Home > Poradniki > Fake it until you make it – part 2

Fake it until you make it – part 2

Sierpień 26th, 2009 Zostaw komentarz Idź do komentarzy

Poniższy tekst jest kontynuacją wpisu “Fake it until you make it – part 1

Dostałem się w pierwszym terminie, na jeszcze lepszą uczelnię w Krakowie, na bardzo szanowany wydział. Na początku wakacji wyjechałem do Krakowa w poszukiwaniu niedrogiego mieszkania i pracy. O ile mieszkanie blisko centrum miasta w korzystnej cenie udało mi się znaleźć w chwilę, o tyle znalezienie pracy, która miała być tylko na okres wakacji, było dużo większym wyzwaniem. Rzadko której firmie opłaca się zatrudniać pracownika na okres niecałych trzech miesięcy, szkolić, stworzyć mu miejsce pracy etc. by po skończeniu tego okresu szukać nowego pracownika.

Tak się złożyło, że w mieszkaniu, które znalazłem miałem dzielić swój pokój z 4 lata starszym informatykiem. Pomyślałem: idealnie, pewnie będziemy nadawać na tych samych falach. Mój współlokator, po zauważeniu moich poszukiwań pracy, zaproponował mi wysłanie CV do jego pracodawcy. Okazało się, że przejściowo szukają na okres wakacji pracownika, który ma zapędy do elektroniki i informatyki. Po krótkiej rozmowie kwalifikacyjnej zostałem przyjęty do pracy, która bardzo mnie satysfakcjonowała.

Moi rodzice, widząc moje starania i mój zapał do działania zrobili mi małą niespodziankę, która jak przeczytacie w kolejnej części będzie odgrywała bardzo dużą rolę w mojej historii. Niespodzianką tą było przekazanie ich auta na mój użytek w Krakowie. Dzięki temu, każdego dnia zamiast wstawać o 6 rano, mogłem pospać sobie godzinkę dłużej i spokojnie pojechać autkiem do mojego miejsca pracy.

Po raz kolejny, życie wyglądało beztrosko i pięknie. Dostałem się na studia, pracowałem w dobrej firmie, robiłem to, co lubię. Dodatkowo, pod koniec wakacji mój szef zaproponował mi, żebym nie rezygnował z pracy, i przyjeżdżał dwa razy w tygodniu, proponując mi stawkę 100% większą w ciągu normalnego tygodnia pracy, i 200% większą w weekendy. Dzięki temu gdybym pracował 6-8 dni w miesiącu, miałbym całkiem niezłą pensję, przy małych nakładach pracy.

Obiecałem sobie, że tym razem, studia są największym priorytetem i zdecydowałem chodzić do pracy tylko w soboty, ze względu na bardzo korzystne wynagrodzenie korzystając przy tym z dużej ilości dostępnego czasu na studia.

Po dwóch miesiącach studiowania, odezwała się do mnie znajoma z konkursu finansowego, proponując mi pracę przy nowym, dużo większym i bardziej zaawansowanym konkursie. Ze względu na obietnicę, jaką sobie i swojej rodzinie złożyłem, pomimo bardzo kuszącej propozycji pracy byłem zmuszony odmówić…

Po dwóch tygodniach od tego wydarzenia, jechałem na cotygodniowe zakupy swoim “czerwonym unciakiem” do hipermarketu. Był późny wieczór, na drodze ze względu na przebudowę wraz z wszystkimi innymi kierowcami wlekliśmy się około 30km/h. Pogoda była dosyć niepewna, a droga była śliska. Starając się zmienić kanał radiowy, zagapiłem się nie tam gdzie trzeba na ułamek sekundy. Zwracając swój wzrok z powrotem na drogę zauważyłem, że auto przede mną, duże i solidne Mitsubishi, zaczęło ostro hamować, ze względu na niezidentyfikowany przeze mnie obiekt, który wyskoczył mu przed maskę.

Było za późno. Brak ABS’u w moim wehikule, śliska nawierzchnia, pomimo małej prędkości w okolicach 30km/h i hamowania pulsacyjnego – nie udało się. Ułamek sekundy nieuwagi, doprowadził do zbyt małej odległości między mną a autem znajdującym się przede mną. Przywaliłem z prędkością około 20km/h w imponująco twardy i solidny zderzak japońskiego pojazdu.

