<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Student inwestujący &#187; Poradniki</title>
	<atom:link href="http://student.inwestujacy.pl/kategoria/porady/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://student.inwestujacy.pl</link>
	<description>Czyli świat finansów (i nie tylko) okiem 22 latka...</description>
	<lastBuildDate>Sun, 23 May 2010 00:40:28 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>No to jak to jest z tym inkubatorem?</title>
		<link>http://student.inwestujacy.pl/akademicki-inkubator-przedsiebiorczosci/</link>
		<comments>http://student.inwestujacy.pl/akademicki-inkubator-przedsiebiorczosci/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 19 Dec 2009 06:00:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pete</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poradniki]]></category>
		<category><![CDATA[aip opinie]]></category>
		<category><![CDATA[akademickie inkubatory przedsiębiorczości]]></category>
		<category><![CDATA[akademickie inkubatory przedsiębiorczości opinie]]></category>
		<category><![CDATA[plusy i minusy inkubatorów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://student.inwestujacy.pl/?p=580</guid>
		<description><![CDATA[
Kilka razy czytelnicy tego bloga, czy nawet moi znajomi zadawali mi pytanie: &#8220;no to jak to jest z tym inkubatorem&#8221; (akademickim inkubatorem przedsiębiorczości, pod którym prowadzę póki co swoją działalność).
Wszyscy Ci, którzy chcieliby dzisiaj zadać mi to pytanie, na samym początku odsyłam do wpisu z przed paru miesięcy o wspomnianym inkubatorze. Dla tych, którzy przeczytali [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-581" title="inkubator" src="http://student.inwestujacy.pl/wp-content/uploads/2009/12/inkubator.jpg" alt="inkubator No to jak to jest z tym inkubatorem?" width="596" height="391" /></p>
<p>Kilka razy czytelnicy tego bloga, czy nawet moi znajomi zadawali mi pytanie: &#8220;no to jak to jest z tym inkubatorem&#8221; (akademickim inkubatorem przedsiębiorczości, pod którym prowadzę póki co swoją działalność).</p>
<p>Wszyscy Ci, którzy chcieliby dzisiaj zadać mi to pytanie, na samym początku odsyłam do wpisu z przed paru miesięcy o wspomnianym <a href="http://student.inwestujacy.pl/zaloz-biznes-za-244zl/" target="_blank">inkubatorze</a>. Dla tych, którzy przeczytali tamten optymistyczny materiał, zapraszam do dzisiejszego tekstu.</p>
<p>Główną funkcją Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości jest pomoc młodym ludziom, którzy chcą wystartować ze swoim pomysłem na biznes, jednak z powodu braku doświadczenia boją się założyć normalną działalność gospodarczą.</p>
<p>Tak powinna brzmieć główna definicja tej instytucji. Wszyscy Ci, którzy założyli, lub którzy chcą założyć biznes muszą pamiętać &#8211; jest to forma prologu do świata biznesu, który ma Ci uświadomić bez mocnych i częstych kopniaków w końcową część przewodu pokarmowego, że świat jest brutalny i biznes to nie jest zabawa.</p>
<p>Zasada jest prosta: jeżeli nie potrafisz sobie poradzić w inkubatorze, będzie Ci jeszcze trudniej odnaleźć się prowadząc normalną działalność gospodarczą.</p>
<p>Główną funkcją inkubatora, jest wyręczenie Cie w sprawach takich jak prowadzenie księgowości, działanie zgodnie z zasadami prawa, płacenie za Ciebie podatków, ubezpieczeń czy ZUS&#8217;u. Dzięki temu, przez równe dwa lata możesz się skupić na tym, na czym najbardziej powinieneś się skupić &#8211; na swojej działalności, na rozwijaniu sieci kontaktów, na zdobywaniu doświadczeń, które pomogą Ci ruszyć po założeniu normalnej działalności gospodarczej.</p>
<p>Znakomitym plusem inkubatora jest to, że możesz legalnie prowadzić swoją działalność przez dwa lata, a po tych dwóch latach mając już wspomniane doświadczenie, kontakty etc. możesz zacząć &#8220;od zera&#8221;, starając się o dotację czy to z urzędu miasta czy to z Unii Europejskiej. Dla mnie jest to jedna z głównych atrakcji, dzięki którym mogę jeść ciastko i nadal mieć ciastko.</p>
<p>Kolejnym plusem jest to, że miesiąc w miesiąc masz do dyspozycji grono prawników, którzy pomogą Ci przez X godzin w miesiącu w poprawianiu regulaminów, umów i innych ważnych formalnych rzeczy. Minusem jest bardzo duża biurokracja tego działu &#8211; nie masz dostępu bezpośrednio do prawnika, tylko kontaktujesz się z nim poprzez specjalny formularz emailowy. Z jednej strony rozumiem chęć utrzymania porządku przez prawników, z drugiej, wydaję mi się, że forma kontaktu mogłaby być znacznie bardziej dopracowana.</p>
<p>Kolejnym plusem (mówię o oddziale krakowskim) jest to, że wicedyrektorką, która opiekuje się Twoją firmą, jest bardzo miła Pani, która pomoże nie tylko w kwestiach formalnych, ale także da wiele rad, które pomogą przy staraniu się o dotację czy przy normalnym prowadzeniu firmy.</p>
<p>Dla równowagi teraz trochę o minusach. Nie jest to działalność gospodarcza. Prawnie, nie jesteś właścicielem firmy, jesteś tylko zatrudniony na umowę zlecenie przez inkubator. Przy prostym podpisywaniu umowy z kontrahentem najpierw musisz jechać do inkubatora sprawdzić umowę, następnie musi Ona być podpisana i opieczętowana przez dyrektora, następnie musisz zawieźć tę umowę do swojego klienta. Kiedy klient podpiszę umowę, z powrotem swoją część musisz odwieźć do inkubatora. Jeżeli masz inkubator blisko uczelni, domu, lub komunikacja w Twoim mieście jest dobrze rozwiązania &#8211; nie ma problemu. Jednak w przypadku takich miast jak Kraków, podpisanie umowy z inkubatorem, kontrahentem a następnie odwiezienie jej z powrotem do inkubatora może zająć pół dnia.</p>
<p>Kolejnym ograniczeniem jest ilość dokumentów, które możesz wygenerować bez dodatkowej opłaty. Jest to 25/50 (w zależności od oddziału) sztuk dokumentów. Kiedy licznik wystuka magiczną cyferkę, musisz zapłacić z góry 50zł za kolejne 25 dokumentów. Bardzo uprzykrza sprawę przy prowadzeniu sklepu internetowego, jednak w takim przypadku jest na to sposób &#8211; jeżeli klient nie wymaga od Ciebie faktury, wszystkie sprzedane przedmioty możesz wklepywać na zakupioną przez siebie kasę fiskalną. Następnie po zakończeniu miesiąca za pomocą magicznej funkcji podsumowującej w kasie cały miesiąc, zaniesiesz zamiast kilkudziesięciu dokumentów tylko jeden &#8211; wyciąg.</p>
<p>Kolejnym problemem jest ograniczona dostępność do pieniędzy. Aby zrobić przelew musisz udać się do inkubatora, podpisać umowę lub przedstawić fakturę, następnie wklepać do systemu zlecenie sprzedaży a później czekać od dnia do dwóch na realizację przelewu. Tak długi proces jest uzależniony od ilości spraw, jakie osoby odpowiedzialne za sprawowanie pieczy nad Twoją firmą (najczęściej dyrektorzy AIP) mają do zrobienia. Po ich zatwierdzeniu przelewu musisz uzbroić się w kolejne nakłady cierpliwości, czekając na to aż bank w którym masz założone konto zrealizuje zatwierdzony przelew.</p>
<p>Ostatecznie, ja jestem zadowolony z inkubatora. Za niedużą comiesięczną stałą kwotę jestem w stanie prowadzić legalny biznes, wystawiać faktury i być wiarygodny w oczach klienta. To bardzo duże możliwości, za bardzo małe pieniądze.</p>
<p>Uważam, że każdy, kto ma pomysł na biznes i się waha podjąć jakieś kroki, powinien postawić na Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości. Jeżeli nie wypali w najgorszym wypadku będziesz stratny kilkaset złotych. Gdyby to samo nie wypaliło przy normalnej działalności gospodarczej, straciłbyś obniżoną na dwa lata stawkę ZUS, oraz możliwość wzięcia dotacji z urzędu miasta. Dla mnie, są to dwa spore asy w rękawie, których nie zamierzam wykorzystywać jeszcze przynajmniej przez najbliższy rok.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://student.inwestujacy.pl/akademicki-inkubator-przedsiebiorczosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak sobie radzić z Klientem?</title>
		<link>http://student.inwestujacy.pl/jak-sobie-radzic-z-klientem/</link>
		<comments>http://student.inwestujacy.pl/jak-sobie-radzic-z-klientem/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Dec 2009 20:14:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pete</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poradniki]]></category>
		<category><![CDATA[jak negocjować z klientem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://student.inwestujacy.pl/?p=571</guid>
		<description><![CDATA[
Pomimo tego, że kolejny miesiąc już minął, w grudniu nie zacznę od podsumowania ubiegłego miesiąca. Zrobię to razem z podsumowaniem roku prowadzenia bloga &#8211; czyli 22 grudnia.
