Archiwum

Archiwum dla ‘Oszczędzanie’ Kategoria

Jak zmniejszyć rachunki za telefon?

Lipiec 7th, 2009 12 comments

Od paru miesięcy narzekam na wysokie rachunki telefoniczne sięgające prawie 200zł. Niestety, mój typ pracy, którą wykonuje oraz styl życia powoduje, że telefon komórkowy jest dla mnie rzeczą niezbędną. Przez długi okres czasu nie zastanawiałem się nad tym, jak zmniejszyć rachunki za telefon. Gdy zainteresowałem się tym tematem okazało się, że mój operator oferuje pakiety, które pozwolą mi oszczędzić tylko i wyłącznie jeśli będę prowadził rozmowy/wysyłał smsy wśród osób, z tej samej sieci w której się znajduję.

Niestety analizując historię moich połączeń, wszystko wskazuje na to, że większość  (80%) osób do których dzwonie jest z różnych sieci. Dodatkową ciekawą informacją jest fakt, że miesięcznie 40% kosztów w moim rachunku generują wysyłane przeze mnie krótkie wiadomości tekstowe, 48% kosztów stanowiły rozmowy telefoniczne do innych sieci, a jedynie 12% kosztów to rozmowy wewnątrz sieci.

Z jednej strony 180zł wyparowujące z portfela miesięcznie to całkiem duża kwota, z drugiej strony najczęściej korzystam z telefonu wtedy, kiedy sytuacja tego wymaga. Staram się ograniczać czas rozmów, prowadzić je jak najbardziej konkretnie. Niestety, ilości wysyłanych smsów nie jestem w stanie ograniczyć, ponieważ służą mi do kontaktu z ludźmi z którymi pracuję oraz z moją drugą połówką – w tych momentach, w których rozmowa telefoniczna nie byłaby wskazana (np zajęcia na uczelni).

Niestety ceny, które mam ustalone w umowie są dosyć wysokie:

  • 40gr/minutę w obrębie mojej sieci
  • 60gr/minutę do innych sieci
  • 22gr/sms do wszystkich

Zakładając, że przeszedłbym np. do Play Fresh ceny połączeń i wiadomości wyglądałyby następująco:

  • 29gr/minutę do wszystkich sieci
  • 5000 smsów za darmo przy każdym doładowaniu za 50zł

Skoro moje możliwości ograniczania połączeń telefonicznych są małe, zacząłem się zastanawiać czy aby nie naszedł czas na zmianę operatora telefonii komórkowej?

Niestety umowa na świadczenie usług telekomunikacyjnych kończy się dopiero za 17 miesięcy. Zadzwoniłem do biura obsługi klienta swojego operatora, by dowiedzieć się jaką karę musiałbym zapłacić za przedterminowe zerwanie umowy. Na dzień dzisiejszy byłaby to kwota 1040zł. Na pierwszy rzut oka wydaje się dużo jednak po przeanalizowaniu ilości połączeń w miesiącu obliczyłem, że nawet gdybym zapłacił karę 1040zł, to korzystając z Play Fresh w takim samym stopniu (tyle samo minut miesięcznie) jak u aktualnego operatora, w ciągu 17 miesięcy zaoszczędziłbym niecałe 900zł!

Niestety, znalezienie wolnego tysiąca zł (którego mógłbym wydać na karę związaną z zerwaniem umowy) nie jest takie łatwe. Z tego względu wpadłem na inny pomysł…

Innym wyjściem z mojej sytuacji jest uruchomienie drugiego numeru. Skoro 40% obecnego rachunku (około 72zł) miesięcznie wydaję na smsy, to zakładając drugi numer w play fresh, byłbym w stanie doładowując kartę co miesiąc kwotą 30zł, zejść z rachunkiem do kwoty, która obowiązkowo płacę w abonamencie – 100zł. Obliczmy ile w takiej sytuacji zaoszczędziłbym: 180zł (średni comiesięczny rachunek) – 100zł (końcowa kwota abonamentu, do jakiej chcę zejść) – 30zł (comiesięczne doładowanie Play Fresh) = 50zł miesięcznie, co daje nam po 17 miesiącach 850zł. Ze względu na to, że za 30zł dostaję 3000smsów gratis, cała kwota z doładowanie zostałaby wykorzystana na 100 dodatkowych minut (0,29gr/min x 100 = 29zł).

