No to jak to jest z tym inkubatorem?

Kilka razy czytelnicy tego bloga, czy nawet moi znajomi zadawali mi pytanie: “no to jak to jest z tym inkubatorem” (akademickim inkubatorem przedsiębiorczości, pod którym prowadzę póki co swoją działalność).
Wszyscy Ci, którzy chcieliby dzisiaj zadać mi to pytanie, na samym początku odsyłam do wpisu z przed paru miesięcy o wspomnianym inkubatorze. Dla tych, którzy przeczytali tamten optymistyczny materiał, zapraszam do dzisiejszego tekstu.
Główną funkcją Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości jest pomoc młodym ludziom, którzy chcą wystartować ze swoim pomysłem na biznes, jednak z powodu braku doświadczenia boją się założyć normalną działalność gospodarczą.
Tak powinna brzmieć główna definicja tej instytucji. Wszyscy Ci, którzy założyli, lub którzy chcą założyć biznes muszą pamiętać – jest to forma prologu do świata biznesu, który ma Ci uświadomić bez mocnych i częstych kopniaków w końcową część przewodu pokarmowego, że świat jest brutalny i biznes to nie jest zabawa.
Zasada jest prosta: jeżeli nie potrafisz sobie poradzić w inkubatorze, będzie Ci jeszcze trudniej odnaleźć się prowadząc normalną działalność gospodarczą.
Główną funkcją inkubatora, jest wyręczenie Cie w sprawach takich jak prowadzenie księgowości, działanie zgodnie z zasadami prawa, płacenie za Ciebie podatków, ubezpieczeń czy ZUS’u. Dzięki temu, przez równe dwa lata możesz się skupić na tym, na czym najbardziej powinieneś się skupić – na swojej działalności, na rozwijaniu sieci kontaktów, na zdobywaniu doświadczeń, które pomogą Ci ruszyć po założeniu normalnej działalności gospodarczej.
Znakomitym plusem inkubatora jest to, że możesz legalnie prowadzić swoją działalność przez dwa lata, a po tych dwóch latach mając już wspomniane doświadczenie, kontakty etc. możesz zacząć “od zera”, starając się o dotację czy to z urzędu miasta czy to z Unii Europejskiej. Dla mnie jest to jedna z głównych atrakcji, dzięki którym mogę jeść ciastko i nadal mieć ciastko.
Kolejnym plusem jest to, że miesiąc w miesiąc masz do dyspozycji grono prawników, którzy pomogą Ci przez X godzin w miesiącu w poprawianiu regulaminów, umów i innych ważnych formalnych rzeczy. Minusem jest bardzo duża biurokracja tego działu – nie masz dostępu bezpośrednio do prawnika, tylko kontaktujesz się z nim poprzez specjalny formularz emailowy. Z jednej strony rozumiem chęć utrzymania porządku przez prawników, z drugiej, wydaję mi się, że forma kontaktu mogłaby być znacznie bardziej dopracowana.
Kolejnym plusem (mówię o oddziale krakowskim) jest to, że wicedyrektorką, która opiekuje się Twoją firmą, jest bardzo miła Pani, która pomoże nie tylko w kwestiach formalnych, ale także da wiele rad, które pomogą przy staraniu się o dotację czy przy normalnym prowadzeniu firmy.
Dla równowagi teraz trochę o minusach. Nie jest to działalność gospodarcza. Prawnie, nie jesteś właścicielem firmy, jesteś tylko zatrudniony na umowę zlecenie przez inkubator. Przy prostym podpisywaniu umowy z kontrahentem najpierw musisz jechać do inkubatora sprawdzić umowę, następnie musi Ona być podpisana i opieczętowana przez dyrektora, następnie musisz zawieźć tę umowę do swojego klienta. Kiedy klient podpiszę umowę, z powrotem swoją część musisz odwieźć do inkubatora. Jeżeli masz inkubator blisko uczelni, domu, lub komunikacja w Twoim mieście jest dobrze rozwiązania – nie ma problemu. Jednak w przypadku takich miast jak Kraków, podpisanie umowy z inkubatorem, kontrahentem a następnie odwiezienie jej z powrotem do inkubatora może zająć pół dnia.
Kolejnym ograniczeniem jest ilość dokumentów, które możesz wygenerować bez dodatkowej opłaty. Jest to 25/50 (w zależności od oddziału) sztuk dokumentów. Kiedy licznik wystuka magiczną cyferkę, musisz zapłacić z góry 50zł za kolejne 25 dokumentów. Bardzo uprzykrza sprawę przy prowadzeniu sklepu internetowego, jednak w takim przypadku jest na to sposób – jeżeli klient nie wymaga od Ciebie faktury, wszystkie sprzedane przedmioty możesz wklepywać na zakupioną przez siebie kasę fiskalną. Następnie po zakończeniu miesiąca za pomocą magicznej funkcji podsumowującej w kasie cały miesiąc, zaniesiesz zamiast kilkudziesięciu dokumentów tylko jeden – wyciąg.