Dzisiejszy temat poruszyłem ze względu na kilka przemyśleń, które natchnęły mnie podczas prowadzenia mojego biznesu. Liczę na to, że czytelnicy prowadzący działalność gospodarczą lub nawet pracujący w firmach, na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-572" title="rekin" src="http://student.inwestujacy.pl/wp-content/uploads/2009/12/rekin.jpg" alt="rekin Jak sobie radzić z Klientem?" width="596" height="301" /></p>
<p>Pomimo tego, że kolejny miesiąc już minął, w grudniu nie zacznę od podsumowania ubiegłego miesiąca. Zrobię to razem z podsumowaniem roku prowadzenia bloga &#8211; czyli 22 grudnia.</p>
<p>Dzisiejszy temat poruszyłem ze względu na kilka przemyśleń, które natchnęły mnie podczas prowadzenia mojego biznesu. Liczę na to, że czytelnicy prowadzący działalność gospodarczą lub nawet pracujący w firmach, na stanowisku wymagającym stałego kontaktu z klientem &#8211; wypowiedzą się i udzielą mi rad. W końcu nikt nie jest doskonały i najlepiej jest uczyć się na czyichś błędach.</p>
<p><strong>1. Traktuj Klienta z należytym szacunkiem. </strong></p>
<p>Na pewno na przestrzeni całego swojego życia, korzystając z usług, serwisu czy infolinii spotkaliście się z sytuacjami, podczas których osoba odpowiedzialna za kontakt z Wami &#8211; czyt. klientem &#8211; zachowała się niekulturalnie, unosiła się itp. W moim skromnym życiu zdarzyło się wiele takich sytuacji, podczas których nawet zostałem zwyzywany, prosząc o serwis produktu, który zamówiłem w danym sklepie. Jakie są tego konsekwencje &#8211; wszyscy wiemy. Niezadowolony klient odradzi dziesięciu potencjalnym klientom nasze usługi lub produkty, zadowolony klient może w przyszłości skorzysta z naszych usług ponownie, lub poleci nas swoim znajomym. Jak wszyscy wiemy, nad dobrym wizerunkiem pracuje się latami, a traci się go w parę minut. Warto o tym pamiętać w kontaktach z klientem.</p>
<p><strong>2. Nie pozwól, aby Klient kiedykolwiek poczuł się głupcem.</strong></p>
<p>Zasada dosyć prosta, a jakże często nieprzestrzegana przez wiele firm. Dosyć często, czy to w serwisie technicznym sklepu informatycznego, czy nawet w restauracji jesteśmy słownie lub mową ciała wyśmiani przez naszych usługodawców. Najczęściej jest to spowodowane niskim poczuciem własnej wartości kontrahenta, który nadrabia takowe, wymądrzaniem się i chwaleniem trudnym słownictwem którego nikt nie rozumie. Klient taki czuje się po prostu głupi, dodatkowo jego dezorientacja najczęściej prowadzi do niezdecydowania, obawy przed podjęciem dalszych kroków, co ostatecznie zamyka się w pętelkę z powodu frustracji naszego usługodawcy, który nie rozumie &#8220;jak normalny człowiek nie może rozumieć takich prostych pojęć!?&#8221;.</p>
<p>Nie musimy szukać daleko, aby zauważyć tego typu sytuacje w naszym życiu. Parę dni temu wybrałem się z moją kobietą do restauracji. Z racji tego, że rzadko chodzę w takie miejsca, nie są mi znane zasady dotyczące odpowiedniej kolejności zamawiania potraw czy drinków. Kiedy kelner po podaniu karty, zapytał co chcemy zamówić, jakież było jego zdziwienie, kiedy zdecydowaliśmy się na dwie lampki białego wina. Gdyby była to jednorazowa sytuacja &#8211; byłbym w stanie przymknąć na to oko, jednak 20 minut później po zjedzeniu przystawki i zamówieniu lodów malinowych inna kelnerka była również bardzo zdziwiona tym, że nie zamówiłem dania głównego.</p>
<p>Chciałbym zrozumieć tę sytuację, jednak nie potrafię. Uważam, że jeżeli jestem w jakimkolwiek miejscu publicznym, zachowuję się stosownie i kulturalnie, to kelner nie powinien dawać mi do zrozumienia (słownie lub wzrokowo), że mój wybór był nie na miejscu. Wychodzę z założenia, że idąc do restauracji, kawiarni czy pubu, to ja decyduję o tym, na co mam ochotę, a nie zbiór zasad ustanowionych przez osoby, które żyją tym tematem.</p>
<p>Pomimo tego, ze jedzenie było pyszne, nie wrócę ponownie do tej restauracji.</p>
<p><strong>3. Uważaj na to, co mówisz i piszesz. Jeżeli piszesz, przeczytaj przynajmniej dwukrotnie zanim cokolwiek wyślesz/przekażesz adresatowi.</strong></p>
<p>W ciągu ostatniego miesiąca z mojej winy, poprzez niedopowiedzenia, jeden z moich klientów odebrał moje słowa nie tak, jak zamierzałem. Zrozumiałem, że w tych kwestiach myślenie życzeniowe &#8220;klient na pewno odbierze to tak, jak powinien&#8221; nie sprawdza się (zresztą kiedy się sprawdza?). O ile w przypadku rozmów na żywo jesteśmy w stanie odkręcić od razu naszą gafę, o tyle w przypadku kontaktu tekstowego (np poprzez email czy list) warto dać do sprawdzenia pisany przez nas tekst innej osobie, najlepiej nie związanej z tematem, o którym piszemy. Dzięki temu dowiemy się, jakie nieścisłości i niedomówienia znajdują się w napisanym przez nas tekście, na które na pewno z racji &#8220;siedzenia w tym temacie&#8221; nie moglibyśmy sami wpaść.</p>
<p><strong>4. Dawaj Klientowi więcej, niż na to zasłużył/ niż docelowo zamówił.</strong></p>
<p>Tej zasady nauczyłem się z innego bloga: alexba.eu &#8211; do którego odwiedzenia serdecznie wszystkich zachęcam &#8211; znajdziecie tam zbiór bardzo przydatnych złotych przemyśleń, które przydadzą Wam się nie tylko w życiu zawodowym, ale także w osobistym.</p>
<p>Zasada jest prosta &#8211; każdy z Was świadomie lub nieświadomie wie, że wizerunek firmy w oczach klienta to rzecz święta. O ile nie jesteśmy w stanie sobie pozwolić na szeroko rozumiane usługi PR&#8217;owskie, o tyle możemy troszczyć się o klienta i dawać mu więcej, zwiększając automatycznie jego satysfakcję z naszych usług czy produktu.</p>
<p><strong>5. Pamiętaj, że Klient ma zawsze rację. </strong></p>
<p>Z tego założenia jako konsumenci wychodzimy najprawdopodobniej wszyscy. My wiemy, co jest dla nas najlepsze, my wiemy czego potrzebujemy. O ile nie zawsze to może być prawdą &#8211; co musisz zrozumieć kiedy prowadzisz biznes &#8211; o tyle nie warto nigdy rozciągać tematu. Kłótnie z klientem, sprzeczanie się o to kto ma rację jest po prostu zbyteczne. W tego typu sytuacjach najczęściej nikt nie czuje się dobrze. Jeżeli Twój klient ma jakiekolwiek wątpliwości &#8211; pomóż mu i postaraj się je rozwiać. Uwierz, dużo więcej zyskasz starając się być przyjacielem, który zawsze służy pomocą, niż będąc specjalistą, który wie co najlepsze.</p>
<p>Kiedy znajdziesz się w tego typu sytuacji, postaraj się ze wszystkich sił znaleźć nić porozumienia z klientem. Spójrz niesztampowo na dany problem i postaraj się go z pomocą klienta rozwiązać, tak aby ostatecznie obie strony były usatysfakcjonowane.</p>
<p><strong>6. Nigdy, przenigdy nie obrażaj Klienta.</strong></p>
<p>Bez względu na to, jak klient jest w stosunku do Ciebie niekulturalny &#8211; wykaż się klasą i staraj się załagodzić jakiekolwiek konflikty. Pamiętaj, wygrana wojna to nieodbyta wojna. Oczywiście, są sytuacje (najczęściej związane z finansami) w których jedynym rozwiązaniem problemu jest droga sądowa. Jeżeli jednak widzisz możliwość dogadania się z klientem, zaproponuj mu i załagodź wszelkie konflikty. Pamiętaj, Twoim priorytetem jest satysfakcja klienta. Jakakolwiek potyczka, bez względu czy wygrana czy przegrana, będzie dla Ciebie mimo wszystko stratą.</p>
<p><strong>7. Zapamiętaj &#8211; nie jesteś doskonały.</strong></p>
<p>Problemem wielu firm, które powstają lub które funkcjonują nawet od wielu lat, jest to, że ich pracownicy często wyróżnieni daną posadą, tracą zdolności samokrytyki. Prowadzi to do wywyższania się, pychy i innych złych grzechów czynionych przeciwko klientowi. Ja w swoim biznesie wychodzę z założenia, że będę uczył się przez całe życie. Do doskonałości mi jeszcze daleko.</p>
<p>Tak naprawdę po cichu dziękuję wszystkim klientom, właśnie za to, że dzięki ich różnorodności pozwalają mi spojrzeć z wielu różnych perspektyw na sprawy, które dotychczas były najczęściej dla mnie oczywiste. Dzięki wielokrotnej krytyce, wymaganiach, szczerych słowach w moim kierunku &#8211; dostaję najlepsze co mogę dostać &#8211; feedback, dzięki któremu wiem, co robię złego, co mogę poprawić, aby ostatecznie dążąc do perfekcji, dla każdego z moich klientów współpraca ze mną była czystą i bezproblemową przyjemnością.</p>
<p>A wy, jakie macie przemyślenia na temat kontaktu z klientem? Interesują mnie obie strony medalu: Wy jako konsumenci, oraz Wy jako usługodawcy. Zapraszam do rozmowy!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://student.inwestujacy.pl/jak-sobie-radzic-z-klientem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Życie proste jak gra komputerowa.</title>
		<link>http://student.inwestujacy.pl/zycie-proste-jak-gra-komputerowa/</link>
		<comments>http://student.inwestujacy.pl/zycie-proste-jak-gra-komputerowa/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Oct 2009 12:34:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pete</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poradniki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://student.inwestujacy.pl/?p=542</guid>
		<description><![CDATA[
Parę dni temu byłem u mojego przyjaciela, który jest fanem gier komputerowych. Moja przygoda związana z tą formą relaksu zakończyła się na dobre w okolicach początków liceum. Mimo tego, kiedy mam okazję zagrać w jakąś kultową grę (zwłaszcza wyścigówkę) nie odmawiam. Jak często bywa, nawet tego typu działanie wniosło do mojego życia kilka ciekawych przemyśleń, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-546" title="karuzela" src="http://student.inwestujacy.pl/wp-content/uploads/2009/10/karuzela.jpg" alt="karuzela Życie proste jak gra komputerowa." width="598" height="397" /></p>
<p>Parę dni temu byłem u mojego przyjaciela, który jest fanem gier komputerowych. Moja przygoda związana z tą formą relaksu zakończyła się na dobre w okolicach początków liceum. Mimo tego, kiedy mam okazję zagrać w jakąś kultową grę (zwłaszcza wyścigówkę) nie odmawiam. Jak często bywa, nawet tego typu działanie wniosło do mojego życia kilka ciekawych przemyśleń, o których dzisiaj chciałbym się z Wami podzielić.</p>
<p>Przenieśmy się zatem w świat gier komputerowych. Podejrzewam, że większość z nas miała z nimi jakąś styczność więc łatwo będzie Wam powrócić do tych czasów, kiedy przechodziliście swoją ukochaną grę, pokonując jej kolejne etapy. Mój taki &#8220;ostatni raz&#8221; odbywał się przy grze Need for Speed Porsche, po której stałem się wielbicielem i maniakiem tej marki aut. Przeszedłem tę grę od początku do końca; po paru tygodniach grania znałem wszystkie modele aut, dane techniczne, lata produkcji itp. W ciągu tych kilku tygodni stałem się &#8220;Młodszym Specjalistą ds. marki Porsche&#8221;.</p>
<p>W ostatnich dniach, kiedy przyglądałem się osobom grającym, zauważyłem bardzo ciekawe zjawisko: wszelkie problemy, zagadki, zadania w grach, bez względu na poziom trudności są powtarzane, aż do osiągnięcia danego celu.</p>
<p>Co wpływa na to, że tak chętnie pokonujemy wszelkie przeciwności losu w wirtualnym świecie, a w rzeczywistym wręcz przeciwnie? Jakie wnioski możemy wyciągnąć z gier, aby poprawić swoje życie?</p>
<ol>
