Archiwum

Archiwum dla Grudzień, 2008

Rachunek sumienia inwestora.

Grudzień 31st, 2008 Brak komentarzy

Dzisiejszy wpis, czwarty od założenia bloga, a ostatni w tym roku będzie dosyć krótki.

Chciałem w nim o coś zapytać i zauważyć dosyć ważną kwestię. Zrobię to w formie rachunku sumienia.

  • czy zrobiłeś sobie “rachunek sumienia” dotyczący swoich inwestycji?
  • czy podliczyłeś wszystkie wpłaty/wypłaty na rachunku maklerskim?
  • czy zrobiłeś sobie bilans zysków i strat?
  • czy byłeś przygotowany merytorycznie do tego, by grać na giełdzie/inwestować?
  • czy zarządzałeś dobrze ryzykiem?
  • czy dobrze zdywersyfikowałeś swój portfel?
  • czy policzyłeś ile w tym czasie mogłeś zyskać wpłacając pieniądze na lokatę i trzymając się z dala od rynku?

Wydaję mi się, że szczerą odpowiedź na te pytania da nam bilans zysków/strat. A jeśli nie będzie to odpowiedź, to na pewno bardzo pomocna sugestia dotycząca tego, co zmienić w nowym roku.

Oczywiście można się usprawiedliwiać i stosować “kreatywną księgowość“. Tylko po co siebie okłamywać? Przecież głównym założeniem inwestowania jest osiąganie zysków, a nie posiadanie racji.

źródło http://sxc.hu

źródło http://sxc.hu

Ja niestety z powodu natłoku wszystkich obowiązków nie zdążyłem podliczyć strat. Na pewno zrobię to po nowym roku, jeszcze w tym tygodniu. Mam nadzieję, że Wy też to zrobicie i wyciągniecie z tego rachunku sumienia odpowiednie wnioski.

Tymczasem życzę wszystkim w nowym roku zdrowia :) bo mnie go najbardziej w mijającym zabrakło. Życzę także zmian na lepsze, oczywiście zmian zaczynających się od nas samych. No i oczywiście udanych inwestycji :)

Szczęśliwego nowego roku! :)

Jak rzucić palenie?

Grudzień 28th, 2008 7 comments

Jaki związek ma palenie z inwestowaniem? Bardzo duży! Wiele osób nie jest świadomych, że to właśnie palenie jest ich fundamentalną przeszkodą w drodze do sukcesu, finansowej niezależności itp.

Niestety, wiele osób boryka się z problemem palenia. Bez wątpienia jest to trudny nałóg. Szybko uzależnia psychicznie i fizycznie.

Poniżej przedstawiam stary raport z 1995roku. Podejrzewam, że statystyka nie różni się zbyt mocno w porównaniu do aktualnej.

Palenie papierosów uzależnia. Są to wnioski Urzędu Kontroli Żywności i Lekarstw z wydanego w roku 1995 raportu na temat palenia i uzależnienia:

  • 87% palaczy papierosów pali je codziennie.
  • Prawie dwie trzecie palaczy zapala pierwszego papierosa w ciągu pół godziny po przebudzeniu.
  • 84,3% tych, którzy palili 20 lub więcej papierosów dziennie, bezskutecznie próbowało zmniejszyć liczbę wypalanych papierosów.
  • Palacz, który podejmuje zdecydowane działania, aby rzucić palenie, ma mniej niż 5% szans na to, że rok później nie będzie palił.
  • 70% obecnie palących twierdzi, że chciałoby całkowicie rzucić palenie.
  • 83-87% palaczy, którzy wypalają ponad 26 papierosów dziennie sądzi, że jest uzależniona.
  • Prawie połowa palaczy, którzy przechodzą operację spowodowaną rakiem, ponownie zaczyna palić.
  • 40% palaczy próbuje palić nawet po usunięciu krtani.
  • Nawet wśród dorosłych wyrażających silną wolę rzucenia palenia i poddanych właściwemu leczeniu, tylko połowa przebadanych pacjentów była w stanie rzucić palenie na tydzień, a ponad 80% nie rzuciło palenia na dłużej po tym, jak przestali stosować środki zastępujące nikotynę.
  • Z najnowszych szczegółowych badań wynika, że przynajmniej 75%, a nawet 90%, osób często palących spełnia kryteria uzależnienia ustalone przez najważniejsze instytucje zajmujące się kwestiami zdrowia publicznego.

