Home > Poradniki > Historia mojego hobby.

Historia mojego hobby.

Październik 8th, 2009 Zostaw komentarz Idź do komentarzy

hobby1 Historia mojego hobby.

Wszystko zaczęło się tak naprawdę w wieku 14lat, kiedy to pożyczając od swojego wujka modem do internetu, pierwszy raz połączyłem się z siecią. Kiedy udało mi się nawiązać połączenie z pamiętnym numerem 0 202122, byłem podekscytowany świadomością połączenia się w ciągu paru sekund z całym światem informacji. Po opanowaniu tych emocji, otworzyłem przeglądarkę internetową i tak naprawdę nie wiedziałem co wpisać do formularza adresowego. Nie zapomnę do końca mojego życia konsternacji towarzyszącej mi w tej chwili. Po oczywistym sprawdzeniu domeny microsoft.pl oraz windows.pl, pobiegłem do swojego pokoju w poszukiwaniu magazynów o grach komputerowych, wertując jak najszybciej ich kartki w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego linka.

Pamiętam, że wtedy byłem tak pewny swojej wiedzy na temat internetu, że w ciemno powiedziałem rodzicom, o braku potrzeby rozłączania modemu. W moim mniemaniu wystarczyło wyłączyć przeglądarkę, aby impulsy za korzystanie z internetu nie były już naliczane. Jak się domyślacie, moja pierwsza przygoda z internetem, po przyjściu rachunku za telefon okazała się być bardzo drogą przygodą. Nie mniej jednak nie straciłem zapału do sieci, pomimo tak wielkiego kosztu w korzystaniu z tej usługi (musiałem opłacić ogromny jak na tamte czasy rachunek za internet, z własnego kieszonkowego).

Kiedy w Polsce pojawiły się pierwsze oferty zryczałtowanego internetu wybłagałem moich rodziców wmawiając im, że internet jest mi niezbędny do nauki i zamówienie 60 godzinnego ryczałtu z pewnością przełoży się na moje wyniki w szkole. Jak się zapewne domyślacie była to swego rodzaju kiełbasa wyborcza. W tamtych czasach pomimo braku znajomości wyrażenia “po trupach do celu” było to moje podświadome podejście.

Mając już pseudo-stały dostęp do internetu zacząłem interesować się projektowaniem stron internetowych. Na początku był to czysty html, edytowany przez wtedy popularny program Microsoft Front Page. W starym komputerze znajdującym się w piwnicy znajduje się dysk twardy, na którym byłą zapisana moja pierwsza w życiu zaprojektowana własnoręcznie strona internetowa. Pamiętam ją do dziś.

Layout był wysoce wysublimowany. Biała czcionka, czarne tło ze srebrną owieczką w prawym górnym rogu (kiedyś na pewno wyjaśnię, co to oznaczało). Pamiętam moją radość, a właściwie ekstazę towarzyszącą mi w tym momencie. Pobiegłem do moich rodziców by pochwalić się jej moim pierwszym arcydziełem. Oczywiście usłyszałem, że strona jest przecudna i że są Oni ze mnie bardzo dumni. Oczywiście, dopiero po parunastu miesiącach prac w tej dziedzinie zrozumiałem, że zasięganie opinii moich rodziców nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zrozumiały był fakt, że bez względu na to, co zaprojektuję i jak zaprojektuję, moja rodzina i tak będzie wniebowzięta podczas oglądania efektów moich prac. Poszedłem krok dalej.

Kiedy pod koniec gimnazjum miałem na swoim koncie kilkanaście stronek internetowych, wpadłem na pomysł: zaprojektujmy portal na miarę wp.pl. A co tam! Pobiegłem do swoich kumpli i przedstawiłem im swoją wizję. Oczywiście, błyskawicznie zostałem ściągnięty na ziemię. Mimo tego, że mój pomysł okazał się być niemożliwą do spełnienia fantazją, nie powstrzymał mnie on przed działaniem. Otworzyłem serwis z recenzjami gier w internecie (który nawiasem mówiąc jest online do dzisiaj ;) – za jakiś czas, przy innym projekcie udostępnię go wraz z paroma innymi moimi stronami). Zebrałem kilku znajomych, którzy testowali gry, a następnie pisali w serwisie recenzję. Miałem wtedy 16lat i już byłem redaktorem naczelnym! ;)

Serwis ten, niestety szybko się rozpadł z powodu “konfliktów panujących w redakcji”. Zastanawiałem się co mogę zrobić, żeby wybić się i zdobyć jeszcze większe doświadczenie. Ze względu na aktywne uczestniczenie w pewnym forum, poznałem pewnego kolegę, który był świetnym programistą i przez parę miesięcy wprowadzał mnie w tajniki pisania w php. Nasza znajomość rozwijała się w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy i tak zaufaliśmy sobie, że postanowiliśmy stworzyć coś w internecie razem (przy pomocy paru innych osób).