Ze względu na niezachowanie odpowiedniej odległości między autami i nieprzystosowanie się do warunków pogodowych – bez jakichkolwiek negocjacji, wiedziałem, że to moja wina. Moje auto miało zmasakrowany przód maski, a auto przede mną jedynie lekkie wgniecenie na zderzaku.

Po podpisaniu stosownych oświadczeń i przyznaniu się do winy musiałem zająć się autem. Jego stan był na tyle zły, że nie mogłem nim sam jechać i dotrzeć do swojego mieszkania, ale na tyle dobry, że mogłem poprosić jakiegoś znajomego o odholowanie. Niewiele myśląc zadzwoniłem do mojego kolegi, faceta mojej dobrej znajomej (tak, tej z konkursu) z prośbą o pomoc i odholowanie. Kiedy znajomy przyjechał (oczywiście ze swoją kobietą), koleżanka patrząc na zniszczenia auta i upewniając się, że nic mi się nie stało, zapytała:  “to co, potrzebujesz kasy na nowe auto?” uśmiechając się do mnie. Wiedziałem, że taka okazja, nie może się powtórzyć…

Jeżeli chcesz dowiedzieć się pierwszy o kolejnym wpisie, kontynuującym tę historię, zapisz się do subskrypcji kanału RSS mojego bloga, by dostawać informację o nowym wpisie od razu, po jego opublikowaniu. Możesz to zrobić klikając na pomarańczowy prostokąt z licznikiem, znajdujący się po prawej stronie na górze mojego bloga. Dziękuję!
  1. FTR
    Sierpień 26th, 2009 at 11:42 | #1

    Więcej, więcej!
    Swoją drogą cóż to za uczelnia? Czyżby AGH, samogłoski? ;>
    Pozdrowienia dla autora ;)

  2. Sierpień 26th, 2009 at 12:19 | #2

    @FTR: Tak, samogłoski… ale nie chwal dnia przed zachodem słońca, poczekaj na trzecią część ;-)

    Dzięki i wzajemnie! Zdrówko w końcu najważniejsze ;-]

  3. Sierpień 26th, 2009 at 13:27 | #3

    Najbardziej to mi szkoda tego uniacza… Ehh zbieram właśnie na prawko i ewentualnie jakieś autko i ostatnio bardzo się rozglądam za Fiacikami Uno, fajne wozy jak na początek :)

  4. Sierpień 26th, 2009 at 13:32 | #4

    @Cinex: nie masz pojęcia jak mi było szkoda tego uniacza. To była moja młodzieńcza miłość. Moje pierwsze auto, pewnie za niedługo sam poznasz co znaczą dla faceta te trzy słowa :)

    Co do uniaczy: jako pierwsze autko polecam, zwłaszcza z najmniejszym silnikiem. “Mało pali, a na pewno mniej ode mnie ;-)

    Mimo wszystko, gdybym się nie rozwalił tym autem… zresztą sami przeczytacie wkrótce ;-)

  5. FTR
    Sierpień 26th, 2009 at 15:09 | #5

    @pete
    No to gratulacje, chociaż z tym wydziałem i kierunkiem mam złe wspomnienia. Żebyś tam sobie za bardzo do serca nie wziął te ich teksty, że elita, że najlepszy, a reszta to gówno. Bo znałem takiego jednego, co bardzo obrósł w piórka po tych wszystkich achach i ochach.
    Tak w ogóle to jesteśmy chyba w podobnym wieku (86?) z podobnej uczelni. Będę tutaj wpadał częściej.
    pzdr

  6. Sierpień 26th, 2009 at 15:17 | #6

    @FTR: chętnie bym odpowiedział na ten komentarz, ale wtedy dowiedzielibyście się praktycznie wszystkich informacji z ostatniej, trzeciej części. :)

    Tak czy inaczej obrośnięcie w piórka mi nie grozi…

    Zapraszam do częstego odwiedzania bloga ;-)

  7. Sierpień 26th, 2009 at 20:29 | #7

    Zakończenie w iście serialowym stylu hehe. Czekam na następne części!

  1. Sierpień 28th, 2009 at 06:02 | #1