<li style="padding-bottom:15px;">W grach komputerowych najczęściej z góry mamy przedstawiony cel danej misji. Wybudować miasto, przejechać jakąś trasę, uciec policji, wybudować dom &#8211; ile gier, tyle zadań. Przedstawienie jasno określonego celu w grze pozwala nam skupić się na jego realizacji. Wiemy co chcemy osiągnąć. Co możemy w tej sytuacji zrobić w naszym życiu? Za sprawą magicznej sztuczki możemy zrealizować całkiem sporą część zadań, które będą milowym krokiem w osiągnięciu tego marzenia. Wystarczy tylko spisać marzenie do notesu i zamienić je w cel do osiągnięcia. Dlaczego jest to milowy krok? Przecież spisaliśmy tylko parę słów na kartkę papieru. Wielokrotnie pisałem na tym blogu, że wg różnych badań spisanie celu na kartkę zwiększa jego prawdopodobieństwo osiągnięcia o kilkadziesiąt procent. Skoro kosztuje nas to tylko kilka sekund, dlaczego nie mielibyśmy tego zrobić?</li>
<li style="padding-bottom:15px;">Ogromnym atutem każdej gry jest to, że przez cały okres zabawy wiesz na czym stoisz. Znasz swój ekwipunek, swój sprzęt &#8211; mówiąc najprościej orientujesz się jakie zasoby masz lub będziesz mieć, które pomogą Ci w osiągnięciu tego celu. Dzięki temu, że najczęściej zasoby te są łatwo dostępne i prezentowane w interfejsie, pamiętasz o tym, że możesz z nich skorzystać i tak też robisz, kiedy sytuacja tego wymaga. Wniosek? Kolejny krok przybliżający nas do celu, jest wypisanie wszystkiego tego, co mamy  i co jest nam potrzebne do jego osiągnięcia. Jak pamiętacie, we wpisie <a href="../jak-zmotywowac-i-zorganizowac-sie-do-sesji-egzaminacyjnej/" target="_blank">Jak zmotywować i zorganizować się do sesji egzaminacyjnej?</a> nie zapomniałem przy tworzeniu planu o napisaniu kupieniu takich drobnostek jak zeszyty, długopisy, ołówki etc.</li>
<li style="padding-bottom:15px;">Trzecią zaletą często spotykaną w grach jest udostępnienie drzewa rozwoju umiejętności czy przebiegu gry. Dzięki niemu w każdym momencie wiesz, ile jeszcze zostało do nauczenia umiejętności na najwyższym poziomie, czy do realizacji danego zadania. Wniosek? Rozbij plan na etapy, tak zwane kroki milowe, które pozwolą Ci zorientować się na jakim etapie realizacji swoich marzeń jesteś. Dzięki niemu, krok po kroku będziesz rozwiązywał zadania w kolejności, która będzie dla Ciebie w danej sytuacji najbardziej efektywna.</li>
<li style="padding-bottom:15px;">Możliwość zapisu i odtworzenia wcześniejszego stanu gry. Nie, tego nie zamierzamy zaimplementować w naszym życiu, niestety jest to nie możliwe. Mimo tego, jesteśmy w stanie dużo wynieść z tej opcji. Przypomnij sobie ile razy dochodząc do koszmarnie trudnego punktu w grze, ładowałeś i restartowałeś grę bez końca, aż udało Ci się przejść ten trudny etap. Pomimo braku możliwości restartowania naszego życia do wcześniej zapamiętanego poziomu, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wielokrotnie pomimo porażki nie poddawać się i dążyć do przezwyciężenia trudnych momentów na etapie naszej drogi do sukcesu.</li>
</ol>
<p>Teraz zastanów się, skoro wszystkie najlepsze funkcjonalności, scenariusze, które możesz zobaczyć w grach jesteś w stanie zaimplementować w swoim życiu, to dlaczego z tego nie skorzystać? Jedno jest pewne, lepszej grafiki i dźwięku nie dostaniesz nigdzie indziej tylko w Twoim codziennym życiu!</p>
<p>Zatem, nie pozostaje Ci nic innego, jak zrobić pierwszy krok milowy na drodze do Twojego sukcesu. Weź kartkę i ołówek i pisz.</p>
<p>A następnym krokiem niech będzie napisanie komentarza pod tym tym tekstem <img src='http://student.inwestujacy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' title="Życie proste jak gra komputerowa." /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://student.inwestujacy.pl/zycie-proste-jak-gra-komputerowa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historia mojego hobby.</title>
		<link>http://student.inwestujacy.pl/historia-mojego-hobby/</link>
		<comments>http://student.inwestujacy.pl/historia-mojego-hobby/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Oct 2009 12:59:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pete</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poradniki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://student.inwestujacy.pl/?p=532</guid>
		<description><![CDATA[
Wszystko zaczęło się tak naprawdę w wieku 14lat, kiedy to pożyczając od swojego wujka modem do internetu, pierwszy raz połączyłem się z siecią. Kiedy udało mi się nawiązać połączenie z pamiętnym numerem 0 202122, byłem podekscytowany świadomością połączenia się w ciągu paru sekund z całym światem informacji. Po opanowaniu tych emocji, otworzyłem przeglądarkę internetową i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-534" title="hobby" src="http://student.inwestujacy.pl/wp-content/uploads/2009/10/hobby1.jpg" alt="hobby1 Historia mojego hobby." width="598" height="368" /></p>
<p>Wszystko zaczęło się tak naprawdę w wieku 14lat, kiedy to pożyczając od swojego wujka modem do internetu, pierwszy raz połączyłem się z siecią. Kiedy udało mi się nawiązać połączenie z pamiętnym numerem 0 202122, byłem podekscytowany świadomością połączenia się w ciągu paru sekund z całym światem informacji. Po opanowaniu tych emocji, otworzyłem przeglądarkę internetową i tak naprawdę nie wiedziałem co wpisać do formularza adresowego. Nie zapomnę do końca mojego życia konsternacji towarzyszącej mi w tej chwili. Po oczywistym sprawdzeniu domeny microsoft.pl oraz windows.pl, pobiegłem do swojego pokoju w poszukiwaniu magazynów o grach komputerowych, wertując jak najszybciej ich kartki w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego linka.</p>
<p>Pamiętam, że wtedy byłem tak pewny swojej wiedzy na temat internetu, że w ciemno powiedziałem rodzicom, o braku potrzeby rozłączania modemu. W moim mniemaniu wystarczyło wyłączyć przeglądarkę, aby impulsy za korzystanie z internetu nie były już naliczane. Jak się domyślacie, moja pierwsza przygoda z internetem, po przyjściu rachunku za telefon okazała się być bardzo drogą przygodą. Nie mniej jednak nie straciłem zapału do sieci, pomimo tak wielkiego kosztu w korzystaniu z tej usługi (musiałem opłacić ogromny jak na tamte czasy rachunek za internet, z własnego kieszonkowego).</p>
<p>Kiedy w Polsce pojawiły się pierwsze oferty zryczałtowanego internetu wybłagałem moich rodziców wmawiając im, że internet jest mi niezbędny do nauki i zamówienie 60 godzinnego ryczałtu z pewnością przełoży się na moje wyniki w szkole. Jak się zapewne domyślacie była to swego rodzaju kiełbasa wyborcza. W tamtych czasach pomimo braku znajomości wyrażenia &#8220;po trupach do celu&#8221; było to moje podświadome podejście.</p>
<p>Mając już pseudo-stały dostęp do internetu zacząłem interesować się projektowaniem stron internetowych. Na początku był to czysty html, edytowany przez wtedy popularny program Microsoft Front Page. W starym komputerze znajdującym się w piwnicy znajduje się dysk twardy, na którym byłą zapisana moja pierwsza w życiu zaprojektowana własnoręcznie strona internetowa. Pamiętam ją do dziś.</p>
<p>Layout był wysoce wysublimowany. Biała czcionka, czarne tło ze srebrną owieczką w prawym górnym rogu (kiedyś na pewno wyjaśnię, co to oznaczało). Pamiętam moją radość, a właściwie ekstazę towarzyszącą mi w tym momencie. Pobiegłem do moich rodziców by pochwalić się jej moim pierwszym arcydziełem. Oczywiście usłyszałem, że strona jest przecudna i że są Oni ze mnie bardzo dumni. Oczywiście, dopiero po parunastu miesiącach prac w tej dziedzinie  zrozumiałem, że zasięganie opinii moich rodziców nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zrozumiały był fakt, że bez względu na to, co zaprojektuję i jak zaprojektuję, moja rodzina i tak będzie wniebowzięta podczas oglądania efektów moich prac. Poszedłem krok dalej.</p>
<p>Kiedy pod koniec gimnazjum miałem na swoim koncie kilkanaście stronek internetowych, wpadłem na pomysł: zaprojektujmy portal na miarę wp.pl. A co tam! Pobiegłem do swoich kumpli i przedstawiłem im swoją wizję. Oczywiście, błyskawicznie zostałem ściągnięty na ziemię. Mimo tego, że mój pomysł okazał się być niemożliwą do spełnienia fantazją, nie powstrzymał mnie on przed działaniem. Otworzyłem serwis z recenzjami gier w internecie (który nawiasem mówiąc jest online do dzisiaj <img src='http://student.inwestujacy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' title="Historia mojego hobby." />  &#8211; za jakiś czas, przy innym projekcie udostępnię go wraz z paroma innymi moimi stronami). Zebrałem kilku znajomych, którzy testowali gry, a następnie pisali w serwisie recenzję. Miałem wtedy 16lat i już byłem redaktorem naczelnym! <img src='http://student.inwestujacy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' title="Historia mojego hobby." /> </p>
<p>Serwis ten, niestety szybko się rozpadł z powodu &#8220;konfliktów panujących w redakcji&#8221;. Zastanawiałem się co mogę zrobić, żeby wybić się i zdobyć jeszcze większe doświadczenie. Ze względu na aktywne uczestniczenie w pewnym forum, poznałem pewnego kolegę, który był świetnym programistą i przez parę miesięcy wprowadzał mnie w tajniki pisania w php. Nasza znajomość rozwijała się w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy i tak zaufaliśmy sobie, że postanowiliśmy stworzyć coś w internecie razem (przy pomocy paru innych osób).</p>
<p>Założyliśmy działalność gospodarczą, która świadczyła pewne usługi internetowe non-profit. Główną misją tej działalności, było umożliwianie rozwoju młodym webdesignerom w Polskim internecie. Przez półtora roku zajmowałem się kontaktem z klientami, opieką nad stroną internetową czy planowaniem promocji. Pomimo wkładania wielkich starań po niecałych dwóch latach byliśmy zmuszeni sprzedać za psie pieniądze naszą firmę konkurencji, ponieważ nawet nie biorąc za to żadnego wynagrodzenia nasze koszty związane z utrzymaniem firmy i tak przekraczały nasze przypływy . Patrząc na to z perspektywy dnia dzisiejszego zabił nas brak biznes planu i jasno wytoczonych celów. Chcieliśmy dobrze, ale to nie wystarczyło. Rynek zweryfikował siłę naszej firmy i szybko dał znać o ciężkich warunkach jakie na nim panują.</p>
<p>Osoba, która czyta tego bloga systematycznie od deski do deski powiedziałaby, że to kolejna porażka w moim niedługim życiu. Przyznaję rację. Była to jedna z wielu trudnych lekcji w moim życiu, z której wyciągnąłem dużo wniosków i nabyłem sporo doświadczenia.</p>
<p>Po tym wydarzeniu wróciłem z powrotem do projektowania stron internetowych. Dostałem ciekawą propozycję pracy, o której pisałem już w innym wpisie i zacząłem się powoli fascynować zarządzaniem projektami. Po paru latach małych praktyk, zadecydowałem, że tym ostatecznie chcę się zająć. Zacząłem szukać ludzi do mojej grupy: programistów, koderów, grafików i kiedy złożyłem pełną grupę &#8211; zabrałem się do roboty.</p>