Po tej analizie doszedłem do wniosku, że skoro nie zrywając umowy mam prawie 200minut do wykorzystania w pierwszym telefonie, 100minut w drugim oraz 3000smsów za darmo a do tego po 17 miesiącach zaoszczędzę 850zł nie pozostaje mi nic innego tylko zakupić starter.

Polecam i Wam obliczenie ile miesięcznie wydajecie na telefon i oszacowanie, czy da się w tych comiesięcznych kosztach szukać oszczędności. Jeśli już to zrobicie, zapraszam do podzielenia się wnioskami w komentarzach!

Jak zaoszczędzić na domenie?

Lipiec 5th, 2009 12 comments

Od paru lat ujawnia się w Polsce trend nadchodzący z zachodu, dotyczący domainingu – kupowaniu domen w celach późniejszej ich odsprzedaży, najczęściej ze sporym zyskiem. Jest to świetna forma inwestycji, ponieważ nierzadko na dobrych domenach można zarobić po kilkaset tysięcy procent. Przykładem jest domena orange.pl która została kupiona przez osobę prywatną za kilkaset złotych, by po paru latach być odsprzedaną firmie Orange za 800tyś zł.

Głównym problemem osób, które zaczynają zabawę w inwestycje w domeny jest ich niewiedza. Taki wniosek wyciągnąłem po swojej krótkiej przygodzie z domainingiem. W ubiegłym roku kupiłem kilkanaście domen. Wszystkie te domeny kupiłem za symboliczną złotówkę w promocji home.pl “Siejemy zgroszenie”. Złotówka za domenę jest świetną ceną zakupu. Problem pojawia się dopiero w momencie potrzeby przedłużenia takiej domeny. Koszt związany z opłaceniem domeny w home.pl na każdy kolejny rok wynosi 120zł 78gr brutto. Biorąc pod uwagę fakt, że posiadam w swoim zbiorze kilkanaście domen kupionych w home.pl, aby je wszystkie opłacić musiałbym wydać w tym roku ponad1500zł.

Od paru tygodni zastanawiałem się co zrobić z tym fantem. Niestety home.pl zablokowało możliwość przeniesienia domeny do innego operatora podczas pierwszego roku korzystania z niej w promocji “Siejemy zgroszenie”. Home.pl w ten sposób bardzo dobrze się ubezpieczył. Biorąc pod uwagę, że domeny są sprzedawane w hurcie w okolicach kilkunastu złotych za sztukę, home.pl przy takim dumpingu cenowym musiał brać pod uwagę dopłatę do każdej domeny około 10zł przez pierwszy rok interesu. Firma ta wychodziła jednak na swoje po przedłużeniu domeny, ze względu na tak wysoką (99zł netto) opłatę za każdy następny rok.

Jak uchronić się przed takimi potężnymi opłatami w przypadku popełnienia tego błędu, który ja popełniłem – kupna wielu adresów internetowych w promocji w firmie home.pl ? Z pomocą przychodzą nam tutaj opcje na domeny.

Czym jest opcja? Jest to gwarancja przejęcia domeny po nieopłaceniu jej przez aktualnego nabywcę. Jak to działa? Załóżmy, że podoba nam się domena tanie-ciuchy.pl, jednak adres ten jest już przez kogoś zajęty. Mamy szansę przejąć tę domenę, jeśli jej aktualny nabywca zapomni opłacić ją w należytym terminie. Cały proces polega na zakupie opcji na domenę (za 32zł na dropped.pl), która jest ważna przez 3 następne lata. Jeśli w ciągu tych 3 lat domena nie zostanie opłacona w terminie, w momencie jej zwolnienia i wrzucenia do puli wolnych domen zostanie ona przejęta przez naszą opcję.

