Jak zacząć oszczędzać?
Kilku moich znajomych w ostatnich tygodniach po zauważeniu, że interesuję się finansami pytało mnie “jak zacząć oszczędzać?”, “jak skonstruować sobie swój portfel inwestycyjny?”. Po 2 latach odkładania różnych sum, grania na giełdzie, upadków i wzlotów mogę uznać, że zdobyłem wystarczającą ilość doświadczenia, aby móc komukolwiek radzić w tej sprawie. Moje rady, które piszę czasami na tym blogu oczywiście proszę nie traktować dosłownie.
Jeśli temat oszczędzania oraz inwestycji interesuje Cię, chciałbym na wstępie polecić blogi, które mam wpisane w prawej kolumnie strony, na którą teraz patrzysz. Większość z nich dotyczy samorozwoju, edukacji finansowej itp. i jest wg mnie bardzo cennym źródłem wiedzy, która powinna być wpajana każdemu człowiekowi. Śmiem twierdzić, że tylko i wyłącznie mając tego typu wiedzę ekonomiczną jesteśmy w stanie osiągnąć sukces, nie tylko w życiu osobistym ale także i zawodowym, bez względu na to kim w danym zawodzie zamierzamy być.
Przechodząc do szczegółów…
Podejście do oszczędzania…
Czytałem całkiem niedawno artykuł na portalu gazeta.pl artykuł na temat oszczędzania. Zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z danym materiałem, ponieważ są tam zawarte całkiem przydatne rady. Ja jednak chciałbym się skupić na komentarzach do ww. artykułu.
Martwi mnie fakt, że większość osób wypowiadających się pod tym tematem, jest przeciwna oszczędzaniu. Z moich obserwacji wynika, że oszczędzanie w Polsce w dzisiejszych czasach kojarzy się z biedą osoby oszczędzającej. Z komentarzy, które możemy tam przeczytać dowiadujemy się, że wszystkie oszczędności są zżerane przez podatki czy przez inflacje; że oszczędzanie wiąże się z rezygnacją z wielu przyjemności, przez co nasze życie staje się nudniejsze. Osoby oszczędzające zostały porównane do “domatorów”, którzy nie korzystają z życia, mając w zamian jedynie drobne zaskórniaki, które w przypadku hiperinflacji zostaną zjedzone. Czy takie osoby mają rację?
Każdy rozpoczynający swoją przygodę w świecie finansów, po pewnym czasie trwania w tym stanie uświadomi sobie że oszczędzanie jest bliższe satysfakcji niż uczucia wyrzeczenia. Podstawowym założeniem oszczędzania jest nieprzejadanie wszystkich przychodów poprzez rozsądne wydawanie pieniędzy. Czasami trudno uwierzyć jak wiele pieniędzy w ciągu roku marnotrawimy na niepotrzebne rzeczy. Dla tych którzy mi nie wierzą, polecam obserwowanie przez 2-3 miesiące swoich wszystkich wydatków i sumowanie ich w każdym kolejnym miesiącu. Po takim okresie raportowania jesteśmy w stanie zobaczyć: ile naszych pieniędzy idzie na jedzenie? Jak często stołujemy się w drogich knajpach na mieście? Ile wydajemy pieniędzy na alkohol? Jaką część comiesięcznych dochodów pożera nasz transport w formie samochodu (woru bez dna)?
Tego typu pytania pozwalają dojść nam do ciekawych wniosków. Kiedy posiadałem samochód średnie stałe koszta związane z jego utrzymaniem oscylowały między 300 – 500zł, kiedy bilet miesięczny komunikacji miejskiej kosztuje mnie 47zł. Ciekawym faktem o którym chciałbym wspomnieć jest również statystyka podana w jednym z wywiadów (którego źródła niestety nie pamiętam), w którym pewien Pan zarządzający siecią hipermarketów stwierdza, że najwięcej dochodów (ponad 40%) przynoszą klienci niezorganizowani. Tego typu osoby najczęściej wpadają do supermarketu “po chleb” a wychodzą z pełnym koszykiem niekoniecznie niezbędnych produktów.Warto się nad tym faktem zastanowić.
Hipotetycznie w sytuacji w której ludzie podejmowaliby tylko racjonalne decyzje, planowali zakupy i trzymali się tego planu, producenci najprawdopodobniej skupiliby swoją uwagę nie na “kolorowej bezsensownej promocji” a ulepszaniu i obniżaniu cen wytwarzanego produktu. Idąc tym tropem oszczędzanie i zorganizowanie doprowadziłoby do zwiększenia konkurencji między producentami, co wpłynęłoby pozytywnie na korzyści dla potencjalnego konsumenta. Zatem…
Jak zacząć oszczędzać?