<p>W ciągu tych kilku lat mojej pracy i rozwoju, miałem niesamowitego fuksa. Wydaję mi się, że kluczem do małego sukcesu, jaki powoli zaczynam osiągać było to, że praktycznie zawsze mówiłem &#8220;tak, zróbmy to!&#8221; (polecam obejrzenie filmu &#8220;Yes man&#8221; / &#8220;Człowiek na tak&#8221;), przez co zdobyłem dużo bardzo ciekawych i fajnych kontaktów wśród osób, które przez te kilka lat pomagały mi w mniejszy lub większy sposób.</p>
<p>Bywały też ciężkie chwile. Jakiś czas temu, byłem tak zawiedziony pewną sytuacją, że chciałem już dać sobie jakąś półroczną przerwę i ochłonąć. Wtedy, podczas pewnej imprezy spotkałem mojego bardzo dobrego znajomego, który służył mi często bardzo cennymi radami.</p>
<p>Opisałem mu swoją całą sytuację. Dostałem od niego odpowiedź na pytanie &#8220;co zrobić, żeby iść wyżej, szybciej z większą dokładnością i wyraźniejszym profesjonalizmem?&#8221;. Kiedy myślę nad tą odpowiedzią, dochodzę do wniosku, że była Ona banalna i oczywista. Poszerzyć widełki ryzyka (tak długo, jak nie pojawią się za tym kłopoty finansowe &#8211; mowa o kredytach), usunąć słabe ogniwa i pracować nad silnymi stronami.</p>
<p>Po ponad pół roku wdrażania i pracowania nad tymi zmianami, ruszyłem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://student.inwestujacy.pl/historia-mojego-hobby/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fake it until you make it &#8211; part 3</title>
		<link>http://student.inwestujacy.pl/fake-it-until-you-make-it-part-3/</link>
		<comments>http://student.inwestujacy.pl/fake-it-until-you-make-it-part-3/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 Aug 2009 05:00:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pete</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poradniki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://student.inwestujacy.pl/?p=419</guid>
		<description><![CDATA[Poniższy tekst jest kontynuacją wpisów &#8220;Fake it until you make it &#8211; part 1&#8221; oraz &#8220;Fake it until you make it &#8211; part 2&#8221;
Jak się pewne domyślacie, złamałem swoją obietnicę i przyjąłem propozycję pracy. Ze względu na swoje zasługi z poprzedniej pracy przy konkursie, dostałem większe wynagrodzenie z większym zakresem obowiązków. Byłem odpowiedzialny za pomoc [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Poniższy tekst jest kontynuacją wpisów &#8220;<a href="http://student.inwestujacy.pl/fake-it-untill-you-make-it-part-1/">Fake it until you make it &#8211; part 1</a>&#8221; oraz &#8220;<a href="http://student.inwestujacy.pl/fake-it-untill-you-make-it-part-2/">Fake it until you make it &#8211; part 2</a>&#8221;</p>
<p>Jak się pewne domyślacie, złamałem swoją obietnicę i przyjąłem propozycję pracy. Ze względu na swoje zasługi z poprzedniej pracy przy konkursie, dostałem większe wynagrodzenie z większym zakresem obowiązków. Byłem odpowiedzialny za pomoc przy projekcie, betatestowanie i zarządzanie nową aplikacją giełdową.</p>
<p>O ile złamałem swoją obietnicę o nieprzyjmowaniu żadnej poważnej pracy na czas studiów, o tyle starałem się z wszystkich sił sprostać moim zobowiązaniom. Pracowałem i uczyłem się dniami i nocami, pijąc niezliczone hektolitry kawy, napojów energetyzujących, paląc przy tym dwie paczki dziennie ulubionych, czerwonych papierosów.</p>
<p>Dawałem radę. Mało kto mi wierzył, ale robiłem wszystko, żeby zaliczać kolokwia, nie mieć zaległości i problemów. Przez 3 miesiące pracowałem i uczyłem się, przekraczając moje granice wytrzymałości, tuningując je różnymi napojami energetyzującymi. Po trzech miesiącach takiego stylu życia, nieprzejmowania się mniejszymi i większymi choróbskami i ciągłą pracą, tuż przed rozpoczęciem sesji zimowej odporność mojego organizmu spadła do zera. Na parę dni przed najważniejszymi egzaminami z matematyki, wylądowałem w łóżku z gorączką. To był zły znak.</p>
<p>Po pojechaniu do pierwszego lekarza i otrzymaniu antybiotyku liczyłem na to, że wyzdrowienie zajmie mi maksymalnie 10 dni i będę mógł spokojnie podejść do kolejnego i zarazem ostatniego terminu egzaminu. Myliłem się.</p>
<p>Po kolei pierwszy, drugi, trzeci i czwarty antybiotyk na mnie nie działał. Mój tryb życia doprowadził do całkowitego załamania odporności organizmu. Dopiero po piątym bardzo silnym i mocnym antybiotyku, zostałem wyleczony. Trwało to 7 tygodni. Nie było już szans na zaliczenie sesji. Stare zaległości w postaci najtrudniejszych egzaminów, oraz nowe zaległości w postaci materiału z drugiego semestru doprowadziły do sytuacji, w której zostałem wyrzucony ze studiów.</p>
<p>Szykował się replay z zeszłego roku, jednak wiedziałem, że tym razem nie wyjadę za granicę, a będę starał się utrzymać z pracy w Krakowie, zdobywając ciągłe doświadczenie i pracując nad sobą. Po raz kolejny w mniejszy lub większy sposób zawiodłem swoją rodzinę.</p>
<p>Konkurs, którym się zajmowałem dochodził już do końca i praktycznie nie wiedziałem co ze sobą począć. Zacząłem odnawiać kontakty u swojego poprzedniego pracodawcy, by spróbować zatrudnić się z powrotem w firmie zajmującej się elektroniką. W trakcie poszukiwań następnej pracy, zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno kierunek studiów, który dwukrotnie sobie wybrałem, były dobrym wyborem. Zacząłem patrzeć w przyszłość i zadawać sobie pytanie: czy to chcę w życiu robić? Z jednej strony interesowała mnie informatyka, projektowanie stron www, programowanie etc. z drugiej strony, moje studia w dużej mierze były głównie skupione na elektronice, która już nie wzbudzała u mnie takiego zainteresowania.</p>
<p>Postawiłem wszystko na jedną kartę i zadecydowałem iść w kierunku swoich zainteresowań związanych z giełdą i finansami, w których czułem się jak ryba w wodzie. Zadecydowałem złożyć papiery na kierunek ekonomiczny &#8211; Zarządzanie Finansami. Niestety, duża część mojej rodziny nie rozumiała mojego wyboru, ponieważ znali oni dosyć popularny stereotyp mówiący, że ekonomistów w tym kraju jest już tak wielu, że tak naprawdę uczelnie ekonomiczne to fabryki bezrobotnych. Mimo wszystko, razem z moją kobietą wspierali mnie i zaakceptowali mój wybór.</p>
<p>Kwestie studiów miałem praktycznie rozwiązaną, niestety co do pracy, sytuacja była nadal niejasna. Jednak nagle, z niewiadomej strony pojawił się zwrot akcji. Oddział Warszawski, który &#8220;z góry&#8221; dowodził całym konkursem, był zadowolony z aplikacji, którą miałem przyjemność projektować i zarządzać jej jakością.</p>
<p>Dostałem propozycję pracy zdalnej w Warszawie, przy innej, nowszej aplikacji. Byłem pod opieką nowego szefa, który już po dwóch tygodniach, delegował mi szereg uprawnień do zarządzania projektem, którym się opiekowałem. Miałem wolną rękę, mogłem pracować w dzień/w nocy. Byłem terminowy. Pracowałem przy projekcie prawie rok i dostawałem informację, że świetnie się spisuję. Po paru miesiącach, dowiedziałem się o nowym projekcie, jeszcze bardziej zaawansowanym, którym mam się zajmować. Zostałem zaproszony na spotkanie do siedziby w Warszawie, podczas którego brałem udział w organizowaniu i projektowaniu założeń przyszłej aplikacji. Po raz kolejny czułem, że świat należy do mnie i wszystko jest na dobrej drodze.</p>
<p>Wszystkie znaki na niebie wskazywały na to, że nie mam się czym martwić. Na moim nowym kierunku miałem już zaliczoną sesję zimową w pierwszych terminach. Nadeszło jednak coś, czego nie spodziewałem się w żadnym najgorszym śnie. Ze względu na ogólnoświatowy kryzys finansowy, sponsor nowej aplikacji, niezależny od mojego pracodawcy, tnąc koszta i przygotowując się na rozwój kryzysu w Polsce zrezygnował z projektu, który miałem prowadzić.</p>
<p>Po zakończeniu mojego dotychczasowego projektu, dowiedziałem się, od swojego szefa, który zawsze był sprawiedliwy i szczery w stosunku do mnie, że budżet na mój projekt został wyczerpany i do czasu zakończenia kryzysu ze względu na oszczędności, skończyły się pieniądze na moje stanowisko. Zakończył się na nieokreślony czas, najlepszy etap w moim życiu&#8230;</p>
<p>&#8230; i rozpoczął się nowy. Pracując nad projektami dla mojego pracodawcy, chciałem rozwijać się na innych płaszczyznach, związanych z moimi zainteresowaniami i moją pracą. Założyłem grupę interaktywną, która projektowała na umowy-zlecenie aplikacje internetowe dla krakowskich firm. Tylko i wyłącznie dzięki temu &#8220;backup&#8217;owi&#8221; byłem w stanie utrzymać się w Krakowie po skończeniu poprzedniej pracy. Po rocznym doświadczeniu z moją grupą, przeistoczyłem ją w normalną firmę. Założyłem agencję interaktywną, na początek z ośmioosobowym zespołem.</p>
<p>Po paru latach pracy, najpierw przy kodowaniu, później programowaniu, a następnie przy projektowaniu szat graficznych, skończyłem na pracy przy projektach, ich planowaniu i w mniejszym lub większym stopniu zarządzaniu nimi. I to jest to. Złapałem bakcyla. Zacząłem czytać wszelkie dostępne materiały o zarządzaniu projektami IT, zarządzaniu jakością i sprzedażą software&#8217;u. I na dzień dzisiejszy to chcę w życiu robić.</p>
<p>Założyłem spółkę wraz ze znajomym, z którym bardzo dobrze mi się pracowało w ciągu niekrótkiego okresu naszej poprzedniej współpracy i otworzyliśmy wspólnie agencje, zbierając najlepszych możliwych fanatyków naszego hobby: projektowania zaawansowanych aplikacji webowych.</p>
<p>Aktualnie zajmuję się planowaniem, organizowaniem i zarządzaniem projektami, zasobami i ludźmi w naszej firmie; tworzeniem strategii i wieloma innymi, fascynującymi rzeczami, które mnie niesamowicie jarają. Jestem już jedną nogą na drugim roku studiów ekonomicznych, na których uczę się z przyjemnością tego, co mnie w 100% interesuje, gdzie mam bezpieczną pozycję i jedyną moją troską jest zaliczenie zaległych dwóch z sześciu egzaminów.</p>
<p>Jeśli cokolwiek pójdzie nie po mojej myśli lub coś się nie uda, będę walczył dalej.</p>
<p>Swoją historię, chcę zakończyć cytatem z nieznanego mi filmu, który otrzymałem od mojej znajomej, który odzwierciedla moje podejście.</p>
<p><em>&#8220;You&#8217;re at war. &#8220;It&#8217;s not personal, it&#8217;s business. It&#8217;s not personal it&#8217;s business.&#8221; Recite that to yourself every time you feel you&#8217;re losing your nerve. I know you worry about being brave, this is your chance. Fight. Fight to the death.&#8221;</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://student.inwestujacy.pl/fake-it-until-you-make-it-part-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fake it until you make it &#8211; part 2</title>
		<link>http://student.inwestujacy.pl/fake-it-untill-you-make-it-part-2/</link>
		<comments>http://student.inwestujacy.pl/fake-it-untill-you-make-it-part-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 Aug 2009 08:37:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pete</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poradniki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://student.inwestujacy.pl/?p=418</guid>
		<description><![CDATA[Poniższy tekst jest kontynuacją wpisu &#8220;Fake it until you make it &#8211; part 1&#8221;