źródło

Statystyka wygląda nieciekawie i nie zachęca do rzucenia. Pomimo wszystko ja jednak gdzieś znalazłem motywację.

Przez długi okres czasu wymieniałem najczęstsze argumenty przeciw rzucaniu palenia:

  1. Nie rzucę, bo w każdej chwili mógłbym rzucić, ale na pewno to nie jest TA chwila.
  2. Nie rzucę, bo przytyję 10kg.
  3. Nie rzucę, bo papierosy to część mnie.
  4. Nie rzucę, bo z papierosem czuje się pewniejszy siebie.
  5. Nie rzucę, bo kawa przy śniadaniu straciłaby swój smak.
  6. Nie rzucę, bo mam za dużo palących znajomych.
  7. Nie rzucę, bo…. [wstaw swoje argumenty]
źródło http://sxc.hu

źródło http://sxc.hu

Pominę wszystkie aspekty zdrowotne, które są ważne, ale z doświadczenia wiem, że większość ludzi ma je głęboko w poważaniu do czasu, aż nie rozpoczną się problemy zdrowotne. Zatem…

Jak rzuciłem palenie?

Wypisałem na kartce kilka powodów, przemawiających “za” rzuceniem palenia:

  1. Rzucę palenie, ponieważ chcę udowodnić sobie, że mogę to zrobić.
  2. Rzucę palenie, ponieważ nie podoba mi się, że coś ma nade mną tak silną kontrolę.
  3. Rzucę palenie, ponieważ rocznie wydaje na nie ponad 4tysiące złotych.
  4. Rzucę palenie, ponieważ… [wstaw swoje argumenty]

Następnie napisałem prosty plan działania polegający na:

  • kupieniu plastrów nikotynowych
  • ograniczeniu otoczenia ludzi palących
  • czytaniu książek o efektywności, organizacji, rzucaniu palenia

Dlaczego plastry? Przed plastrami próbowałem gum nikotynowych, tabletek do ssania i innych rzeczy, które mi pomagały na bardzo krótką metę.

Dlaczego używałem tego typu środków? Według mnie proces rzucania powinien być jak najbardziej uproszczony. Znam wiele osób, które zawsze mi mówiły, że one nie potrzebują takich zamienników i że wystarczy im silna wola. Żadna z tych osób do dzisiaj nie rzuciła.

Co zrobić żeby rzucenie palenia zakończyło się sukcesem?

  1. Zaplanuj, kiedy naprawdę masz zamiar rzucić palenie. (u mnie: 4 lipiec 2008)
  2. Do czasu “deadline’u” nie ograniczaj się. (paczka czerwonych dziennie, specjalne przedawkowywanie ‘niezbędnej’ dawki w celu obrzydzenia sobie nałogu)
  3. Kiedy zaczniesz rzucać i zdarzy Ci się wypalić papierosa, nie okłamuj siebie i osób, które pomagają Ci w rzuceniu. To, że raz zapaliłeś papierosa, nie oznacza, że jesteś słaby i nie dasz rady. Ważne jest, aby chwila słabości była możliwie jak najrzadziej powtarzana. (kilka chwil słabości miałem, jednak w ciągu tych ponad 5 miesięcy nie wypaliłem więcej niż pół paczki)
  4. Nagradzaj się! Większość palaczy nie zdaje sobie sprawy z tego, ile wydaje miesięcznie na swój nałóg. Rzucenie palenia ma ogromny wpływ na nasze finanse!
  5. Bądź dumny z tego, że rzuciłeś. Staraj się zarazić tym szczęściem Twoich znajomych palaczy. Ludzie lubią dołączać do tłumu, uwielbiają przykłady osób, którym się udało. (od początku rzucania jestem w trakcie ciągłego nakłaniania do rzucenia 3 ważnych dla mnie osób. powoli zauważam efekty :) )
  6. Załóż się ze znajomym, ale nie o gruszki na wierzbie, tylko o jakąś rzeczywistą stawkę, której brak wyraźnie poczujesz w przypadku swojej przegranej. Zakładanie się o nierealne stawki powoduje automatyczną powoduje, że traktujemy całą sprawę niepoważnie.
  7. Zacznij nowe życie! Przestań być malkontentem, którego znak rozpoznawczy to papieros w ustach i twarz “zmęczona życiem”.
  8. Zorganizuj się! Określ swoje plany na ten tydzień, na najbliższy miesiąc, kwartał, rok.
    Zastanów się, co chcesz osiągnąć, mobilizuj się do tego, ciesz się z każdego sukcesu, analizuj każdą porażkę!