Opcje na domeny w wielu sytuacjach pozwalają nam zająć domeny, które są warte tysiące lub dziesiątki tysięcy złotych. Mimo wszystko, inwestowanie w tej formie wiąże się z ogromnym ryzykiem niesprzedania większości posiadanych domen. Dla tych, którzy są zainteresowani tą formą inwestycji polecam forum http://di.pl, na którym znajdą wiele informacji jak zacząć inwestować w domeny. Wracając do naszego tematu…

Jak zaoszczędzić na domenie kupionej u drogiego sprzedawcy? Kupić opcję na własną domenę a następnie nie opłacić jej i czekać aż spadnie do puli domen i zostanie przez nas przejęta. Taka operacja wiąże się niestety z jednym problemem: przez około 3 tygodnie od terminu nieopłacenia domeny, nie będzie ona działać. Opcje w takim razie można wykorzystywać tylko w przypadku domen, na których nie mamy uruchomionych żadnych stron/serwisów internetowych. Trzytygodniowa przerwa w działaniu mogłaby się bardzo źle odbić na odwiedzalności serwisu.

Nie mniej jednak jeśli posiadacie jakieś domeny, które zamierzacie sprzedać w przyszłości lub postawić na nich jakieś serwisy – nie zastanawiajcie się i zakładajcie opcje na swoje domeny, chroniąc się przed chorymi opłatami home.pl za przedłużenie. Dobra cena za domenę powinna oscylować w okolicach 15zł za rok brutto. Taką cenę oferuje firma zajmująca się handlem i przejmowaniem domen – dropped.pl .

Update: Koszt rejestracji domeny wynosi 15zł, koszt przedłużenia 50zł. Dziękuję Maxowi za zwrócenie uwagi w komentarzach!

Dla tych, którzy na “drogich domenach” mają postawione sprawnie prosperujące serwisy, jedyną możliwością jest opłacenie pierwszego przedłużenia, które jest wymagane w regulaminie, a następnie przeniesienie domeny do innego operatora. Pamiętajmy, że jedna opłata za przedłużenie w cenie 120zł to prawie 2,5 roku przedłużenia domeny za 50zł w normalnej firmie!

Reasumując, oszczędności można znaleźć w wielu miejscach – również w utrzymaniu swoich przyszłych inwestycji domenowych. Bez względu na wszelkie wytłumaczenia o lenistwie, trudnościach w przenoszeniu domeny czy założeniu opcji – nie warto karmić domenowych gigantów zdzierających co roku horrendalne kwoty za domenę.

Jak mówiła pewna reklama: skoro nie widać różnicy, po co przepłacać?

Sprzedaj zbędne rzeczy!

Czerwiec 27th, 2009 8 comments

Na początku tego miesiąca wdrożyłem nowy zwyczaj dotyczący comiesięcznego podsumowywania swojego portfela finansowego oraz swoich dochodów z AdSense.

Z wykresu z tamtego wpisu można dowiedzieć się, że aktualnie posiadam 3036zł oszczędności pieniężnych, w formie lokat. W artykule tym ustaliłem sobie także jasny cel finansowy. W dniu 1 stycznia 2010 roku wartość moich pieniężnych aktywów będzie wynosiła minimum 5 000zł.  Wyrażając ten przychód w procentach, muszę powiększyć swój portfel o 60% w stosunku do aktualnej wartości. Nominalnie rzecz biorąc jest to niecałe 2000zł czyli całkiem spora sumka. Co prawda niektórzy są w stanie odłożyć taką kwotę w ciągu miesiąca czy tygodnia. W moim przypadku jest to jednak nieco trudniejsze zadanie, pomimo wystarczająco rozciągniętego czasu na realizację (pół roku).
Dlaczego?