Dostałem się w pierwszym terminie, na jeszcze lepszą uczelnię w Krakowie, na bardzo szanowany wydział. Na początku wakacji wyjechałem do Krakowa w poszukiwaniu niedrogiego mieszkania i pracy. O ile mieszkanie blisko centrum miasta w korzystnej cenie udało mi się znaleźć w chwilę, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Poniższy tekst jest kontynuacją wpisu &#8220;<a href="http://student.inwestujacy.pl/fake-it-untill-you-make-it-part-1/">Fake it until you make it &#8211; part 1</a>&#8221;</p>
<p>Dostałem się w pierwszym terminie, na jeszcze lepszą uczelnię w Krakowie, na bardzo szanowany wydział. Na początku wakacji wyjechałem do Krakowa w poszukiwaniu niedrogiego mieszkania i pracy. O ile mieszkanie blisko centrum miasta w korzystnej cenie udało mi się znaleźć w chwilę, o tyle znalezienie pracy, która miała być tylko na okres wakacji, było dużo większym wyzwaniem. Rzadko której firmie opłaca się zatrudniać pracownika na okres niecałych trzech miesięcy, szkolić, stworzyć mu miejsce pracy etc. by po skończeniu tego okresu szukać nowego pracownika.</p>
<p>Tak się złożyło, że w mieszkaniu, które znalazłem miałem dzielić swój pokój z 4 lata starszym informatykiem. Pomyślałem: idealnie, pewnie będziemy nadawać na tych samych falach. Mój współlokator, po zauważeniu moich poszukiwań pracy, zaproponował mi wysłanie CV do jego pracodawcy. Okazało się, że przejściowo szukają na okres wakacji pracownika, który ma zapędy do elektroniki i informatyki. Po krótkiej rozmowie kwalifikacyjnej zostałem przyjęty do pracy, która bardzo mnie satysfakcjonowała.</p>
<p>Moi rodzice, widząc moje starania i mój zapał do działania zrobili mi małą niespodziankę, która jak przeczytacie w kolejnej części będzie odgrywała bardzo dużą rolę w mojej historii. Niespodzianką tą było przekazanie ich auta na mój użytek w Krakowie. Dzięki temu, każdego dnia zamiast wstawać o 6 rano, mogłem pospać sobie godzinkę dłużej i spokojnie pojechać autkiem do mojego miejsca pracy.</p>
<p>Po raz kolejny, życie wyglądało beztrosko i pięknie. Dostałem się na studia, pracowałem w dobrej firmie, robiłem to, co lubię. Dodatkowo, pod koniec wakacji mój szef zaproponował mi, żebym nie rezygnował z pracy, i przyjeżdżał dwa razy w tygodniu, proponując mi stawkę 100% większą w ciągu normalnego tygodnia pracy, i 200% większą w weekendy. Dzięki temu gdybym pracował 6-8 dni w miesiącu, miałbym całkiem niezłą pensję, przy małych nakładach pracy.</p>
<p>Obiecałem sobie, że tym razem, studia są największym priorytetem i zdecydowałem chodzić do pracy tylko w soboty, ze względu na bardzo korzystne wynagrodzenie korzystając przy tym z dużej ilości dostępnego czasu na studia.</p>
<p>Po dwóch miesiącach studiowania, odezwała się do mnie znajoma z konkursu finansowego, proponując mi pracę przy nowym, dużo większym i bardziej zaawansowanym konkursie. Ze względu na obietnicę, jaką sobie i swojej rodzinie złożyłem, pomimo bardzo kuszącej propozycji pracy byłem zmuszony odmówić&#8230;</p>
<p>Po dwóch tygodniach od tego wydarzenia, jechałem na cotygodniowe zakupy swoim &#8220;czerwonym unciakiem&#8221; do hipermarketu. Był późny wieczór, na drodze ze względu na przebudowę wraz z wszystkimi innymi kierowcami wlekliśmy się około 30km/h. Pogoda była dosyć niepewna, a droga była śliska. Starając się zmienić kanał radiowy, zagapiłem się nie tam gdzie trzeba na ułamek sekundy. Zwracając swój wzrok z powrotem na drogę zauważyłem, że auto przede mną, duże i solidne Mitsubishi, zaczęło ostro hamować, ze względu na niezidentyfikowany przeze mnie obiekt, który wyskoczył mu przed maskę.</p>
<p>Było za późno. Brak ABS&#8217;u w moim wehikule, śliska nawierzchnia, pomimo małej prędkości w okolicach 30km/h i hamowania pulsacyjnego &#8211; nie udało się. Ułamek sekundy nieuwagi, doprowadził do zbyt małej odległości między mną a autem znajdującym się przede mną. Przywaliłem z prędkością około 20km/h w imponująco twardy i solidny zderzak japońskiego pojazdu.</p>
<p>Ze względu na niezachowanie odpowiedniej odległości między autami i nieprzystosowanie się do warunków pogodowych &#8211; bez jakichkolwiek negocjacji, wiedziałem, że to moja wina. Moje auto miało zmasakrowany przód maski, a auto przede mną jedynie lekkie wgniecenie na zderzaku.</p>
<p>Po podpisaniu stosownych oświadczeń i przyznaniu się do winy musiałem zająć się autem. Jego stan był na tyle zły, że nie mogłem nim sam jechać i dotrzeć do swojego mieszkania, ale na tyle dobry, że mogłem poprosić jakiegoś znajomego o odholowanie. Niewiele myśląc zadzwoniłem do mojego kolegi, faceta mojej dobrej znajomej (tak, tej z konkursu) z prośbą o pomoc i odholowanie. Kiedy znajomy przyjechał (oczywiście ze swoją kobietą), koleżanka patrząc na zniszczenia auta i upewniając się, że nic mi się nie stało, zapytała:  &#8220;to co, potrzebujesz kasy na nowe auto?&#8221; uśmiechając się do mnie. Wiedziałem, że taka okazja, nie może się powtórzyć&#8230;</p>
<address><strong><span style="color: #ff0000;">Jeżeli chcesz dowiedzieć się pierwszy o kolejnym wpisie, kontynuującym tę historię, zapisz się do subskrypcji kanału RSS mojego bloga, by dostawać informację o nowym wpisie od razu, po jego opublikowaniu. Możesz to zrobić klikając na pomarańczowy prostokąt z licznikiem, znajdujący się po prawej stronie na górze mojego bloga. Dziękuję!<br />
</span></strong></address>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://student.inwestujacy.pl/fake-it-untill-you-make-it-part-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fake it until you make it &#8211; part 1</title>
		<link>http://student.inwestujacy.pl/fake-it-untill-you-make-it-part-1/</link>
		<comments>http://student.inwestujacy.pl/fake-it-untill-you-make-it-part-1/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Aug 2009 09:00:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pete</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poradniki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://student.inwestujacy.pl/?p=416</guid>
		<description><![CDATA[Na wielu blogach motywujących, których mam przyjemność czytać, w komentarzach wiele razy czytelnicy  zadawali dotykające wiele tematów, jednak bardzo konkretne pytanie &#8220;jak zacząć i zrobić pierwszy krok?&#8221;.  Każdy z nas ma jakieś marzenia. Jak rozpocząć drogę do ich spełnienia?
Nie będę tu narzekał i kłócił się z dosyć powszechnym stereotypem w naszym kraju &#8220;Panie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na wielu blogach motywujących, których mam przyjemność czytać, w komentarzach wiele razy czytelnicy  zadawali dotykające wiele tematów, jednak bardzo konkretne pytanie &#8220;jak zacząć i zrobić pierwszy krok?&#8221;.  Każdy z nas ma jakieś marzenia. Jak rozpocząć drogę do ich spełnienia?</p>
<p>Nie będę tu narzekał i kłócił się z dosyć powszechnym stereotypem w naszym kraju &#8220;Panie, bo w Polsce to garba da się dorobić!&#8221;. To podejście wszyscy znamy, dlatego nie ma sensu się nad tym rozpisywać.</p>
<p>Dzisiaj chciałbym udowodnić, że jeśli się czegoś bardzo chce, ma się pomysł i siły do działania, to bez względu na to, jakie przeciwności losu staną nam na drodze i tak uda nam się osiągnąć nasze cele. Nie będzie to wpis przytaczający historie znanych osobistości w stylu &#8220;od zera do miliardera&#8221;. Jest to osobisty wpis dotyczący mojej osoby i ostatnich pięciu lat, które mają ogromny wpływ na moje teraźniejsze życie.</p>
<p>Wszystko zaczęło się parę lat temu. Jako świeży, szesnastoletni licealista zafascynowany informatyką zacząłem poszukiwać swoich pierwszych źródeł zarobku. Ze względu na to, że najbardziej z wszystkich tematów informatycznych zainteresowało mnie pisanie stron internetowych, założyłem wraz z czterema znajomymi mały portal z recenzjami, kodami, nowinkami o grach komputerowych. Stronę w ciągu połowy roku działalności odwiedzono 2200 razy, co było dla mnie pierwszym, małym sukcesem. Po naturalnej śmierci serwisu spowodowanej różnicą zdań w zespole, doszedłem do wniosku, że jeszcze nie czas na tego typu projekty.</p>
<p>Mimo dosyć krótkiego działania tego serwisu i niezbyt dużej skali oglądalności, powoli zacząłem odkrywać potencjał Internetu. Kupiłem dwie książki dotyczących tematu kodowania stron internetowych i rozpocząłem swoją naukę. Po jakimś czasie znajomi, którzy zauważyli moje zainteresowania poprosili mnie o zaprojektowanie dwóch serwisów, opartych o prosty system zarządzania treścią z estetyczną grafiką nawiązującą do tematu serwisu. Ze względu na bezpłatne świadczenie tej usługi oraz brak środków własnych, które mógłbym przeznaczyć na grafika, zakupiłem książkę o Photoshopie i na darmowej wersji programu uczyłem się tajników grafiki cyfrowej. Po paru tygodniach ciężkich prac, powstały dwa serwisy cieszące się sporym odzewem wśród czytelników tych serwisów. Nie zyskałem ani złotówki ale byłem bogatszy o nowe doświadczenia w projektowaniu szablonów graficznych, cięciu ich wg obowiązujących w internecie standardów sieciowych oraz pisaniu skryptów do zarządzania tymi serwisami.</p>
<p>Parę miesięcy później skończyłem liceum i w szybkim czasie stałem się dumnym studentem pierwszego roku studiów na wydziale informatycznym. Z powodu małych środków, które miałem przeznaczone na życie w Krakowie, jeszcze w trakcie wakacji, przed rozpoczęciem studiów zacząłem rozglądać się za jakąś pracą. Moje doświadczenie jak na 19latka nie było zbyt imponujące. Kilkanaście zaprojektowanych &#8220;stronek&#8221;, dwa miesiące przepracowane w biurze w jednym z hipermarketów jako &#8220;wklepywacz danych&#8221; lub oficjalnie &#8220;pracownik działu automatycznych zamówień&#8221;, parę konkursów w trakcie liceum i nieźle zdana matura rozszerzona z języka angielskiego &#8211; to wszystko co mogłem wpisać do CV.</p>
<p>W wielkim i póki co obcym mieście z taką listą doświadczeń ciężko było znaleźć pracę, którą mógłbym pogodzić z trudnymi studiami dziennymi. Miałem jednak coś, co wyróżniało mnie wśród moich rówieśników. To była moja tajna broń <img src='http://student.inwestujacy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' title="Fake it until you make it   part 1" />  Ogromny zapał, chęć do pracy i nieograniczona wiara we własne siły. Mimo częstego zastanawiania się &#8220;czy się uda?&#8221; wysyłałem CV do przeróżnych potencjalnych pracodawców.</p>
<p>Tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego dowiedziałem się, że w pewnej gazecie organizującej co roku konkurs giełdowy dla gimnazjalistów i licealistów w całej Polsce poszukują osób do prowadzenia kolejnego konkursu giełdowego. Ze względu na to, że moją dobrą znajomą była osoba, która miała brać udział w tym projekcie, poprosiłem o możliwość umówienia mnie z jej szefem, organizującym ten konkurs. Pomimo młodego wieku, nie bałem się spróbować aplikować do jednego z największych wydawców dzienników w Polsce.</p>
<p>Moja znajoma tak jak ją poprosiłem, przesłała CV swojemu szefowi, bez składania jakichkolwiek gwarancji czy obietnic. Po paru tygodniach oczekiwania na odpowiedź zostałem umówiony na spotkanie z osobą, która miała organizować ten konkurs. Zdawałem sobie sprawę z szansy, jaka mi się trafiła i za wszelką cenę nie chciałem jej zaprzepaścić.</p>
