Archiwum

Archiwum dla Kwiecień, 2009

Zarządzanie czasem

Kwiecień 22nd, 2009 7 comments

8 lutego napisałem krótkiego posta na temat moich metod zarządzania czasem. W artytule “Uratuj swój czas” przedstawiłem prosty program RescueTime, który za pomocą sprytnego systemu zapisywania wszystkich wykonywanych czynności na komputerze, tworzy statystyki przedstawiające w jasny sposób na co przeznaczamy swój czas “siedząc przed monitorem”. Ze względu na to, że moja praca jest związana z praktycznie kilkugodzinnym, codziennym przesiadywaniem na komputerze, bez wahania zainstalowałem ten program po czym dla dobra badań zapomniałem o nim na dwa miesiące i korzystałem z komputera tak, jak to robiłem do tej pory.

W ciągu marca program RescueTime śledził moje działania na komputerze przez 74 godziny. Poniżej zamieszczam wykres przedstawiający ile czasu poświęciłem na konkretne zajęcia.

wykres czasu Zarządzanie czasemJak widać na załączonym obrazku około 15h spędziłem rozmawiając na komunikatorach gg/skype. Wbrew pozorom nie jest to czas w 100% zmarnowany ze względu na to, że komunikuje się tą drogą z moimi klientami/współpracownikami. Niestety program nie ma możliwości zbadania ile czasu przegadałem rozmawiając o swoich projektach, a ile o rzeczach, które kompletnie nie wnoszą nic pożytecznego do mojego życia. Podejrzewam, że maksymalnie 30% tego czasu było poświęcone na konkretne rozmowy dotyczące mojej pracy.

Kolejną kategorią rzucającą się w oczy jest “fun” czyli surfowanie po stronach rozrywkowych. Zakładając, że zredukowałbym czas jaki przeznaczam na rozmowy via gg/skype o 70% oraz wyeliminowałbym surfowanie po zbędnych stronach rozrywkowych, które są najzwyklejszymi zabijaczami czasu oszczędziłbym w ciągu miesiąca około 17h. Na pierwszy rzut oka 17 straconych godzin nie jest szokującą wiadomością, jednak patrząc na to z perspektywy 3 dodatkowych dni (dziennie pracuje około 5-6h), które mógłbym przeznaczyć na odrobienie zaległości – jest o co walczyć.

Aby sobie pomóc zainwestowałem w krótką książkę-poradnik “Zarządzanie czasem – profesjonalne odpowiedzi na codzienne wyzwania zawodowe”. Książka ma około 120stron dzięki czemu można ją przeczytać praktycznie jednym tchem, w drodze do uczelni/pracy czy w wolnej chwili. Książka nie jest zbyt odkrywcza, dużo więcej cennych porad można znaleźć w książce “Sztuka Efektywności” Davida Allena, mimo wszystko wydaje mi się, że wydane 24zł, które zapłaciłem za tę książkę było całkiem niezłą inwestycją… Książka ta, jest dobrym uzupełnieniem do programu RescueTime. W trakcie czytania przytoczonych w niej “sytuacji z życia wziętych” rekomendowane nam są działania identyczne jak te, wykonywane w programie RescueTime.

Autor zaleca badanie czynności, które wykonujemy każdego dnia. Poleca robienie list “to do”, szacowanie czasu, jaki zajmie nam wykonanie danego celu a następnie porównywanie swoich szacunkowych wartości do tych końcowych, które osiągnęliśmy po wykonaniu danej czynności. W książce zawarte są proste przykłady tabelek z pytaniami, które uświadomią nam co nam przeszkadza/rozprasza w pracy. Krótko mówiąc książka przedstawia nam wszystkie najczęstsze problemy powodujące obniżanie efektywności oraz sposoby na rozwiązywanie tych problemów.

Wydaję mi się, że warto sięgać po takie tytuły. Nie znam osoby, która narzeka na nadmiar czasu… za to znam wiele, które oddałyby wszystko za dobę dłuższą o dodatkowe 8godzin. Książka ta uświadamia nam, że problemem nie jest zbyt mała ilość godzin na dobę, a raczej nieprzywiązywanie uwagi do czynności, które w skali makro są sporymi zjadaczami wolnego czasu.