Jak wiecie, jestem studentem. Od marca nie mam stałej pracy i zamiast szukać nowego miejsca gdzie pozyskałbym stałe dochody, staram się otworzyć swój własny biznes, gdzie będę mógł stworzyć miejsce pracy nie tylko dla siebie, ale i dla kogoś. Takie podejście powoduje, że póki co moje dochody są po pierwsze nieregularne, po drugie trudne do przewidzenia. Dodatkowo najczęściej to, co zarobię reinwestuję w swoje projekty. W efekcie czego w dużym stopniu zwiększam swój wkład w formie zasobów niematerialnych (wiedza, rozwiązania stosowane w moich projektach, grafiki etc.), jednak w małym stopniu powiększam swój portfel. Doszedłem do wniosku, że jest to możliwie najlepsza droga, jaką póki co mogę podążać. Wierzę, że wkrótce wszystkie posiadane zasoby niematerialne, przełożą się na wymierne dochody.

Wracając do sedna sprawy. Jak powiększyć swoje oszczędności przy małym wysiłku? Odpowiedź znajduje się w temacie tego artykułu – Sprzedaj zbędne rzeczy!

W dzisiejszych czasach konsumpcjonizmu bardzo często dajemy się ponieść zakupowym emocjom. Tysiące marketingowych sztuczek wręcz zmusza nas do kupienia jakiegoś przedmiotu, lub dwóch. Dzięki temu w naszych domach i mieszkaniach znajdują się niezliczone ilości rzeczy, które nie są przez nas używane, a mają jakąś wartość przeliczaną na pieniądze. A skoro dany przedmiot leży i kurzy się, dlaczego by nie sprzedać go choćby dla tych kilku marnych złociszy, które powiększą nasz portfel inwestycyjny o kilka – kilkanaście procent? Przecież oprócz pieniędzy, które otrzymamy w zamian za sprzedaż tych przedmiotów, zyskamy również większą przestrzeń w mieszkaniu!

Co możemy sprzedać?

1. Książki - w ciągu roku szkolnego/akademickiego kupujemy wiele książek, które później “kiszą się” na strychu. Sprzedaj je we wrześniu/październiku, kiedy jest na nie największy popyt spowodowany przez uczniów/studentów młodszych roczników. Równie dobrze możesz sprzedać książki, które przeczytałeś i/lub ich nigdy nie przeczytasz, zwłaszcza specjalistyczne książki dotyczące jakiejś profesji czy zagadnienia. Także romansidła, przygodówki, science-fiction i inne rodzaje książek ma swoich wielbicieli w serwisach aukcyjnych.

2. Stare komórki - w dzisiejszych czasach jest moda na wymienianie telefonu komórkowego co rok lub dwa. Dużo ludzi zapomina o tym, że telefony, z których kiedyś korzystali nadal mają jakąś wartość. Warto jednak zostawić jeden telefon komórkowy na czarną godzinę, w której nasz aktualny aparat zostanie zalany/zepsuty/czy po prostu ulegnie zniszczeniu. Możemy sprzedać za drobne pieniądze wciąż działające baterie, ładowarki, etui i wiele innych akcesoriów.

3. Stary sprzęt komputerowy/elektronika – różnego rodzaju karty sieciowe, karty graficzne, pamięci czy dyski twarde mimo starego wieku nadal mają wartość. W sieci możemy znaleźć wiele osób, które za małe pieniądze będą starały się zbudować tani komputer na potrzeby serwera do gier, czy do hostingu własnych stron internetowych.

4. Części samochodowe/rowerowe – posiadasz części do roweru lub samochodu, którego już niestety nie masz? Najprawdopodobniej leżą one u Ciebie w ciemnych zakamarkach garażu. Sprzedaj je, na pewno znajdzie się potencjalny nabywca który akurat posiada ten sprzęt i potrzebuje dokładnie takiej części/zamiennika.

5. i wszystko inne – tak naprawdę ciężko jest ocenić ile mamy w domu rzeczy, którymi byliby zainteresowani inni ludzie. Wchodząc na serwisy aukcyjne możemy się zdziwić jak różne rzeczy potrafią zmieniać swoich nabywców. Na aukcjach każdego dnia sprzedają się setki cukierniczek, popielniczek, sprężynek i innych rzeczy, które na pierwszy rzut oka mogą wydać się nic nie warte. Warto jednak zaryzykować te kilkadziesiąt groszy za wystawienie przedmiotu i pozwolić rynkowi wycenić dany przedmiot poprzez licytację.