<p>Na umówionym spotkaniu został mi przedstawiony cały projekt, oraz wszystkie obowiązki związane z pracą. Starałem się zaprezentować z jak najlepszej strony i mimo wszelkich starań dowiedziałem się od swojego rozmówcy, że projekt jest na tyle duży, a moje studia i pierwszy rok są tak trudne, że nie dam rady.</p>
<p>Po praktycznie godzinnym prezentowaniu swoich atutów, przedstawianiu pozytywnych stron, jakie mogłem wnieść do konkursu, oraz uświadomieniu rozmówcy o znajomości wad i zalet tego konkursu od środka (ze względu na mój udział w nim w czasach liceum), mój przyszły szef z wielkimi obawami zaufał mi i dał szansę. To był przełomowy dzień w moim życiu. Czułem, że złapałem Pana Boga za pięty. Zostałem oficjalnym opiekunem konkursu finansowego, organizowanego przez jedną z największych spółek w Polsce.</p>
<p>Wspominając tamte czasy, do dzisiaj uważam, że był to jeden z najfajniejszych okresów w moim życiu. Mieszkanie w Krakowie, comiesięczna stała i niemała (jak na 19latka) pensja i telefon służbowy zawróciły mi w głowie. Poczułem się jak młody bóg. Zafascynowanie nowym środowiskiem w pracy, ludźmi, którzy praktycznie w 100% byli ode mnie dużo starsi; dziennikarzy, specjalistów, redaktorów, zapoczątkowało moje zamiłowanie do pracy. Każdego dnia z uśmiechem na ustach szedłem najpierw na uczelnię, a z uczelni w przerwie między zajęciami &#8211; do pracy. Po paru tygodniach stałem się pracoholikiem i praktycznie od rana do późnego wieczora spędzałem swój czas, robiąc to co lubię &#8211; czyli zajmując się giełdą, finansami oraz Internetem.</p>
<p>Z powodu tak dużego zafascynowania tyloma niesamowitymi osobami w pracy, powoli, jednak systematycznie zacząłem zaniedbywać studia, co doprowadziło do tego, że na własne życzenie z nich zrezygnowałem na rzecz pracy. Bez względu na to, że po paru latach udało mi się postawić na swoim, wiem, że był to błąd i, że nie powinienem podejmować takiej decyzji. Niestety byłem nieodpowiedzialny i zbyt dziecinny, żeby to wtedy zrozumieć.</p>
<p>Pomimo znanego mi zakresu obowiązków, aby zostać zauważonym, starałem się ze wszystkich sił wyręczać moich współpracowników z tych zadań, w których miałem już doświadczenie. Nie zważając na brak wymagań w umowie, zajmowałem się sprawdzaniem bezpieczeństwa aplikacji gry giełdowej; poprawianiem jej funkcjonalności/użyteczności, projektowaniem bannerów i plakatów, co w tak wielkiej korporacji było sporym atutem.</p>
<p>Wszystko było piękne, jak z bajki, do momentu w którym konkurs się skończył. Przeżyłem niemałe otrzeźwienie w dniu, w którym doszło do mnie, że za niedługo okres umowy się zakończy i najprawdopodobniej nie będzie dla mnie miejsca przy innych projektach. Niewiele myśląc zadecydowałem od razu po zakończeniu konkursu wyjechać do Anglii i tam pracować. Zakładałem dwie opcje do wyboru: pięć krótkich miesięcy pracy w celu dorobienia się jakiejś gotówki, lub rok przerwy w studiach i około 17 miesięcy pracy na wyspach.</p>
<p>Bajkowe nastawienie, które towarzyszyło mi przez okres pracy przy konkursie przeniosło się na wyjazd do Anglii. Byłem tak pewny siebie, że nie dopuszczałem innej możliwości niż sukces na wyspach i wielkie (jak na nastolatka) pieniądze przywiezione do Polski. Dzięki znajomości mojej dobrej koleżanki, dostałem pracę w pewnej hurtowni telefonów komórkowych. Była to normalna praca fizyczna, 8 godzin dzień w dzień &#8211; te same obowiązki. Ze względu na to, że pracowałem w miejscu, w którym było dużo telefonów komórkowych, zakazano wszystkim pracownikom wnoszenia na teren pracy swoich komórek. Każdego dnia o godzinie 7 rano wyłączałem swój telefon. Po pięciu tygodniach pracy, w dniu swoich urodzin, kiedy zorientowałem się, że moja rodzina i przyjaciele z Polski najprawdopodobniej wysłali mi życzenia, zacząłem przesłuchiwać swoją pocztę głosową. Wcześniej, ze względu na przyzwyczajenie wyniesione z kraju &#8211; wyłączoną pocztę głosową &#8211; zapomniałem o istnieniu tejże sekretarki na angielskim numerze.</p>
<p>Po którejś wiadomości z rzędu, &#8220;angielska sekretarka&#8221; przeczytała mi wiadomość, która w tłumaczeniu na j.polski mniej więcej brzmiała tak: &#8220;Witaj Piotrze, dziękujemy Ci za złożenie aplikacji do naszego biura pośrednictwa pracy, znaleźliśmy dla Ciebie fajną pracę w nowym biurze, gdzie pracodawca mógłby wykorzystać twoje informatyczne umiejętności. Oddzwoń jak tylko odbierzesz tą wiadomość&#8221;. Odczytałem tą wiadomość jeszcze raz i wtedy doszedł do mnie fakt, który niczym lodowaty prysznic sparaliżował moje myślenie na dobrych parę minut. Wiadomość została wysłana 3 tygodnie temu.</p>
<p>Nie zastanawiając się następnego dnia poprosiłem swojego szefa o dzień wolny od pracy i pojechałem do pośrednika, który zostawił dla mnie wiadomość. Po 15minutowej rozmowie po angielsku, okazało się, że Michael, z którym rozmawiałem był&#8230; polakiem. Przez cały kwadrans starałem się za wszelką cenę uzyskać od niego jakiekolwiek informacje na temat tej firmy, niestety jedyne czego się dowiedziałem, to to, że taka oferta pracy zdarza się w tego typu biurach raz na pół roku. Michał obiecał mi, że gdy tylko dostanie podobną ofertę od razu się do mnie zgłosi. Pomógł mi także i wskazał miejsca, w których pośrednicy pracy szukają tylko i wyłącznie pracy w biurze.</p>
<p>Bez chwili zastanowienia, z kilkoma adresami rozrzuconymi po różnych stronach miasta, poszedłem do najbliższego sklepu zaopatrzyć się w mapę. Z wielkim zaangażowaniem i malejącą wiarą w siebie odwiedzałem kolejno każde wskazane przez Michała biuro. Niestety, wymogiem zdobycia pracy w biurze (każdego pośrednika pracy), było minimalne 3miesięczne doświadczenie zdobyte w pracy&#8230; w biurze. Ze względu na tego typu przepisy wiedziałem, że praktycznie bez naprawdę wielkich umiejętności wpisanych w CV, nie jestem w stanie wybić się w krótkim czasie i dostać lepszą pracę od obecnej.</p>
<p>To była niesamowita lekcja pokory. Z bajkowego klimatu zaczerpniętego z paru miesięcy pracy przy konkursie, klimat zmienił się w rutynę: dzień w dzień o tej samej godzinie przychodziłem do tego samego miejsca i pracowałem, jak zapętlony wykonując 800-1000x dziennie to samo zadanie.</p>
<p>To był kolejny moment przełomowy w moim życiu. Musiałem podjąć decyzję: zostać i starać się z wszystkich sił, mając małe szanse, czy wrócić do Polski i rozpocząć wszystko od nowa. Zdecydowałem się wrócić do Polski.</p>
<p>Po moim małym sukcesie związanym z konkursem, przyszedł czas na porażkę, którą musiałem zaakceptować. Nie udało mi się osiągnąć tego, co chciałem na wyspach.</p>
<p>Przyleciałem do Polski, kupując szczęśliwie bilet, za równowartość 5paczek czerwonych Marlboro (paliłem wtedy jak smok) i zacząłem wszystko od nowa. Komentarzy prześmiewczych w moją stronę nie byłem w stanie nie zauważyć. Mimo wszystko byłem zadowolony z tego, że spróbowałem, nie bałem się zaryzykować i dostałem dużą, życiową lekcję.</p>
<p>Przyleciałem do Polski i moim pierwszym, najważniejszym zadaniem, które musiałem wykonać było odzyskanie zaufania mojej rodziny, która pokładała wielkie nadzieje, w moich studiach. Przed wyjazdem zarzekałem się, że wiem co robię i kolejny raz udowodnię im, że mam rację. Niestety, jak już wiecie&#8230; było inaczej.</p>
<p>Musiałem wręcz przyrzec swojej rodzinie, że dostanę się na studia i bezproblemowo zdam wszystkie egzaminy i zaliczę pierwszy rok. Co wyszło z tego planu? Przeczytacie o tym w następnym wpisie.</p>
<address><strong><span style="color: #ff0000;">Jeżeli chcesz dowiedzieć się pierwszy o kolejnym wpisie, kontynuującym tę historię, zapisz się do subskrypcji kanału RSS mojego bloga, by dostawać informację o nowym wpisie od razu po jego opublikowaniu. Możesz to zrobić klikając na pomarańczowy prostokąt z licznikiem, znajdujący się po prawej stronie na górze mojego bloga. Dziękuję!<br />
</span></strong></address>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://student.inwestujacy.pl/fake-it-untill-you-make-it-part-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak zmotywować i zorganizować się do sesji egzaminacyjnej?</title>
		<link>http://student.inwestujacy.pl/jak-zmotywowac-i-zorganizowac-sie-do-sesji-egzaminacyjnej/</link>
		<comments>http://student.inwestujacy.pl/jak-zmotywowac-i-zorganizowac-sie-do-sesji-egzaminacyjnej/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 22 Aug 2009 11:11:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pete</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poradniki]]></category>
		<category><![CDATA[jak się zmotywować do sesji]]></category>
		<category><![CDATA[jak się zmusić do nauki]]></category>
		<category><![CDATA[metody organizacji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://student.inwestujacy.pl/?p=412</guid>
		<description><![CDATA[Jak sama nazwa mojego bloga wskazuje jestem studentem inwestującym. O ile blog w dużej mierze dotyczy tematów inwestycji, o tyle poruszonych tematów dotyczących studiowania nie było zbyt wiele. Ze względu na zbliżającą się poprawkową sesję wrześniową, przy obecnej ilości pracy, którą mam do wykonania musiałem znaleźć jakiś sposób na zorganizowanie i zmotywowanie się do zaliczenia [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak sama nazwa mojego bloga wskazuje jestem studentem inwestującym. O ile blog w dużej mierze dotyczy tematów inwestycji, o tyle poruszonych tematów dotyczących studiowania nie było zbyt wiele. Ze względu na zbliżającą się poprawkową sesję wrześniową, przy obecnej ilości pracy, którą mam do wykonania musiałem znaleźć jakiś sposób na zorganizowanie i zmotywowanie się do zaliczenia egzaminów.</p>
<p>Moja sytuacja jest o tyle dobra, że w trakcie sesji letniej zaliczyłem cztery z sześciu egzaminów, co pozwoliło mi być pewnym wpisania na kolejny rok studiów. Mimo wszystko męczenie się z poprawkami/warunkami oraz płacenie za nie w październiku i później byłoby dla mnie bardzo nieopłacalne, dlatego wolę się zająć tym teraz.</p>
<p>Jak zmotywować i zorganizować się do sesji egzaminacyjnej? Dla wielu studentów/osób uczących się sama myśl o nauce w środku wakacji powoduje dreszcze, a czasami nawet paraliż <img src='http://student.inwestujacy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' title="Jak zmotywować i zorganizować się do sesji egzaminacyjnej?" />  Każdy, kto ma jakieś egzaminy do zaliczenia we wrześniu, stara się najczęściej odłożyć naukę w czasie na tak długo, jak to tylko jest możliwe. A później jest tak jak w krakowskim żarcie o studentach. AGH się modli, a UJ się uczy&#8230; <img src='http://student.inwestujacy.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' title="Jak zmotywować i zorganizować się do sesji egzaminacyjnej?" /> </p>
<p>Osoby, które mają przed sobą egzaminy do zaliczenia, najczęściej są zniechęcane stanem posiadanej wiedzy. Do momentu w którym nie rozpiszemy sobie całego planu działania, tak naprawdę nie wiemy i wyolbrzymiamy ilość zadań do zrobienia w celu zdania egzaminów. Tego typu podejście przekłada się na brak jakichkolwiek motywacji.</p>