Powiesz mi, że plastry są drogie, droższe od papierosów. Tak! Ale to inwestycja, która już po paru tygodniach się zwraca. Poza tym, i tu da się zaoszczędzić. Zamiast przechodzić z mocnych plastrów na słabsze, wystarczy je odpowiednio przeciąć i kontrolować dawkę przyswajanej nikotyny wg własnego widzimisię! Ja najmocniejsze plastry używałem przez tydzień. Po wyczerpaniu zapasów udałem się do apteki po nowe. Dawka 21mg nikotyny po 7 dniach była dla mnie za duża, więc zacząłem przecinać plastry w pół! Tego rodzaju trick spowodował jeszcze większą mobilizację i wiarę w to, że używając odrobiny sprytu uda mi się przezwyciężyć ten nałóg! Po 2 miesiącach nie potrzebowałem już plastrów.

Sumując:

  • w ciągu niecałych 6 miesięcy jestem około 2tyś złotych do przodu
  • zaoszczędzone pieniądze zainwestowałem w swój rozwój (kilka dobrych książek)
  • część zaoszczędzonych środków zainwestowałem w “dobro luksusowe” (wymarzony zegarek, wcześniej wydawało mi się, że mnie na niego nie stać )
  • uczę się panować nad swoimi emocjami, i nie uzależniać ich od posiadania papierosów (czy ich braku)
  • zwracam większą uwagę na kontrolę swoich finansów
  • lepiej sypiam
  • stałem się naturalnie pewniejszy siebie; nie muszę wizerunku swojej osoby “umacniać” papierosem

Zalet jest wiele. Pierwsze kroki są trudne, kolejne za to – bardzo satysfakcjonujące. Bez względu na to czy podzielacie moje zdanie czy nie, chętnie przeczytam jak wyglądał u Was (czy u Waszych znajomych) proces rzucenia palenia.

Procent składany. Wróg czy przyjaciel?

Grudzień 25th, 2008 4 comments

Albert Einstein kiedyś powiedział: “Największym wynalazkiem ludzkości jest procent składany“. Patrząc na dzisiejszą sytuację ekonomiczną na świecie zastanawiam się, czy ten wynalazek jest naszym wrogiem, czy przyjacielem? Odpowiedź na to pytanie jest moją ulubioną odpowiedzią: to zależy… Ale od czego? Od nas!

Skoro nasz przyjaciel Albert uważa procent składany jako takie potężne narzędzie, dlaczego tak rzadko korzystamy z jego zalet? Przedstawię poniżej dwie historie. Na pierwszy rzut oka bardzo podobne, jednak po ich przeczytaniu zauważysz znaczną różnicę.

W ostatnich tygodniach zastanawiałem się nad fenomenem dzisiejszego konsumpcyjnego stylu życia. Dobrym jego przykładem był pewien znajomy o imieniu Michał. Pod wpływem emocji kupił On sobie super mobilnego laptopa. Wszystko byłoby okej, gdyby nie wziąłby go na kartę kredytową, usprawiedliwiając swoją decyzję potrzebą posiadania dostępu do komputera podczas wakacyjnego wyjazdu. Za laptopa wydał ‘w promocji’ 1500zł. Przez 54 dni cieszył się zerowymi odsetkami, oraz brakiem musu spłacenia kredytu.

Po zakończeniu kilkutygodniowego wypoczynku i powrocie do normalnego stylu życia Michał zauważył, że za niedługo skończy się okres bezpłatnego kredytu i będzie trzeba zacząć płacić całkiem spore odsetki. Strach przed odsetkami zaczął potęgować się kiedy spóźniony głos rozsądku po cichu uświadamiał go, że tak naprawdę poza wyjazdem wakacyjnym jego laptop nie jest mu do życia niezbędny. Brak stałej pracy skutecznie przeszkadzał w organizowaniu środków na spłatę kredytu. Znajomy został zmuszony do sprzedaży laptopa. Laptop po paru miesiącach używania oczywiście stracił parędziesiąt procent na wartości. Kolega z żalem musiał pogodzić się z tym faktem i sprzedać laptopa sporo taniej, niż go kupił. Na pozostałą różnicę kredytu musiał sam zarobić poświęcając przez najbliższe 2 miesiące swoje weekendy w dorywczej pracy.