Reasumując

Ja rozpocząłem poszukiwania zbędnych rzeczy dnia wczorajszego i znalazłem osiem książek na półce, które nadawały się do sprzedaży. Stwierdziłem, że wszystko to, czego chciałem się nauczyć – nauczyłem się, zatem nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zwolnić miejsce w szafie. Wyceniłem je w sumie na 230zł i w przyszłym podsumowaniu miesiąca mam nadzieję doliczyć tę kwotę do swojego portfela. Aktualnie z 8 tytułów, cztery zostały nabyte w pierwszych 12 godzinach aukcji a pozostałe 4 cieszą się niezłym zainteresowaniem, więc przy tak niskiej cenie powinny znaleźć swojego nowego nabywcę.

A to dopiero początek mojego pozbywania się zbędnych rzeczy… W te wakacje zamierzam pozbyć się dosłownie wszystkiego, co zajmuje niepotrzebne miejsce. Jestem pewny, że dzięki tego typu działaniom osiągnięcie 5 000zł będzie dużo prostsze.

Nie czekaj! Zabierz się za sprzątanie i segregowanie przedmiotów! Parafrazując pewne przysłowie, pieniądze leżą w Twoich szafkach!

Jak zacząć oszczędzać?

Czerwiec 15th, 2009 5 comments

Kilku moich znajomych w ostatnich tygodniach po zauważeniu, że interesuję się finansami pytało mnie “jak zacząć oszczędzać?”, “jak skonstruować sobie swój portfel inwestycyjny?”. Po 2 latach odkładania różnych sum, grania na giełdzie, upadków i wzlotów mogę uznać, że zdobyłem wystarczającą ilość doświadczenia, aby móc komukolwiek radzić w tej sprawie. Moje rady, które piszę czasami na tym blogu oczywiście proszę nie traktować dosłownie.

Jeśli temat oszczędzania oraz inwestycji interesuje Cię, chciałbym na wstępie polecić blogi, które mam wpisane w prawej kolumnie strony, na którą teraz patrzysz. Większość z nich dotyczy samorozwoju, edukacji finansowej itp. i jest wg mnie bardzo cennym źródłem wiedzy, która powinna być wpajana każdemu człowiekowi. Śmiem twierdzić, że tylko i wyłącznie mając tego typu wiedzę ekonomiczną jesteśmy w stanie osiągnąć sukces, nie tylko w życiu osobistym ale także i zawodowym, bez względu na to kim w danym zawodzie zamierzamy być.

Przechodząc do szczegółów…

Podejście do oszczędzania…

Czytałem całkiem niedawno artykuł na portalu gazeta.pl artykuł na temat oszczędzania. Zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z danym materiałem, ponieważ są tam zawarte całkiem przydatne rady. Ja jednak chciałbym się skupić na komentarzach do ww. artykułu.

Martwi mnie fakt, że większość osób wypowiadających się pod tym tematem, jest przeciwna oszczędzaniu. Z moich obserwacji wynika, że oszczędzanie w Polsce w dzisiejszych czasach kojarzy się z biedą osoby oszczędzającej. Z komentarzy, które możemy tam przeczytać dowiadujemy się, że wszystkie oszczędności są zżerane przez podatki czy przez inflacje; że oszczędzanie wiąże się z rezygnacją z wielu przyjemności, przez co nasze życie staje się nudniejsze. Osoby oszczędzające zostały porównane do “domatorów”, którzy nie korzystają z życia, mając w zamian jedynie drobne zaskórniaki, które w przypadku hiperinflacji zostaną zjedzone. Czy takie osoby mają rację?