<p>Jak ja to zrobiłem? Do stworzenia mojego planu działania była mi potrzebna jedna kartka A4 oraz długopis. Zacząłem od wypisania paru informacji, które jak najściślej określają co jest do zrobienia i jak to najwydajniej wykonać. Poniżej przedstawiam plan dotyczący mojego zdania sesji jesiennej.</p>
<p><strong>Zadanie:</strong> zaliczenie sesji wrześniowej i wpis na kolejny rok.</p>
<p><strong>Zysk:</strong></p>
<ul>
<li>brak potrzeby korzystania z płatnych warunków &#8211; oszczędność pieniędzy</li>
<li>rozpoczęcie kolejnego roku bez zaległości</li>
<li>więcej czasu do zagospodarowania w październiku i listopadzie</li>
<li>brak rozpraszaczy po zdaniu sesji</li>
<li>satysfakcja z pełni zaliczonego roku</li>
</ul>
<p>Uważam, że pierwsze dwie kwestie czyli określenie zadania do zrobienia oraz zdefiniowanie zysku z tytułu wykonania tego zadania, są najważniejszymi elementami, które mają nam określić problem i jak najbardziej zmotywować.<br />
Przechodząc do kolejnych kwestii&#8230;</p>
<p><strong>Etapy i cele:</strong></p>
<ul>
<li>zdanie zaliczenia z ćwiczeń ze statystyki</li>
<li>zdanie egzaminu ze statystyki &#8211; zdobycie kolejnych 5pktów ECTS</li>
<li>zdanie zaliczenia z ćwiczeń z matematyki</li>
<li>zdanie egzaminu z matematyki &#8211; zdobycie 5pktów ECTS</li>
</ul>
<p><strong>Działania:</strong></p>
<ol>
<li>zebranie materiałów do nauki</li>
<li>wypisanie wymagań do zaliczeń ze statystyki i matematyki</li>
<li>nauczenie się materiału wymaganego do zaliczenia ćwiczeń</li>
<li>zdobycie zaliczeń z matematyki i ze statystyki</li>
<li>wypisanie wymagań do zaliczenia egzaminu ze stat. i mat.</li>
<li>nauczenie się materiału do egz. z matematyki i statystyki</li>
<li>zdanie egzaminów</li>
</ol>
<p>Przy rozpisywaniu planu działania, warto rozbić wszystkie etapy na jak najmniejsze części. Dlatego podzieliłem zaliczenie jednego przedmiotu na 5 etapów: gromadzenie notatek/materiałów, wypisanie wymagań, nauka, zaliczenie ćwiczeń, zdanie egzaminu. Dzięki temu w poszczególnych momentach wykonywania tego planu działania, będę dokładnie wiedział w którym miejscu się znajduję i jak daleko mi do wykonania zadania.</p>
<p>Należy wspomnieć, że plan, który tu przedstawiam jest jedynie planem ogólnym (strategicznym). Plan szczegółowy dotyczący konkretnego przedmiotu, w którym wypisałem sobie poszczególne partie materiału nie będę tutaj przytaczał, ponieważ nie widzę sensu dublowania materiału.</p>
<p><strong>Rozpraszacze</strong> &#8211; czyli czego nie powinienem robić podczas wykonywania planu.<br />
<strong>Nie mogę:</strong></p>
<ul>
<li>prowadzić pogaduszek przez komunikatory</li>
<li>czytać i sprawdzać co chwilę serwisy informacyjne/gazety/portale etc.</li>
<li>grać w gry internetowe/komputerowe/i wszystkie inne</li>
<li>chodzić późno spać, z czego wynika późne rozpoczynanie dnia</li>
<li>sprawdzać co chwilę telefon czy pocztę e-mail</li>
</ul>
<p>Powyższa lista może się wydawać dla niektórych śmieszna, co jest na pierwszy rzut oka w pełni zrozumiałe. Większość czasu spędzana przy komputerze dotyczy właśnie tych podpunktów. Dlatego też ważne jest, żeby przewidzieć wszystkie działania, które najczęściej z przyzwyczajenia wykonujemy, przez które tracimy cenny czas.</p>
<p><strong>Chcąc poprawić efektywność powinienem:</strong></p>
<ol>
<li>Rozbić większe cele, na coraz mniejsze elementy i wykonywać je po kolei wg planu &#8211; im mniejsze cele, tym łatwiej i szybciej się je wykonuje; dodatkowo występuje efekt motywujący wywołany przez coraz większą ilość odhaczonych punktów listy rzeczy do zrobienia.</li>
<li>Tworzyć listy rzeczy do zrobienia w następnym dniu &#8211; pozwoli mi to zorientować się, ile czasu zajmie mi praca, ile inne obowiązki, dzięki czemu oszacuję czas, który będę mógł poświęcić na wykonywanie powyższego planu.</li>
<li>Porównywać działania z planem &#8211; sprawdzanie czy jestem na dobrej drodze do osiągnięcia celu, pozwalające mi kontrolować kwestię, czy dojdę do celu w wyznaczonym przeze mnie terminie.</li>
<li>Skupiać się na wykonywaniu zadania &#8211; wykształcić mechanizm samokontroli w podświadomości, który przy każdym nieproduktywnym czynie pyta mnie &#8220;czy zadanie, które teraz wykonuję zbliża mnie do osiągnięcia celu?&#8221;.</li>
<li>Skupiać się na jednej rzeczy na raz, aż do momentu ukończenia danego zadania. Nie rozdrabniać się w działaniach.</li>
<li>Ustalić trzy półgodzinne przerwy od nauki, które poświęcam na przeczytanie/odpisanie na e-maile, smsy.</li>
</ol>
<p>Po zaprojektowaniu powyższego planu od razu zaplanowałem sobie plan dotyczący konkretnego przedmiotu. Plan jest, czas na działanie. Podczas tych wakacji był czas na inwestycje, pracę, relaks i podróże, teraz przyszedł czas na naukę, jak na studenta przystało.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://student.inwestujacy.pl/jak-zmotywowac-i-zorganizowac-sie-do-sesji-egzaminacyjnej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak zaoszczędzić na domenie?</title>
		<link>http://student.inwestujacy.pl/jak-zaoszczedzic-na-domenie/</link>
		<comments>http://student.inwestujacy.pl/jak-zaoszczedzic-na-domenie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Jul 2009 14:12:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pete</dc:creator>
				<category><![CDATA[Oszczędzanie]]></category>
		<category><![CDATA[Poradniki]]></category>
		<category><![CDATA[gdzie kupić domenę]]></category>
		<category><![CDATA[najtańsze domeny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://student.inwestujacy.pl/?p=341</guid>
		<description><![CDATA[Od paru lat ujawnia się w Polsce trend nadchodzący z zachodu, dotyczący domainingu &#8211; kupowaniu domen w celach późniejszej ich odsprzedaży, najczęściej ze sporym zyskiem. Jest to świetna forma inwestycji, ponieważ nierzadko na dobrych domenach można zarobić po kilkaset tysięcy procent. Przykładem jest domena orange.pl która została kupiona przez osobę prywatną za kilkaset złotych, by [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od paru lat ujawnia się w Polsce trend nadchodzący z zachodu, dotyczący domainingu &#8211; kupowaniu domen w celach późniejszej ich odsprzedaży, najczęściej ze sporym zyskiem. Jest to świetna forma inwestycji, ponieważ nierzadko na dobrych domenach można zarobić po kilkaset tysięcy procent. Przykładem jest domena orange.pl która została kupiona przez osobę prywatną za kilkaset złotych, by po paru latach być odsprzedaną firmie Orange za 800tyś zł.</p>
<p>Głównym problemem osób, które zaczynają zabawę w inwestycje w domeny jest ich niewiedza. Taki wniosek wyciągnąłem po swojej krótkiej przygodzie z domainingiem. W ubiegłym roku kupiłem kilkanaście domen. Wszystkie te domeny kupiłem za symboliczną złotówkę w promocji home.pl &#8220;Siejemy zgroszenie&#8221;. Złotówka za domenę jest świetną ceną zakupu. Problem pojawia się dopiero w momencie potrzeby przedłużenia takiej domeny. Koszt związany z opłaceniem domeny w home.pl na każdy kolejny rok wynosi 120zł 78gr brutto. Biorąc pod uwagę fakt, że posiadam w swoim zbiorze kilkanaście domen kupionych w home.pl, aby je wszystkie opłacić musiałbym wydać w tym roku ponad1500zł.</p>
<p>Od paru tygodni zastanawiałem się co zrobić z tym fantem. Niestety home.pl zablokowało możliwość przeniesienia domeny do innego operatora podczas pierwszego roku korzystania z niej w promocji &#8220;Siejemy zgroszenie&#8221;. Home.pl w ten sposób bardzo dobrze się ubezpieczył. Biorąc pod uwagę, że domeny są sprzedawane w hurcie w okolicach kilkunastu złotych za sztukę, home.pl przy takim dumpingu cenowym musiał brać pod uwagę dopłatę do każdej domeny około 10zł przez pierwszy rok interesu. Firma ta wychodziła jednak na swoje po przedłużeniu domeny, ze względu na tak wysoką (99zł netto) opłatę za każdy następny rok.</p>
<p>Jak uchronić się przed takimi potężnymi opłatami w przypadku popełnienia tego błędu, który ja popełniłem &#8211; kupna wielu adresów internetowych w promocji w firmie home.pl ? Z pomocą przychodzą nam tutaj opcje na domeny.</p>
<p>Czym jest opcja? Jest to gwarancja przejęcia domeny po nieopłaceniu jej przez aktualnego nabywcę. Jak to działa? Załóżmy, że podoba nam się domena tanie-ciuchy.pl, jednak adres ten jest już przez kogoś zajęty. Mamy szansę przejąć tę domenę, jeśli jej aktualny nabywca zapomni opłacić ją w należytym terminie. Cały proces polega na zakupie opcji na domenę (za 32zł na dropped.pl), która jest ważna przez 3 następne lata. Jeśli w ciągu tych 3 lat domena nie zostanie opłacona w terminie, w momencie jej zwolnienia i wrzucenia do puli wolnych domen zostanie ona przejęta przez naszą opcję.</p>
<p>Opcje na domeny w wielu sytuacjach pozwalają nam zająć domeny, które są warte tysiące lub dziesiątki tysięcy złotych. Mimo wszystko, inwestowanie w tej formie wiąże się z ogromnym ryzykiem niesprzedania większości posiadanych domen. Dla tych, którzy są zainteresowani tą formą inwestycji polecam forum http://di.pl, na którym znajdą wiele informacji jak zacząć inwestować w domeny. Wracając do naszego tematu&#8230;</p>
<p>Jak zaoszczędzić na domenie kupionej u drogiego sprzedawcy? Kupić opcję na własną domenę a następnie nie opłacić jej i czekać aż spadnie do puli domen i zostanie przez nas przejęta. Taka operacja wiąże się niestety z jednym problemem: przez około 3 tygodnie od terminu nieopłacenia domeny, nie będzie ona działać. Opcje w takim razie można wykorzystywać tylko w przypadku domen, na których nie mamy uruchomionych żadnych stron/serwisów internetowych. Trzytygodniowa przerwa w działaniu mogłaby się bardzo źle odbić na odwiedzalności serwisu.</p>
<p>Nie mniej jednak jeśli posiadacie jakieś domeny, które zamierzacie sprzedać w przyszłości lub postawić na nich jakieś serwisy &#8211; nie zastanawiajcie się i zakładajcie opcje na swoje domeny, chroniąc się przed chorymi opłatami home.pl za przedłużenie. Dobra cena za domenę powinna oscylować w okolicach 15zł za rok brutto. Taką cenę oferuje firma zajmująca się handlem i przejmowaniem domen &#8211; dropped.pl .</p>
<p>Update: Koszt rejestracji domeny wynosi 15zł, koszt przedłużenia 50zł. Dziękuję Maxowi za zwrócenie uwagi w komentarzach!</p>
<p>Dla tych, którzy na &#8220;drogich domenach&#8221; mają postawione sprawnie prosperujące serwisy, jedyną możliwością jest opłacenie pierwszego przedłużenia, które jest wymagane w regulaminie, a następnie przeniesienie domeny do innego operatora. Pamiętajmy, że jedna opłata za przedłużenie w cenie 120zł to prawie 2,5 roku przedłużenia domeny za 50zł w normalnej firmie!</p>
<p>Reasumując, oszczędności można znaleźć w wielu miejscach &#8211; również w utrzymaniu swoich przyszłych inwestycji domenowych. Bez względu na wszelkie wytłumaczenia o lenistwie, trudnościach w przenoszeniu domeny czy założeniu opcji &#8211; nie warto karmić domenowych gigantów zdzierających co roku horrendalne kwoty za domenę.</p>