Wszystkim, którzy narzekają na kumulujące się zaległości polecam nabycie tej niedrogiej (na allegro można dostać za ok. 30zł z wysyłką) pozycji.
Jeśli ktoś będzie zainteresowany, chętnie odsprzedam (za parę dni)  po promocyjnej cenie ;-) której nie dostaniecie w żadnej księgarni. Prawie nieużywana,  jedynie dwa razy czytana!

ps: jeśli macie swoje skuteczne sposoby na radzenie sobie z brakiem czasu – zapraszam do komentowania!

Przemyślenia na temat mBanku.

Kwiecień 5th, 2009 18 comments

Pamiętam jak mając lat 14 i potrzebując internetowego konta bankowego założyłem swoje pierwsze konto w mBanku. Moje zadowolenie z posiadania darmowego konta (kiedy moi rodzice płacili kilka dobrych pln’ów za utrzymanie swoich kont) sięgało zenitu. Konto było mi wtedy potrzebne głównie do handlu starociami znalezionymi w domu na allegro. Moje wymagania były małe przez co byłem zadowolony.

Od tego czasu minęło 7 lat. W ciągu tego okresu, osiągając wiek dojrzały zmieniłem konto młodzieżowe na normalny rachunek osobisty. Byłem zadowolony, że bank w którym trzymam swoje zaskórniaki nie pobiera ode mnie żadnych opłat. Moje zadowolenie osiągało swoje maximum w momencie kiedy mBank oferował konto oszczędnościowe eMax+ oprocentowane na 6%. Podejrzewam, że wtedy był najgorętszy i najlepszy okres dla tego banku. Jak większość z zainteresowanych pamięta, później bank ten miewał wtopy marketingowe jedna po drugiej.

Ostatnimi czasy patrząc na historię swojego konta bankowego, zaczął boleć mnie widok uciekających pięciozłotówek. Każdorazowa wypłata z bankomatu innego niż te, wskazane przez mBank wiążę się z oddaniem 5zł na rzecz banku. Oczywiście staram się jak mogę wypłacać pieniądze w bankomatach, które nie pobierają prowizji. Niestety jak każdej osobie tak i mnie zdarzają się sytuację losowe, w których nie mam czasu/możliwości aby szukać bez prowizyjnego bankomatu. Nie, żebym był skąpy i żal by mi było 5zł! Jednak….

Dotychczas wydawało mi się, że taki incydent zachodzi dosyć rzadko. Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy wykonałem 23 wypłaty z “obcych bankomatów”, które zeżarły mi 115zł! Oczywiście nie są to pieniądze, które zmienią moje życie w skali roku. Pieniądze te w przeliczeniu na dzień to jedynie 43grosze! Nie jest to kwota, o którą moglibyśmy się zabić! Patrząc jednak z drugiej strony skoro trzymam 2346zł na lokacie 5 miesięcznej oprocentowanej na 10% i zarobię z tego tytułu około 80zł, to dlaczego nie warto by do tych potencjalnie zaoszczędzonych pieniędzy dodać “extra odsetki” ?

Mój przykład:
Wpłaciłem 2346zł na 5 miesięcy na 10%. Dla ułatwienia obliczeń założymy jednak, że wpłaciłem tą kwotę na równy rok. W ciągu roku zarobiłbym 234,6zł brutto, a po odjęciu podatku belki do mojej kieszeni wpadłoby na czysto 190,02zł. Realne oprocentowanie lokaty wynosi w tej sytuacji 8,09%.

Sprawdźmy teraz ile wynosiłoby realne oprocentowanie mojej lokaty, gdybym do odsetek wypłaconych z banku doliczył swoje “ekstra odsetki”. Do 190,02zł netto, które bym zarobił doliczam 115zł które bym zaoszczędził. W sumie daje mi to 305,02zł. Obliczając (oczywiście, jest to naciągane) realne oprocentowanie mojej “wzmocnionej lokaty” dostaję równe 13%! Znajdźcie mi taką ofertę!

Oczywiście to co wyżej napisałem to tylko symulacja. Chciałem ją pokazać tylko i wyłącznie ze względu na absurd jaki występuje w tym momencie. Wkładam na 5 miesięcy na lokatę 2346zł i zarabiam niecałe 80zł, więc jeśli założymy, że w ciągu roku tracę 115zł na opłaty, to w ciągu 5 miesięcy będzie to kwota 47,91zł. Suma summarum jestem w mojej aktualnej sytuacji do przodu 32,09zł… co daje mi 1,36% realnej stopy procentowej w skali ROKU!

Co z tym fantem zrobić?

Niestety, nie ma takiego banku, który oferowałby 100% darmowe konto bez ukrytych opłat, dodając do tego 100% darmową kartę płatniczą, którą jesteśmy w stanie wypłacić pieniądze we wszystkich bankomatach w naszym kraju nie ponosząc żadnych opłat.