Krótki rachunek:
Koszt laptopa: 1500zł
Odsetki: 100zł
Cena sprzedaży laptopa: 800zł.

Bilans: -800zł. Używanie przez miesiąc laptopa, którego się już nie posiada – bezcenne.

Koleżanka Magda patrząc na bezustannie trwający szał zakupów również zamierzała kupić sobie mały, mobilny laptop. Nie pozwoliła jednak poddać się emocjom i na chłodno przeanalizowała sytuację. Wiedziała, że laptop jest jej potrzebny, ale pamiętała o tym, że elektronika szybko tanieje, moda szybko się zmienia, a użycie karty kredytowej to możliwie najgorszy sposób na pozyskanie pieniędzy. Magda nie ufała ofertom banków, które dotyczyły kart kredytowych. Zdawała sobie sprawę z tego, że 54 dni to długi okres czasu podczas którego można zarobić bez problemu pieniądze na spłatę kredytu. Brała jednak pod uwagę możliwe sytuacje losowe, które mogą pokrzyżować jej plany.

Magda zadecydowała, że będzie pracować dorywczo w weekendy po to, aby sfinansować sobie kupno laptopa. Magda założyła sobie, że w ciągu 3 miesięcy uzbiera 1500zł. Aby osiągnąć ten cel będzie musiała zarobić miesięcznie 500zł.
Dodatkowo założyła sobie, że każde zarobione 500zł zdeponuje na rachunku oszczędnościowym eMax+ oprocentowanym na 6% w skali roku. Magda obliczyła sobie, że wpłacając do 500zł na rachunek oszczędnościowy podatek od zysków będzie wynosił niecałe 49groszy, a zatem nie zostanie on naliczony. Dzięki temu ominie Ona podatek Belki i będzie się cieszyła przez 3 miesiące z równych 6% odsetek w skali roku.

Po 3 miesiącach pracy i miesiącu odpoczywania Magda podliczyła na swoich rachunkach oszczędnościowych 1515zł.
15zł odsetek nie wywołało euforii, ale był miłym dodatkiem do informacji o szybko taniejących laptopach oraz fakcie o nadchodzących świątecznych promocjach. Magda zdecydowała, że poczeka do świąt Bożego Narodzenia i kupi go w momencie największych wyprzedaży. Kiedy cena laptopa dobiła do 700zł Magda stwierdziła, że to TEN moment i nabyła swojego wymarzonego laptopa.

Krótki rachunek:
Koszt laptopa: 700zł
Oszczędności: 1500zł
Odsetki od oszczędności: +-20zł.

Bilans: 820zł stale rosnących oszczędności i wymarzony laptop.
Satysfakcja z pierwszego świadomie racjonalnie podjętego wyboru…
…powinienem napisać bezcenna, ale podejrzewam, że Magda nie chciałaby reklamować kart kredytowych pewnej bezcennej firmy.

Magdzie spodobał się cytat Alberta Einsteina. Od czasu kupna laptopa zaczęła jeszcze bardziej interesować się światem finansów, i możliwie jak najszerzej kształcić się w tej dziedzinie. Zrozumiała, że lepiej być przyjacielem, niż wrogiem procenta składanego.

Kto może inwestować?

Grudzień 23rd, 2008 2 comments

Odpowiedź na pierwszy rzut oka jest krótka: praktycznie wszyscy!

Przygodę z inwestowaniem możemy zacząć w dowolnym wieku.

Najczęściej czynność ta składa się z wyrzeczeń, cierpliwości, nauki, konsekwencji.
Zalatuje nudą? Tak się może wydawać. Jednak znam wiele osób, które po wejściu do świata inwestycji nie potrafią teraz bez tego świata się obejść. Inwestowanie uzależnia. Problem z nim polega na tym, czy uzależnimy się od złych czy dobrych nawyków inwestowania.

Chciałbym, żeby ten blog był miejscem w którym i ja jako autor, i czytelnicy wzajemnie wymieniali się, kształcili i uzależniali od tych dobrych nawyków w inwestowaniu.

Od czego ja zacząłem?
Swoją przygodę rozpocząłem od konkursu giełdowego organizowanego przez Agorę.
Było to około 5 lat temu w czasach liceum ogólnokształcącego.
Pamiętam, jak po paru dniach czytania na ślepo artykułów dotyczących giełdy,
dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak “japońskie świece“. Wydawało mi się, że kiedy nauczę się co to są te świece, będę w stanie wygrać konkurs i zdobyć tytuł “Najlepszego inwestora”.

