W życiu każdego odpowiedzialnego, myślącego o przyszłości człowieka pojawia się prędzej czy później temat inwestowania. Kiedy wpada na ten pomysł zaczyna On siebie wyobrażać jako bogatego inwestora/gracza giełdowego, który z uśmiechem na twarzy żyje, nie przejmując się materialnymi troskami tego świata. Zdaje on sobie wtedy sprawę, że egzystowanie i wydawanie wszystkich pieniędzy z miesiąca na miesiąc nie jest dobrym rozwiązaniem i rozumie, że przydałoby się zacząć oszczędzać na poczet mieszkania/samochodu/czarnej godziny w przyszłości. Najczęściej moment w którym do tych wniosków dochodzi jest momentem przełomowym w jego życiu.
Życie spekulanta czy inwestora jest wypełnione stresem, emocjami. Na początku droga do sukcesu jest bardzo długa i niezmiernie trudna. Zamiast podążać nią ucząc się od starszych, początkujący inwestor uważa, że jest sprytniejszy od wszystkich, że ma niesamowite szczęście czy dar od Boga. Początkujący są skorzy do szukania skrótów, zamiast podążania prawdziwą i jedyną rozsądną drogą prowadzącą do sukcesu.
Na samym starcie tej drogi osoba taka zastanawia się “ile pieniędzy potrzebuję, żeby inwestować/spekulować na giełdzie?” Jak możecie przeczytać na blogu Podstawy inwestowania swoją przygodę można zacząć nawet od kilkuset złotych. Nieprawdą jest mantra powtarzana przez “starych wyjadaczy for giełdowych”, że żeby odnosić sukces na giełdzie trzeba mieć portfel “o grubości” >10tyś złotych. Procent składany rzeczywiście dużo lepiej się sprawdza w przypadku dużych sum ale tylko wtedy, kiedy działa on na naszą korzyść (kiedy mamy zysk). Dużo przyjemniej jest zarobić 10% z 10tyś zł, jednak z drugiej strony dużo łatwiej jest pogodzić się z 10% stratą w portfelu 10krotnie mniejszym.
Prawda jest taka, że tak samo łatwo można doprowadzić do 50% straty od kwoty 1000zł jak i od 100 000zł. Trzeba pamiętać, że rynek jest tak duży, że nasza dodatkowa obecność nie zrobi na nim żadnego wrażenia. Bez kontroli ryzyka i pozycji rynek zmiecie inwestora zostawiając go z niczym.
Kiedy początkująca osoba wie ile jest w stanie przeznaczyć pieniędzy na spekulacje, musi wtedy zadecydować w jakim biurze maklerskim zamierza otworzyć rachunek. W poprzednich postach pisałem, że nie polecam Alior Banku, ze względu na brak modułu “szybkich transakcji” w NOL3. Nie polecam także rachunku brokerskiego mBanku, ze względu na jego bardzo ograniczone możliwości (brak wykresów, nieintuicyjna aplikacja etc.). W komentarzach mojego artykułu o Alior Banku czytelniczka polecała bank BPH. Wszystko by było w porządku, gdyby nie to, że jest Ona najprawdopodobniej pracowniczką BPHu, która zapewne stawia pierwsze kroki w dziedzinie “marketingu wirusowego” i nie zdaje sobie sprawy z tego, że reklamując swojego “pracodawcę” z komputera w pracy, zostawia Ona po sobie ślady w postaci adresu IP…
Kiedy już początkujący założy rachunek maklerski i odłoży na niego swoje oszczędności jego gra zaczyna się od ruchów zupełnie nieświadomych. Tu mu zamigoce spółeczka bardziej od innej, kupi, sprzeda, straci – pomyśli, że to jednorazowe, zyska – pomyśli, że jest Bogiem. Podejrzewam, że nie tylko ja to przerabiałem. Do jakich wniosków doszedłem?
Jeśli nie podejdziesz do sprawy spekulacji jak do trudnej pracy, nie będziesz szanować swoich pieniędzy – stracisz je. Jeśli będziesz grać za pożyczone pieniądze/za pieniądze których nie możesz stracić (np przeznaczone na samochód/mieszkanie) dojdzie dodatkowa presja, przez którą wejdziesz w nieskończony wir chęci odzyskiwania strat, które poniosłeś, co doprowadzi Cię do bankructwa.
Jeśli nie będziesz podchodzić do inwestycji z dystansem, zamkniesz się na świat, zapomnisz o rzeczach ważnych jak rodzina, przyjaciele.
Pesymistycznych scenariuszy jest wiele. Część z nich dzieje się w rzeczywistości każdego dnia na całym świecie.Według statystyk tylko 5% inwestorów osiąga świadomy i regularny zysk. Czy na pewno jesteś gotowy podjąć takie spore ryzyko, poświęcają sporą część swojego życia, zdrowia czas i pieniędzy żeby spróbować znaleźć się w grupie 5% ludzi, którzy osiągają zysk?

Podjęcie decyzji “grać czy nie grać na giełdzie” kojarzy mi się często ze znaną sceną z filmu The Matrix, kiedy Neo stoi przed wyborem “poznać odpowiedź czym jest Matrix czy żyć beztrosko tak jak dotychczas?”.
Ja wybrałem tabletkę czerwoną. Chciałem wiedzieć (i nadal chcę) czym jest giełda, czym są rynki finansowe. Z każdym tygodniem uczę się czegoś nowego i wiem, że za jakiś czas wiedza i doświadczenia pozwolą mi odrobić straty poniesione w ostatnich 2 latach. Giełda uczy cierpliwości, systematyczności, patrzenia na sprawy pod różnymi aspektami ze względu na wielowątkowość tego tematu. Giełda uczy pokory.
A Ty, którą tabletkę wybrałeś i czego Cię ta decyzja nauczyła?