Każdy rozpoczynający swoją przygodę w świecie finansów, po pewnym czasie trwania w tym stanie uświadomi sobie że oszczędzanie jest bliższe satysfakcji niż uczucia wyrzeczenia. Podstawowym założeniem oszczędzania jest nieprzejadanie wszystkich przychodów poprzez rozsądne wydawanie pieniędzy. Czasami trudno uwierzyć jak wiele pieniędzy w ciągu roku marnotrawimy na niepotrzebne rzeczy. Dla tych którzy mi nie wierzą, polecam obserwowanie przez 2-3 miesiące swoich wszystkich wydatków i sumowanie ich w każdym kolejnym miesiącu. Po takim okresie raportowania jesteśmy w stanie zobaczyć: ile naszych pieniędzy idzie na jedzenie? Jak często stołujemy się w drogich knajpach na mieście? Ile wydajemy pieniędzy na alkohol? Jaką część comiesięcznych dochodów pożera nasz transport w formie samochodu (woru bez dna)?

Tego typu pytania pozwalają dojść nam do ciekawych wniosków. Kiedy posiadałem samochód średnie stałe koszta związane z jego utrzymaniem oscylowały między 300 – 500zł, kiedy bilet miesięczny komunikacji miejskiej kosztuje mnie 47zł. Ciekawym faktem o którym chciałbym wspomnieć jest również statystyka podana w jednym z wywiadów (którego źródła niestety nie pamiętam), w którym pewien Pan zarządzający siecią hipermarketów stwierdza, że najwięcej dochodów (ponad 40%) przynoszą klienci niezorganizowani. Tego typu osoby najczęściej wpadają do supermarketu “po chleb” a wychodzą z pełnym koszykiem niekoniecznie niezbędnych produktów.Warto się nad tym faktem zastanowić.

Hipotetycznie w sytuacji w której ludzie podejmowaliby tylko racjonalne decyzje, planowali zakupy i trzymali się tego planu, producenci najprawdopodobniej skupiliby swoją uwagę nie na “kolorowej bezsensownej promocji” a ulepszaniu i obniżaniu cen wytwarzanego produktu. Idąc tym tropem oszczędzanie i zorganizowanie doprowadziłoby do zwiększenia konkurencji między producentami, co wpłynęłoby pozytywnie na korzyści dla potencjalnego konsumenta. Zatem…

Jak zacząć oszczędzać?

Najtrudniejszym momentem w oszczędzaniu jest rozpoczęcie tego procesu. Najczęściej ze względu na początkowo małą ilość zaoszczędzonych pieniędzy szybko się rozmyślamy i zebrane miedziaki wykorzystujemy przy pierwszej lepszej okazji na “coś o czym dawno marzyłem, a wcześniej mnie nie było na to stać”. Oczywiście, jest to dużo lepsza forma spełniania marzeń niż zakup danej rzeczy na wysoko oprocentowany kredyt, czy kartę kredytową. Nie mniej jednak warto w takiej sytuacji zastanowić się “czy aby na pewno jest mi to potrzebne”?

Jeśli już zaczniemy odkładać choćby te 50zł miesięcznie i nie rozmyślimy się po kilku miesiącach – jesteśmy na dobrej drodze. Najprawdopodobniej wykres rosnącej z miesiąca na miesiąc ilości zaskórniaków pozytywnie wpłynie na naszą wyobraźnie. Jeśli wystarczająco dobrze się “wkręcimy” w ten temat, po pewnym czasie zaczniemy interesować się lokatami, obligacjami, monetami czy innymi mniej lub bardziej agresywnymi formami pomnażania naszego kapitału. Mimo małego kapitału początkowego, zmierzamy do sukcesu po dobrej drodze.

Drugim ważnym elementem procesu oszczędzania, jest stworzenie funduszu awaryjnego, na który będziemy w miarę możliwości odkładać “wolne środki” na czarną godzinę. W momencie chwilowej utraty stałych zarobków, zamiast korzystać z pieniędzy odłożonych przez nas w poprzednich miesiącach, będziemy mogli “wziąć koło ratunkowe” w formie wypłacenia środków z tego funduszu awaryjnego. Jaka powinna być równowartość tego funduszu? Niektórzy mówią o kwocie, która pozwoli nam spokojnie wyżyć przez 3 miesiące, inni przez rok, a jeszcze inni przez kilka lat. Z moich obserwacji wynika, że ludzie młodzi najczęściej nie mają problemu ze znalezieniem nowej pracy, dlatego wydaje mi się, że im mamy mniej zobowiązań, tym mniejszy fundusz awaryjny może być – i na odwrót.