<p>Jak mówiła pewna reklama: skoro nie widać różnicy, po co przepłacać?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://student.inwestujacy.pl/jak-zaoszczedzic-na-domenie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak zacząć oszczędzać?</title>
		<link>http://student.inwestujacy.pl/jak-zaczac-oszczedzac/</link>
		<comments>http://student.inwestujacy.pl/jak-zaczac-oszczedzac/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 15 Jun 2009 22:41:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pete</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Lokaty]]></category>
		<category><![CDATA[Oszczędzanie]]></category>
		<category><![CDATA[Poradniki]]></category>
		<category><![CDATA[dlaczego warto oszczędzać]]></category>
		<category><![CDATA[od czego zacząć oszczędzanie]]></category>
		<category><![CDATA[początki oszczędzania]]></category>
		<category><![CDATA[w jaki sposób oszczędzać]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://student.inwestujacy.pl/?p=260</guid>
		<description><![CDATA[Kilku moich znajomych w ostatnich tygodniach po zauważeniu, że interesuję się finansami pytało mnie &#8220;jak zacząć oszczędzać?&#8221;, &#8220;jak skonstruować sobie swój portfel inwestycyjny?&#8221;. Po 2 latach odkładania różnych sum, grania na giełdzie, upadków i wzlotów mogę uznać, że zdobyłem wystarczającą ilość doświadczenia, aby móc komukolwiek radzić w tej sprawie. Moje rady, które piszę czasami na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kilku moich znajomych w ostatnich tygodniach po zauważeniu, że interesuję się finansami pytało mnie &#8220;jak zacząć oszczędzać?&#8221;, &#8220;jak skonstruować sobie swój portfel inwestycyjny?&#8221;. Po 2 latach odkładania różnych sum, grania na giełdzie, upadków i wzlotów mogę uznać, że zdobyłem wystarczającą ilość doświadczenia, aby móc komukolwiek radzić w tej sprawie. Moje rady, które piszę czasami na tym blogu oczywiście proszę nie traktować dosłownie.</p>
<p>Jeśli temat oszczędzania oraz inwestycji interesuje Cię, chciałbym na wstępie polecić blogi, które mam wpisane w prawej kolumnie strony, na którą teraz patrzysz. Większość z nich dotyczy samorozwoju, edukacji finansowej itp. i jest wg mnie bardzo cennym źródłem wiedzy, która powinna być wpajana każdemu człowiekowi. Śmiem twierdzić, że tylko i wyłącznie mając tego typu wiedzę ekonomiczną jesteśmy w stanie osiągnąć sukces, nie tylko w życiu osobistym ale także i zawodowym, bez względu na to kim w danym zawodzie zamierzamy być.</p>
<p>Przechodząc do szczegółów&#8230;</p>
<h2>Podejście do oszczędzania&#8230;</h2>
<p>Czytałem całkiem niedawno artykuł na portalu <a href="http://gospodarka.gazeta.pl/Finanse/1,99144,6671854,Od_dzis_oszczedzam__250_zl_co_miesiac_przez_25_lat_.html">gazeta.pl</a> artykuł na temat oszczędzania. Zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z danym materiałem, ponieważ są tam zawarte całkiem przydatne rady. Ja jednak chciałbym się skupić na komentarzach do ww. artykułu.</p>
<p>Martwi mnie fakt, że większość osób wypowiadających się pod tym tematem, jest przeciwna oszczędzaniu. Z moich obserwacji wynika, że oszczędzanie w Polsce w dzisiejszych czasach kojarzy się z biedą osoby oszczędzającej. Z komentarzy, które możemy tam przeczytać dowiadujemy się, że wszystkie oszczędności są zżerane przez podatki czy przez inflacje; że oszczędzanie wiąże się z rezygnacją z wielu przyjemności, przez co nasze życie staje się nudniejsze. Osoby oszczędzające zostały porównane do &#8220;domatorów&#8221;, którzy nie korzystają z życia, mając w zamian jedynie drobne zaskórniaki, które w przypadku hiperinflacji zostaną zjedzone. Czy takie osoby mają rację?</p>
<p>Każdy rozpoczynający swoją przygodę w świecie finansów, po pewnym czasie trwania w tym stanie uświadomi sobie że oszczędzanie jest bliższe satysfakcji niż uczucia wyrzeczenia. Podstawowym założeniem oszczędzania jest nieprzejadanie wszystkich przychodów poprzez rozsądne wydawanie pieniędzy. Czasami trudno uwierzyć jak wiele pieniędzy w ciągu roku marnotrawimy na niepotrzebne rzeczy. Dla tych którzy mi nie wierzą, polecam obserwowanie przez 2-3 miesiące swoich wszystkich wydatków i sumowanie ich w każdym kolejnym miesiącu. Po takim okresie raportowania jesteśmy w stanie zobaczyć: ile naszych pieniędzy idzie na jedzenie? Jak często stołujemy się w drogich knajpach na mieście? Ile wydajemy pieniędzy na alkohol? Jaką część comiesięcznych dochodów pożera nasz transport w formie samochodu (woru bez dna)?</p>
<p>Tego typu pytania pozwalają dojść nam do ciekawych wniosków. Kiedy posiadałem samochód średnie stałe koszta związane z jego utrzymaniem oscylowały między 300 &#8211; 500zł, kiedy bilet miesięczny komunikacji miejskiej kosztuje mnie 47zł. Ciekawym faktem o którym chciałbym wspomnieć jest również statystyka podana w jednym z wywiadów (którego źródła niestety nie pamiętam), w którym pewien Pan zarządzający siecią hipermarketów stwierdza, że najwięcej dochodów (ponad 40%) przynoszą klienci niezorganizowani. Tego typu osoby najczęściej wpadają do supermarketu &#8220;po chleb&#8221; a wychodzą z pełnym koszykiem niekoniecznie niezbędnych produktów.Warto się nad tym faktem zastanowić.</p>
<p>Hipotetycznie w sytuacji w której ludzie podejmowaliby tylko racjonalne decyzje, planowali zakupy i trzymali się tego planu, producenci najprawdopodobniej skupiliby swoją uwagę nie na &#8220;kolorowej bezsensownej promocji&#8221; a ulepszaniu i obniżaniu cen wytwarzanego produktu. Idąc tym tropem oszczędzanie i zorganizowanie doprowadziłoby do zwiększenia konkurencji między producentami, co wpłynęłoby pozytywnie na korzyści dla potencjalnego konsumenta. Zatem&#8230;</p>
<h2>Jak zacząć oszczędzać?</h2>
<p>Najtrudniejszym momentem w oszczędzaniu jest rozpoczęcie tego procesu. Najczęściej ze względu na początkowo małą ilość zaoszczędzonych pieniędzy szybko się rozmyślamy i zebrane miedziaki wykorzystujemy przy pierwszej lepszej okazji na &#8220;coś o czym dawno marzyłem, a wcześniej mnie nie było na to stać&#8221;. Oczywiście, jest to dużo lepsza forma spełniania marzeń niż zakup danej rzeczy na wysoko oprocentowany kredyt, czy kartę kredytową. Nie mniej jednak warto w takiej sytuacji zastanowić się &#8220;czy aby na pewno jest mi to potrzebne&#8221;?</p>
<p>Jeśli już zaczniemy odkładać choćby te 50zł miesięcznie i nie rozmyślimy się po kilku miesiącach &#8211; jesteśmy na dobrej drodze. Najprawdopodobniej wykres rosnącej z miesiąca na miesiąc ilości zaskórniaków pozytywnie wpłynie na naszą wyobraźnie. Jeśli wystarczająco dobrze się &#8220;wkręcimy&#8221; w ten temat, po pewnym czasie zaczniemy interesować się lokatami, obligacjami, monetami czy innymi mniej lub bardziej agresywnymi formami pomnażania naszego kapitału. Mimo małego kapitału początkowego, zmierzamy do sukcesu po dobrej drodze.</p>
<p>Drugim ważnym elementem procesu oszczędzania, jest stworzenie funduszu awaryjnego, na który będziemy w miarę możliwości odkładać &#8220;wolne środki&#8221; na czarną godzinę. W momencie chwilowej utraty stałych zarobków, zamiast korzystać z pieniędzy odłożonych przez nas w poprzednich miesiącach, będziemy mogli &#8220;wziąć koło ratunkowe&#8221; w formie wypłacenia środków z tego funduszu awaryjnego. Jaka powinna być równowartość tego funduszu? Niektórzy mówią o kwocie, która pozwoli nam spokojnie wyżyć przez 3 miesiące, inni przez rok, a jeszcze inni przez kilka lat. Z moich obserwacji wynika, że ludzie młodzi najczęściej nie mają problemu ze znalezieniem nowej pracy, dlatego wydaje mi się, że im mamy mniej zobowiązań, tym mniejszy fundusz awaryjny może być &#8211; i na odwrót.</p>
<p>Trzecim (opcjonalnym) krokiem w tworzeniu naszego portfela, jest założenie funduszu zabawowego. W momencie pojawienia się jakiejś niepowtarzalnej okazji/imprezy etc. będziemy mogli bez wahania użyć wolnych środków z tego funduszu. Wbrew pozorom ten podpunkt jest bardzo ważny. Dzięki temu rozwiązaniu, nie będziemy się czuli jak &#8220;skąpcy oszczędzający każdy grosik bez względu na sytuację&#8221;, będziemy mogli zaszaleć, wtedy kiedy nam na to przyjdzie ochota, nadal nie tracąc ani naszych oszczędności, ani nie korzystając z funduszu awaryjnego.</p>
<p>Czwartym najważniejszym krokiem jest edukacja finansowa. Najczęściej zanim dojdziemy do tego podpunktu, mamy już w miarę pokaźną sumkę uzbieraną na koncie oszczędnościowym, którą możemy zacząć inwestować. Teoria w książkach zaleca wybieranie tym agresywniejszych form inwestycji, im jesteśmy młodsi. Teoria ta opiera się na założeniu, że agresywne formy inwestycji w długim terminie przynoszą największe zyski (rzędu 15% rocznie, co jest niemożliwe do uzyskania korzystając z bezpiecznych form typu lokaty/obligacje). W tym stwierdzeniu jest wiele prawdy, jednak patrząc na siebie widzę, że w przypadku złej koniunktury (jak aktualna bessa mająca swój początek w lecie &#8216;07) topniejące oszczędności mogą na trwałe zniechęcić do odkładania swoich najczęściej ciężko zarobionych pieniędzy. Najprostszy przykład: aktualnie moje oszczędności wynoszą 3035zł, gdybym przez ostatnie dwa lata zdecydował się na profil inwestycji bezpiecznych, opartych na lokatach czy kontach oszczędnościowych, a nie na grze pod prąd na akcjach czy kontraktach na akcję moje oszczędności byłyby około 2,5 x większe.</p>
<p>Zaczynając oszczędzanie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wolimy po 2 latach mieć 5% zysku rocznie, a w trakcie tego czasu rozwijać swoją edukację finansową, czy wolimy mieć doświadczenie z różnymi agresywnymi formami spekulacji. Ja wybrałem to drugie, i przez dwa lata zamiast uzyskać 5% zysku rocznie, uzyskałem sumarycznie 50 procentową stratę. Najlepszym wyjściem jest połączenie pierwszej opcji z drugą, czyli ulokowanie większości (np. 80 procent) swoich oszczędności w bezpiecznych formach inwestycji, a pozostałe inwestowanie w małych kwotach na rynku akcji czy kontraktów terminowych. Dywersyfikacja oraz kontrola ryzyka ma ogromne znaczenie. Zanim zaczniemy podejmować jakiekolwiek kroki na rynkach finansowych, upewnijmy się, że mamy wystarczającą wiedzę i doświadczenie pozwalające nam na wybór agresywnego profilu inwestycyjnego. Pamiętajmy, ze tylko 5-10% aktywnych uczestników giełd osiąga zyski. Aby znaleźć się w tej grupie potrzebne jest oprócz odrobiny szczęścia, kupa wiedzy, pokory i konsekwencji w dążeniu do osiągnięcia wyznaczonego celu.</p>
<p>Zacząłem swoją przygodę z oszczędzaniem i inwestowaniem równe dwa lata temu. W ciągu tego okresu przeszedłem wiele wzrotów i upadków. Na dzień dzisiejszy znam swoje błędy i zamierzam je poprawić. O wynikach tych starań będę informował w tym miejscu. Mimo niezbyt dobrych efektów końcowych wierzę, że uda mi się prędzej czy później zapanować nad chciwością czy strachem, osiągnąć stan wiedzy większy, niż pozostałe 90% uczestników rynku i w końcu zacząć odnosić sukces. Czego sobie i Wam życzę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://student.inwestujacy.pl/jak-zaczac-oszczedzac/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