Najtrudniejszym momentem w oszczędzaniu jest rozpoczęcie tego procesu. Najczęściej ze względu na początkowo małą ilość zaoszczędzonych pieniędzy szybko się rozmyślamy i zebrane miedziaki wykorzystujemy przy pierwszej lepszej okazji na “coś o czym dawno marzyłem, a wcześniej mnie nie było na to stać”. Oczywiście, jest to dużo lepsza forma spełniania marzeń niż zakup danej rzeczy na wysoko oprocentowany kredyt, czy kartę kredytową. Nie mniej jednak warto w takiej sytuacji zastanowić się “czy aby na pewno jest mi to potrzebne”?
Jeśli już zaczniemy odkładać choćby te 50zł miesięcznie i nie rozmyślimy się po kilku miesiącach – jesteśmy na dobrej drodze. Najprawdopodobniej wykres rosnącej z miesiąca na miesiąc ilości zaskórniaków pozytywnie wpłynie na naszą wyobraźnie. Jeśli wystarczająco dobrze się “wkręcimy” w ten temat, po pewnym czasie zaczniemy interesować się lokatami, obligacjami, monetami czy innymi mniej lub bardziej agresywnymi formami pomnażania naszego kapitału. Mimo małego kapitału początkowego, zmierzamy do sukcesu po dobrej drodze.
Drugim ważnym elementem procesu oszczędzania, jest stworzenie funduszu awaryjnego, na który będziemy w miarę możliwości odkładać “wolne środki” na czarną godzinę. W momencie chwilowej utraty stałych zarobków, zamiast korzystać z pieniędzy odłożonych przez nas w poprzednich miesiącach, będziemy mogli “wziąć koło ratunkowe” w formie wypłacenia środków z tego funduszu awaryjnego. Jaka powinna być równowartość tego funduszu? Niektórzy mówią o kwocie, która pozwoli nam spokojnie wyżyć przez 3 miesiące, inni przez rok, a jeszcze inni przez kilka lat. Z moich obserwacji wynika, że ludzie młodzi najczęściej nie mają problemu ze znalezieniem nowej pracy, dlatego wydaje mi się, że im mamy mniej zobowiązań, tym mniejszy fundusz awaryjny może być – i na odwrót.
Trzecim (opcjonalnym) krokiem w tworzeniu naszego portfela, jest założenie funduszu zabawowego. W momencie pojawienia się jakiejś niepowtarzalnej okazji/imprezy etc. będziemy mogli bez wahania użyć wolnych środków z tego funduszu. Wbrew pozorom ten podpunkt jest bardzo ważny. Dzięki temu rozwiązaniu, nie będziemy się czuli jak “skąpcy oszczędzający każdy grosik bez względu na sytuację”, będziemy mogli zaszaleć, wtedy kiedy nam na to przyjdzie ochota, nadal nie tracąc ani naszych oszczędności, ani nie korzystając z funduszu awaryjnego.
Czwartym najważniejszym krokiem jest edukacja finansowa. Najczęściej zanim dojdziemy do tego podpunktu, mamy już w miarę pokaźną sumkę uzbieraną na koncie oszczędnościowym, którą możemy zacząć inwestować. Teoria w książkach zaleca wybieranie tym agresywniejszych form inwestycji, im jesteśmy młodsi. Teoria ta opiera się na założeniu, że agresywne formy inwestycji w długim terminie przynoszą największe zyski (rzędu 15% rocznie, co jest niemożliwe do uzyskania korzystając z bezpiecznych form typu lokaty/obligacje). W tym stwierdzeniu jest wiele prawdy, jednak patrząc na siebie widzę, że w przypadku złej koniunktury (jak aktualna bessa mająca swój początek w lecie ‘07) topniejące oszczędności mogą na trwałe zniechęcić do odkładania swoich najczęściej ciężko zarobionych pieniędzy. Najprostszy przykład: aktualnie moje oszczędności wynoszą 3035zł, gdybym przez ostatnie dwa lata zdecydował się na profil inwestycji bezpiecznych, opartych na lokatach czy kontach oszczędnościowych, a nie na grze pod prąd na akcjach czy kontraktach na akcję moje oszczędności byłyby około 2,5 x większe.