Jaki jest kompromis? Stali czytelnicy może wyśmieją mnie w tym momencie, ale wydaję mi się, że jedynym rozwiązaniem w takiej sytuacji jak moja, jest przejście do Alior Banku, którego biuro maklerskie mocno skrytykowałem parę tygodni temu. Alior co prawda nie oferuje darmowej karty płatniczej, bo kosztuje ona 3zł miesięcznie, jednak w przeliczeniu na rok, jest to 36zł czyli o niecałe 80zł więcej pieniędzy w mojej kieszeni! Wydaje mi się, że jest to jedyne wyjście z sytuacji.

Osobom, które uważają, że 80zł rocznie ich nie zbawi mogę jedynie zadać pytanie czy nie ucieszyliby się z prezentu w postaci 1024zł?
Taką kwotę zaoszczędziłbym wybierając konto w Alior Banku po 10 latach, zakładając, że zaoszczędzone 6,6zł w ciągu miesiąca wpłacałbym na 5% konto oszczędnościowe.

Czy opuszczę swój “ukochany” mBank, po prawie 8 latach związku? Dowiecie się tego w następnym odcinku ;)

Podejrzewam, że każdy z Was ma konto internetowe. Zapraszam do dyskusji w komentarzach o bankach z których usług korzystacie i kosztach realnych jakie z tego tytułu ponosicie!

Poza rynkiem.

Kwiecień 1st, 2009 3 comments

Jeszcze około miesiąc temu zawierałem 30 transakcji tygodniowo. Aktualnie sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie. Tydzień temu zająłem jedną pozycję, po czym szybko ją zamknąłem. Tego samego dnia przeanalizowałem sobie swój ulubiony kontrakt. 24 marca napisałem w swoim poście:

Doszedłem do wniosku, że dzisiejszego dnia kurs kontraktu na akcje PKO odbije się od poziomu 24.5zł. Nie pomyliłem się dużo. Aktualnie najwyższa cena dzisiejsza na fPKOm09 to 24.47zł. Mój błąd wynosił 3 grosze.

Aktualna cena fpko oscyluje w okolicach 21.80zł. Niestety nie miałem czasu/warunków, żeby zając wtedy tę pozycję. Jak to mówią aforyzmy inwestorów “utracony zysk boli bardziej od straty” – coś w tym jest. Ominął mnie zysk około 250zł.

Aktualnie zdecydowałem być poza rynkiem, wieczorami zerkam na wykresy jednak nie staram się przewidywać co się wydarzy w najbliższych dniach. O ile jedni mówią, że to jest korekta przed dalszymi wzrostami, znów inni, że to moment przełamania trendu korekty wzrostowej, o tyle ja siedzę cicho i się nie odzywam. Po serii wtop które nastąpiły w ciągu ostatnich miesięcy, trochę spokojniej podchodzę do spekulacji i nie staram się zająć na siłę “jakiejś” pozycji. Uważam, że są momenty takie jak dzisiaj czy wczoraj, kiedy nie wiadomo co się będzie działo. Doszedłem do wniosku, że w takich wypadkach najlepiej jest czekać na okazje takie jak z dnia 24 marca, w których istnieje duże prawdopodobieństwo spełnienia się swoich prognoz.

Warto w takich sytuacjach zamiast zajmować stratne pozycje, starać się powiększyć swój kapitał. Ja też tak zrobiłem i skupiłem się na swojej pracy, zobowiązaniach i projektach czy nawet na książkach o tematyce inwestowania/strategii. Zawsze kiedy mam złą passę i serię strat, wyobrażam sobie siebie za x lat… który zamiast skupiać się na poszerzaniu wiedzy, zdobywaniu doświadczeń i umiejętności przegrał wszystko co zarobił na spekulacjach na giełdzie i został z niczym. Taka wizja w skuteczny sposób pozwala mi nie wciągnąć się w wir hazardu, który podejrzewam, że dopada dużą część polskich spekulantów. Dzięki takim psychicznym szantażom łatwiej mi jest zabrać się za rzeczy ważne, lecz niekoniecznie tak ekscytujące jak spekulacja na giełdzie.

Parę dni temu znalazłem w sieci ciekawy filmik przedstawiający w jaki sposób USA radzi sobie z instytucjami na skraju bankructwa. Wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą jak wygląda ten proces zapraszam do oglądania.