Założyliśmy działalność gospodarczą, która świadczyła pewne usługi internetowe non-profit. Główną misją tej działalności, było umożliwianie rozwoju młodym webdesignerom w Polskim internecie. Przez półtora roku zajmowałem się kontaktem z klientami, opieką nad stroną internetową czy planowaniem promocji. Pomimo wkładania wielkich starań po niecałych dwóch latach byliśmy zmuszeni sprzedać za psie pieniądze naszą firmę konkurencji, ponieważ nawet nie biorąc za to żadnego wynagrodzenia nasze koszty związane z utrzymaniem firmy i tak przekraczały nasze przypływy . Patrząc na to z perspektywy dnia dzisiejszego zabił nas brak biznes planu i jasno wytoczonych celów. Chcieliśmy dobrze, ale to nie wystarczyło. Rynek zweryfikował siłę naszej firmy i szybko dał znać o ciężkich warunkach jakie na nim panują.

Osoba, która czyta tego bloga systematycznie od deski do deski powiedziałaby, że to kolejna porażka w moim niedługim życiu. Przyznaję rację. Była to jedna z wielu trudnych lekcji w moim życiu, z której wyciągnąłem dużo wniosków i nabyłem sporo doświadczenia.

Po tym wydarzeniu wróciłem z powrotem do projektowania stron internetowych. Dostałem ciekawą propozycję pracy, o której pisałem już w innym wpisie i zacząłem się powoli fascynować zarządzaniem projektami. Po paru latach małych praktyk, zadecydowałem, że tym ostatecznie chcę się zająć. Zacząłem szukać ludzi do mojej grupy: programistów, koderów, grafików i kiedy złożyłem pełną grupę – zabrałem się do roboty.

W ciągu tych kilku lat mojej pracy i rozwoju, miałem niesamowitego fuksa. Wydaję mi się, że kluczem do małego sukcesu, jaki powoli zaczynam osiągać było to, że praktycznie zawsze mówiłem “tak, zróbmy to!” (polecam obejrzenie filmu “Yes man” / “Człowiek na tak”), przez co zdobyłem dużo bardzo ciekawych i fajnych kontaktów wśród osób, które przez te kilka lat pomagały mi w mniejszy lub większy sposób.

Bywały też ciężkie chwile. Jakiś czas temu, byłem tak zawiedziony pewną sytuacją, że chciałem już dać sobie jakąś półroczną przerwę i ochłonąć. Wtedy, podczas pewnej imprezy spotkałem mojego bardzo dobrego znajomego, który służył mi często bardzo cennymi radami.

Opisałem mu swoją całą sytuację. Dostałem od niego odpowiedź na pytanie “co zrobić, żeby iść wyżej, szybciej z większą dokładnością i wyraźniejszym profesjonalizmem?”. Kiedy myślę nad tą odpowiedzią, dochodzę do wniosku, że była Ona banalna i oczywista. Poszerzyć widełki ryzyka (tak długo, jak nie pojawią się za tym kłopoty finansowe – mowa o kredytach), usunąć słabe ogniwa i pracować nad silnymi stronami.

Po ponad pół roku wdrażania i pracowania nad tymi zmianami, ruszyłem.

  1. Październik 8th, 2009 at 18:35 | #1

    “Potykając się, można zajść daleko. Nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.”
    ~Goethe

  2. Październik 8th, 2009 at 20:07 | #2

    @Cinex: Właśnie taki jest przekaz tego postu ;-) Cytaty ten, byłby dobrą pointą mojego wpisu. Dzięki!

  3. Październik 8th, 2009 at 20:35 | #3

    Ciekawa historia. Też jak miałem kilkanaście lat to robiłem strony internetowe o swoich ulubionych grach (haha), ale nie miałem dostępu do Internetu w domu – mogłem tylko czasami w pracy u taty wrzucić stronę, a potem pościągać sobie na dyskietki stare gry. Ogółem od dzieciństwa planowałem karierę informatyka, dopiero w połowie liceum mi się zmieniło. Ciekawe co by było jakbym dalej się rozwijał w tym kierunku – hehe może teraz razem pracowalibyśmy nad jakimś projektem internetowym?

    W każdym razie gratuluję takich doświadczeń, bo to one budują pewność siebie.

  4. Październik 8th, 2009 at 20:53 | #4

    @Marcin: Jak wiesz, rzuciłem 2x studia techniczno-informatyczne ;-) Właściwie nikt z mojej grupy nie studiuje tego, czym się zajmuję. Najlepsi na rynku ludzie to samoucy.

    Niestety w naszym kraju nie ma jeszcze kierunków takich jak web design czy graphic design. Z tego co wiem, nawet za granicą ciężko z tym. Jedyna szanująca się na całym świecie szkoła znajduje się w Szwecji i posiada jeden dodatkowy oddział w Hiszpanii. Nazywa się Ona http://www.hyperisland.se/ . Polecam! :)

  5. Październik 10th, 2009 at 15:02 | #5

    Witam,

    Zajrzałem na twoją stronę i cieszę się że coraz więcej młodych ludzi bierze sprawy w swoje ręce. Sam piszę bloga o inwestowaniu w aktywa – http://www.aphossa.pl Jeżeli nie masz nic przeciwko to zapraszam do wymiany linków.

    Pozdrawiam
    Arkadiusz

  1. Styczeń 5th, 2010 at 14:08 | #1