysł okazał się być niemożliwą do spełnienia fantazją, nie powstrzymał mnie on przed działaniem. Otworzyłem serwis z recenzjami gier w internecie (który nawiasem mówiąc jest online do dzisiaj ;) – za jakiś czas, przy innym projekcie udostępnię go wraz z paroma innymi moimi stronami). Zebrałem kilku znajomych, którzy testowali gry, a następnie pisali w serwisie recenzję. Miałem wtedy 16lat i już byłem redaktorem naczelnym! ;)

Serwis ten, niestety szybko się rozpadł z powodu “konfliktów panujących w redakcji”. Zastanawiałem się co mogę zrobić, żeby wybić się i zdobyć jeszcze większe doświadczenie. Ze względu na aktywne uczestniczenie w pewnym forum, poznałem pewnego kolegę, który był świetnym programistą i przez parę miesięcy wprowadzał mnie w tajniki pisania w php. Nasza znajomość rozwijała się w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy i tak zaufaliśmy sobie, że postanowiliśmy stworzyć coś w internecie razem (przy pomocy paru innych osób).

Założyliśmy działalność gospodarczą, która świadczyła pewne usługi internetowe non-profit. Główną misją tej działalności, było umożliwianie rozwoju młodym webdesignerom w Polskim internecie. Przez półtora roku zajmowałem się kontaktem z klientami, opieką nad stroną internetową czy planowaniem promocji. Pomimo wkładania wielkich starań po niecałych dwóch latach byliśmy zmuszeni sprzedać za psie pieniądze naszą firmę konkurencji, ponieważ nawet nie biorąc za to żadnego wynagrodzenia nasze koszty związane z utrzymaniem firmy i tak przekraczały nasze przypływy . Patrząc na to z perspektywy dnia dzisiejszego zabił nas brak biznes planu i jasno wytoczonych celów. Chcieliśmy dobrze, ale to nie wystarczyło. Rynek zweryfikował siłę naszej firmy i szybko dał znać o ciężkich warunkach jakie na nim panują.

Osoba, która czyta tego bloga systematycznie od deski do deski powiedziałaby, że to kolejna porażka w moim niedługim życiu. Przyznaję rację. Była to jedna z wielu trudnych lekcji w moim życiu, z której wyciągnąłem dużo wniosków i nabyłem sporo doświadczenia.

Po tym wydarzeniu wróciłem z powrotem do projektowania stron internetowych. Dostałem ciekawą propozycję pracy, o której pisałem już w innym wpisie i zacząłem się powoli fascynować zarządzaniem projektami. Po paru latach małych praktyk, zadecydowałem, że tym ostatecznie chcę się zająć. Zacząłem szukać ludzi do mojej grupy: programistów, koderów, grafików i kiedy złożyłem pełną grupę – zabrałem się do roboty.

W ciągu tych kilku lat mojej pracy i rozwoju, miałem niesamowitego fuksa. Wydaję mi się, że kluczem do małego sukcesu, jaki powoli zaczynam osiągać było to, że praktycznie zawsze mówiłem “tak, zróbmy to!” (polecam obejrzenie filmu “Yes man” / “Człowiek na tak”), przez co zdobyłem dużo bardzo ciekawych i fajnych kontaktów wśród osób, które przez te kilka lat pomagały mi w mniejszy lub większy sposób.

Bywały też ciężkie chwile. Jakiś czas temu, byłem tak zawiedziony pewną sytuacją, że chciałem już dać sobie jakąś półroczną przerwę i ochłonąć. Wtedy, podczas pewnej imprezy spotkałem mojego bardzo dobrego znajomego, który służył mi często bardzo cennymi radami.

Opisałem mu swoją całą sytuację. Dostałem od niego odpowiedź na pytanie “co zrobić, żeby iść wyżej, szybciej z większą dokładnością i wyraźniejszym profesjonalizmem?”. Kiedy myślę nad tą odpowiedzią, dochodzę do wniosku, że była Ona banalna i oczywista. Poszerzyć widełki ryzyka (tak długo, jak nie pojawią się za tym kłopoty finansowe – mowa o kredytach), usunąć słabe ogniwa i pracować nad silnymi stronami.

Po ponad pół roku wdrażania i pracowania nad tymi zmianami, ruszyłem.