Po paru dniach doszedłem do wniosku, że temat jest zbyt obszerny i zbyt trudny jak na prosty konkurs giełdowy,
i zacząłem po prostu grać na “chybił trafił”. O dziwo nie poszło mi tak źle. W ciągu kilku tygodni zarobiłem 11%.
Co prawda nie dostałem się do finałów, ale satysfakcja z osiągnięcia wysokiego wyniku pozwoliła mi o tym fakcie zapomnieć.

Po roku wziąłem po raz kolejny udział w tym konkursie. Poszło jeszcze lepiej. Spodobało mi się.
Po paru latach, kiedy wydawało mi się, że mam już doświadczenie wystarczające do grania na giełdzie założyłem konto maklerskie w mBanku. Moją pierwszą inwestycją była spółka Zygmunta Solorza – Żaka Elektrim.

Po tygodniu od kupienia akcji byłem 30% do przodu. Poczułem się jak młody bóg. Z dumą opowiadałem moim rodzicom jak szybko rozmnożyłem swoje zaoszczędzone pieniądze. Akcji nie sprzedałem, i czekałem na jeszcze większy “odpał”. Liczyłem swoje zyski. Dzieliłem skórę na niedźwiedziu. Byłem spokojny o swoją inwestycję… w końcu ludzie na forach internetowych pisali, że są “zapakowani” w Elektrim, i z pełnym spokojem wyruszają na wakacje nie martwiąc się o stan swojego portfela.

Po paru tygodniach okazało się, że Elektrim ma dosyć duże problemy, o czym dowiedziałem się, kiedy akcje stały 20% niżej niż wtedy, kiedy je kupiłem. Po paru miesiącach dowiedziałem się, że nic z tej inwestycji nie będzie, a po roku dowiedziałem się, że kupiłem akcje praktycznie na szczycie hossy (7.07.2007).

W ciągu półtora roku skakałem z kwiatka na kwiatek powodując tymczasowe wzrosty, lub częste spadki wartości mojego portfela inwestycyjnego. Po jakimś czasie zacząłem się interesować kontraktami terminowymi. Szło mi całkiem nieźle. Do czasu. Po kilku udanych ruchach znowu poczułem się jak ten młody bóg. Tym razem uważałem się, za mądrzejszego od rynku.

Jak to się stało?

  1. Każdy początkujący inwestor zakłada, że to on jest ten jedyny, że to on jest najsprytniejszy, i że może tylko wygrać/zyskać. Kiedy jedna z pierwszych losowych inwestycji okaże się przynosić profity, młody inwestor czuje się już na tyle pewnie, że zapomina o ryzyku.
  2. Praktycznie większość osób które rozpoczynają inwestować na giełdzie, zapomina o zarządzaniu ryzykiem.
  3. Większość osób po kilku nieudanych (lub udanych) próbach inwestowania zaczyna chwalić się (lub żalić) na forach poświęconych tematom giełdowym w poszukiwaniu “Guru”. Niestety bardzo często osoby, które piszą na tych forach, to naganiacze, którzy swoimi populistycznymi tekstami starają się zachęcić lub zniechęcić do inwestycji. Każdy przed każdym udaje poważnego inwestora utrzymującego się z grania na giełdzie, a większość z nich, to ludzie zabijający czas przez masowe pisanie postów w trakcie pracy.
  4. Niedoświadczeni inwestorzy szukają sukcesu w systemach, rekomendacjach. Starają się jak najszybciej i jak najtaniej znaleźć złoty środek. Nie rozumieją, że inwestowanie to ciężka i systematyczna praca.

To tylko parę punktów które mogą spotkać początkującego lekkomyślnego inwestora. Wymieniłem je, ponieważ sam przez to wszystko przeszedłem i postanowiłem skończyć ten etap.

Nie wstydzę się swojej historii. Zawiera ona cenne doświadczenia. Jednak czas na zmiany.

Kto może inwestować?

Każdy. Jednak inwestowanie ma na celu powiększanie swojego majątku, a nie systematyczną jego utratę.
Jeśli masz czas, jesteś cierpliwy, interesuje Cie ten temat, nie boisz się porażek i lubisz się uczyć to jest spora szansa na zwycięstwo. Najważniejsze, to nie stać w miejscu, i nie wmawiać sobie, że wszyscy inni są winni tylko nie my.

A Ty drogi czytelniku, jak zacząłeś swoją przygodę z inwestowaniem?