Kolejnym problemem jest ograniczona dostępność do pieniędzy. Aby zrobić przelew musisz udać się do inkubatora, podpisać umowę lub przedstawić fakturę, następnie wklepać do systemu zlecenie sprzedaży a później czekać od dnia do dwóch na realizację przelewu. Tak długi proces jest uzależniony od ilości spraw, jakie osoby odpowiedzialne za sprawowanie pieczy nad Twoją firmą (najczęściej dyrektorzy AIP) mają do zrobienia. Po ich zatwierdzeniu przelewu musisz uzbroić się w kolejne nakłady cierpliwości, czekając na to aż bank w którym masz założone konto zrealizuje zatwierdzony przelew.
Ostatecznie, ja jestem zadowolony z inkubatora. Za niedużą comiesięczną stałą kwotę jestem w stanie prowadzić legalny biznes, wystawiać faktury i być wiarygodny w oczach klienta. To bardzo duże możliwości, za bardzo małe pieniądze.
Uważam, że każdy, kto ma pomysł na biznes i się waha podjąć jakieś kroki, powinien postawić na Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości. Jeżeli nie wypali w najgorszym wypadku będziesz stratny kilkaset złotych. Gdyby to samo nie wypaliło przy normalnej działalności gospodarczej, straciłbyś obniżoną na dwa lata stawkę ZUS, oraz możliwość wzięcia dotacji z urzędu miasta. Dla mnie, są to dwa spore asy w rękawie, których nie zamierzam wykorzystywać jeszcze przynajmniej przez najbliższy rok.
Witam w nowym roku. Troche te inkubatory przekombinowane (jak to w Polsze), prosta rzecz jaka powinno byc prowadzenie DG tak zbiurokratyzowano, ze trzeba robic biurokratyczne “ulatwienia” dla mlodych ludzi. Jednak skoro plywamy w szambie, to warto chwycic sie kazdej deski i zdecydowanie warto z tego wlasnie powodu:
“Gdyby to samo nie wypaliło przy normalnej działalności gospodarczej, straciłbyś obniżoną na dwa lata stawkę ZUS, oraz możliwość wzięcia dotacji z urzędu miasta.”
pozdro
Witam. Mimo iż mam już trochę lat to dopiero zaczynam inwestowanie na poważnie. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny post ponieważ przejrzałem archiwum i muszę powiedzieć że jest na tyle ciekawy dla mnie, że dodałem go do polecanych na swoim.
Pozdrawiam i czekam na kolejny ciekawy wpis
A mnie ciekawi jeszcze jedna kwestia – masz firmę, która robi strony www, ale przecież działając w inkubatorze nie możesz zatrudnić pracowników na etat?
Jak rozwiązujesz ten problem? Umowy zlecenia/dzieło? Tylko wtedy nie masz pewności, że dany pracownik nie nawali – etat to jednak coś innego, bardziej poważnego. Poza tym stronami przecież trzeba się opiekować, szczególnie tymi z cmsami. Nie jest zbyt wielkim ryzykiem wg Ciebie zatrudnianie niezbędnych przecież osób w inny niż etatowy sposób?
Witam, za moich czasów nie było inkubatorów i dla tych najbardziej bojaźliwych jest to jakieś wyjście. Z drugiej strony prawdziwe doświadczenia można tylko osiągnąć rzucając się prędzej czy później na głęboką wodę. Życzę powodzenia.
@podtwórca: Cieszę się, że się ze mną zgadzasz i rozumiesz sytuację.
@Robert: Cieszę się, że blog Ci się podoba.
W ciągu tygodnia pojawi się w końcu wpis dotyczący mojego oczka w głowie w tym roku
@Daniel: Tak, nie mogę zatrudnić pracowników na etat. Umowy zlecenia, z karami umownymi jak najbardziej dają radę. Całe oprogramowanie jest pisane z bardzo dokładną dokumentacją techniczną, więc nawet jeżeli jeden programista zrezygnuje, drugi bezproblemowo wdroży kolejnego programistę w cały framework.
@Aphossa: Uważam, że skoro są możliwości w ominięciu horrendalnych opłat czy w ułatwieniu sobie drogi – to każdy rozsądnie myślący człowiek powinien z takich opcji skorzystać. Podejrzewam, że gdyby więcej ludzi zdawało sobie sprawę z istnienia Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości, może wyszliby Oni z szarej strefy aby w końcu legalnie zarabiać pieniądze.
Na głęboką wodę jeszcze będzie czas.