Zaczynając oszczędzanie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wolimy po 2 latach mieć 5% zysku rocznie, a w trakcie tego czasu rozwijać swoją edukację finansową, czy wolimy mieć doświadczenie z różnymi agresywnymi formami spekulacji. Ja wybrałem to drugie, i przez dwa lata zamiast uzyskać 5% zysku rocznie, uzyskałem sumarycznie 50 procentową stratę. Najlepszym wyjściem jest połączenie pierwszej opcji z drugą, czyli ulokowanie większości (np. 80 procent) swoich oszczędności w bezpiecznych formach inwestycji, a pozostałe inwestowanie w małych kwotach na rynku akcji czy kontraktów terminowych. Dywersyfikacja oraz kontrola ryzyka ma ogromne znaczenie. Zanim zaczniemy podejmować jakiekolwiek kroki na rynkach finansowych, upewnijmy się, że mamy wystarczającą wiedzę i doświadczenie pozwalające nam na wybór agresywnego profilu inwestycyjnego. Pamiętajmy, ze tylko 5-10% aktywnych uczestników giełd osiąga zyski. Aby znaleźć się w tej grupie potrzebne jest oprócz odrobiny szczęścia, kupa wiedzy, pokory i konsekwencji w dążeniu do osiągnięcia wyznaczonego celu.
Zacząłem swoją przygodę z oszczędzaniem i inwestowaniem równe dwa lata temu. W ciągu tego okresu przeszedłem wiele wzrotów i upadków. Na dzień dzisiejszy znam swoje błędy i zamierzam je poprawić. O wynikach tych starań będę informował w tym miejscu. Mimo niezbyt dobrych efektów końcowych wierzę, że uda mi się prędzej czy później zapanować nad chciwością czy strachem, osiągnąć stan wiedzy większy, niż pozostałe 90% uczestników rynku i w końcu zacząć odnosić sukces. Czego sobie i Wam życzę.
Witaj Piotrek.
Moim zdaniem dobrze zrobiłeś grając przez 2 lata bessy. I tak dużo nie straciłeś a pomyśl ilu ludzi wsiądzie w czasie hossy, nie nauczy się chronić kapitału (wkońcu będzie wciąż rosło) a potem będą przeżywać katusze obserwując, jak topnieje kapitał.
Jak przeżyłeś tak długotrwałą serię porażek, wiesz już jak się bronić. A to że nie umiemy jeszcze zarabiać tak dobrze, jak ciąć straty (ja też niespecjalnie wykorzystałem ostatnie odbicie, jak pisałeś na chacie Appa), to wynik “nowej sytuacji” w jakiej się znaleźliśmy, czyli wzrostów.
Uczmy się rozpoznawać trendy, tak szybko odchodzą
Świetny artykuł
Jestem przekonany, że pieniądze, które poświęciłeś na zdobycie praktycznej wiedzy, zaprocentują znacznie gdy wrócisz do solidnego inwestowania.
Witaj dedek!
Masz rację. Mimo wszystko patrząc z perspektywy tych dwóch lat, jedyne czego żałuje to tego, że byłem uparty i dopiero (mam nadzieje) teraz to zrozumiałem.
Moim problemem póki co jest to, że nie skupiam się na paru walorach (np. 2 kontraktach akcyjnych i basta), tylko skaczę z kwiatka na kwiatek.
Co prawda mam dużo czasu na naukę, wyciągnięcie wniosków i formalizację swojego “systemu. Zamierzam wrócić na giełdę dopiero w październiku, a do tego czasu na spokojnie wszystko ogarnąć.
Nieważne, że nie wykorzystałeś tych wzrostów. Ważne, że mimo wszystko wyszedłeś na plus/zero, nauczyłeś się korzystać z własnych a nie cudzych analiz. Jesteś przynajmniej jeden etap bliżej sukcesu niż ja.
W sprawie rozpoznawania trendów -> święta racja. Nie wiem dlaczego kiedy fpko i fpkn oscylował wokół 22zł (nadal w trendzie spadkowym), wtedy brałem longi, a kiedy odbiliśmy się od dna w okolicach 19zł na tych walorach i zaczęliśmy korektę wzrostową tej fali cały czas spodziewałem się dalszych spadków…. Nad tym muszę się zastanowić i poszukać odpowiedzi w książkach czekających na półce.
@Paweł Kata: Dziękuję!
Te dwa słowa powodują, że aż chce mi się pisać i bardziej przykładać do swoich tekstów. Również głęboko wierzę w to, że prędzej czy później wszystko zacznie się układać
Dopiero teraz zrozumiałem, że najważniejszy jest wewnętrzny spokój i świadomość, że jeśli ominęła nas jakaś okazja, w przyszłości nadarzy się jeszcze wiele lepszych
Dlatego nie jestem przekonany do krótkoterminowego inwestowania na giełdzie. Kup i trzymaj – najwygodniejsze, najbezpieczniejsze, najpewniejsze rozwiązanie. A my w międzyczasie możemy się zająć czymś znacznie trwalszym, czyli na przykład rozwijaniem biznesu, inwestowaniem w nieruchomości czy pisaniem książek.
ja dopiero zaczynam swoją drogę do bogactwa. teraz czytam o giełdzie i niedługo zaryzykuje