Trzecim (opcjonalnym) krokiem w tworzeniu naszego portfela, jest założenie funduszu zabawowego. W momencie pojawienia się jakiejś niepowtarzalnej okazji/imprezy etc. będziemy mogli bez wahania użyć wolnych środków z tego funduszu. Wbrew pozorom ten podpunkt jest bardzo ważny. Dzięki temu rozwiązaniu, nie będziemy się czuli jak “skąpcy oszczędzający każdy grosik bez względu na sytuację”, będziemy mogli zaszaleć, wtedy kiedy nam na to przyjdzie ochota, nadal nie tracąc ani naszych oszczędności, ani nie korzystając z funduszu awaryjnego.

Czwartym najważniejszym krokiem jest edukacja finansowa. Najczęściej zanim dojdziemy do tego podpunktu, mamy już w miarę pokaźną sumkę uzbieraną na koncie oszczędnościowym, którą możemy zacząć inwestować. Teoria w książkach zaleca wybieranie tym agresywniejszych form inwestycji, im jesteśmy młodsi. Teoria ta opiera się na założeniu, że agresywne formy inwestycji w długim terminie przynoszą największe zyski (rzędu 15% rocznie, co jest niemożliwe do uzyskania korzystając z bezpiecznych form typu lokaty/obligacje). W tym stwierdzeniu jest wiele prawdy, jednak patrząc na siebie widzę, że w przypadku złej koniunktury (jak aktualna bessa mająca swój początek w lecie ‘07) topniejące oszczędności mogą na trwałe zniechęcić do odkładania swoich najczęściej ciężko zarobionych pieniędzy. Najprostszy przykład: aktualnie moje oszczędności wynoszą 3035zł, gdybym przez ostatnie dwa lata zdecydował się na profil inwestycji bezpiecznych, opartych na lokatach czy kontach oszczędnościowych, a nie na grze pod prąd na akcjach czy kontraktach na akcję moje oszczędności byłyby około 2,5 x większe.

Zaczynając oszczędzanie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wolimy po 2 latach mieć 5% zysku rocznie, a w trakcie tego czasu rozwijać swoją edukację finansową, czy wolimy mieć doświadczenie z różnymi agresywnymi formami spekulacji. Ja wybrałem to drugie, i przez dwa lata zamiast uzyskać 5% zysku rocznie, uzyskałem sumarycznie 50 procentową stratę. Najlepszym wyjściem jest połączenie pierwszej opcji z drugą, czyli ulokowanie większości (np. 80 procent) swoich oszczędności w bezpiecznych formach inwestycji, a pozostałe inwestowanie w małych kwotach na rynku akcji czy kontraktów terminowych. Dywersyfikacja oraz kontrola ryzyka ma ogromne znaczenie. Zanim zaczniemy podejmować jakiekolwiek kroki na rynkach finansowych, upewnijmy się, że mamy wystarczającą wiedzę i doświadczenie pozwalające nam na wybór agresywnego profilu inwestycyjnego. Pamiętajmy, ze tylko 5-10% aktywnych uczestników giełd osiąga zyski. Aby znaleźć się w tej grupie potrzebne jest oprócz odrobiny szczęścia, kupa wiedzy, pokory i konsekwencji w dążeniu do osiągnięcia wyznaczonego celu.

Zacząłem swoją przygodę z oszczędzaniem i inwestowaniem równe dwa lata temu. W ciągu tego okresu przeszedłem wiele wzrotów i upadków. Na dzień dzisiejszy znam swoje błędy i zamierzam je poprawić. O wynikach tych starań będę informował w tym miejscu. Mimo niezbyt dobrych efektów końcowych wierzę, że uda mi się prędzej czy później zapanować nad chciwością czy strachem, osiągnąć stan wiedzy większy, niż pozostałe 90% uczestników rynku i w końcu zacząć odnosić sukces. Czego sobie i Wam życzę.